przed Dniem Dziecka…

…wczoraj na spacerze stwierdziłam, że dopóki człowiek nie zadzieci nie ma pojęcia jaki komiczno estradowy potencjał w sobie nosi. Jako, że do tej pory Janeczek na spacerach głównie spał, wciąż nie mamy nawyku zabierania do wózka zabawki. Wczoraj wyspał się dwie godziny w domu, więc na spacerze nie spał i domagał się występów i atencji, które Mu zapewniliśmy, zyskując powyższą refleksję:)

Od dwóch dni pakujemy się jako, że jutro siup nad morze. Tym razem Polska i tym razem po dziesięciu latach znajome rejony, bo Karwia (latami jeździłam do Jastrzębiej Góry)

Pakujemy się, pakujemy się i …jak na razie końca nie widać. 
Oby na urlopie pogoda dopisała, bo towarzystwo na pewno. Nie dość, że na Dzień Dziecka Janeczek dostaje od nas pierwsze wakacje z Rodzicami to jeszcze jadą nasi Przyjaciele z dziećmi, w tym o tydzień młodszym od Janeczka kolegą.

A mówiąc o wieku, dziś Janeczek kończy dziewięć miesięcy, ale ten czas leci.

Z okazji Dnia Dziecka życzę wszystkim Dzieciom Zdrowia i Radości. 

mój pierwszy…

…Dzień Matki taki „realny”. Bo taki przedziwny, to miałam w strasznym roku 2011, kiedy Pogrzeb Emilki odbywał się właśnie na dzień przed Dniem Matki (pamiętam, jak prosiłam naszą znajomą panią z zakładu aby przypadkiem na pewno nie wybrała tej daty bo już mi nieszczęść naprawdę nie brakowało) i rok temu, kiedy Emilka na cmentarzu a w ciąży już byłam i Janeczek też już był, z tym, że po drugiej stronie brzucha. 

Wczoraj natomiast miałam już taki „prawdziwy” Dzień Matki. Dostałam konwalie, kartkę i nawet prezent na ten dzień, oczywiście tym razem pomagał przy organizacji Tata. Przed południem pojechaliśmy do Emilki. Skoro jest jak jest to chcę u Niej być tego dnia chociaż na chwilę.
Potem w ramach spaceru z Janeczkiem nabyliśmy ciasto dla Mam albowiem po południu Dziadkowie (no i nasze Mamy zarazem też;) zaproszeni byli do nas. 

Mimo, że nie lubię takich jak ja to nazywam, „obligatoryjnych” świąt to jednak cieszyłam się z wczorajszego dnia, mimo, że jak napisała do mnie wczoraj jedna z osieroconych Mam, ten dzień mimo miłego wydźwięku zawsze będzie miał dla nas jednak takie drugie dno…akcent smutku i refleksji, że nie tak miało być, że to macierzyństwo jest inne.

Miłego, spokojnego tygodnia dla Was. Za chwilę ponownie długi weekend:)

to już wiem…

…czemu byłam od rana podenerwowana i generalnie większość ludzkości mnie irytowała. Właśnie grzmoci , walą pioruny i lunęło tak, że hej. 
Najlepsze z tego wszystkiego jest jednak to, że Janeczek, który miotał się i miotał po łóżeczku jak tylko zaczęły się grzmoty i huki piorunów…padł jak młoda kawka:)
Śpi sobie słodko, nóżki wystają Mu przez szczebelki a mnie przypomina się „Kubuś Puchatek”:) 

6.18…

…ja po omacku (macierzyństwo wspaniale uczy takich sztuczek jak zyskiwanie nawet najmniejszej ilości snu chociażby w drodze do takiego przybytku;) usiłuję dotrzeć do drzwi łazienki. P. odtransportowuje obudzonego dobre pół godziny wcześniej i świeżego jak skowroneczek Młodego na dywan, gdzie Młody ma zabawki. Ja półgłosem pytam „Gdzie jest Janeczek?”. P. „Zaniosłem Go na dywan, do zabawek”…Ja „Acha, no tak, to idealny wiek na to aby o szóstej rano bawić się na dywanie w ferworze zabawkami… P. „Ale co? masz na myśli moje 43?”.

Kurtyna (zaspana:).

dwa lata temu…

…niekoniecznie o tej samej porze, ale pytałam we wpisie po Śmierci naszej Córeczki Emilki „jak żyć?”. Po raz kolejny przy drugiej Rocznicy Jej Śmierci zadaję sobie pytanie czy znalazłam odpowiedź na tamto pytanie? I po raz kolejny odpowiadam, że nie. Mogę tylko napisać, po raz kolejny, że wciąż twierdzę, że najważniejsze w takiej sytuacji to trzymać się wzajemnie z partnerem, wspierać, dodawać sił. Pierwsze chwile, dni po Śmierci Dziecka są niewyobrażalnie niewiarygodnie ciężkie i nierealne wręcz. Wstanie z łóżka czy pójście po zakupy wydaje się osiągnięciem, za które powinno się otrzymać nagrodę co najmniej. Co jeszcze warto? Dać sobie pomóc ze strony tych, którzy taką serdeczną, prawdziwą pomoc oferują. Nie odtrącać innych, którzy często sami nie wiedzą, jak się zachować w takiej sytuacji. Oferować partnerowi dużo miłości. 

Ostatnio przy zupełnie innej okazji, na Forum Książki a propos książki niejakiej „Chustki”, która zmarła na raka (nie czytałam ani Jej blogu ani książki, więc trudno mi coś powiedzieć na ten temat) wyczytałam zarzuty emocjonalnego ekshibicjonizmu (przy okazji „dostało się” i pani Oldze Morawskiej, zupełnie nie rozumiem, ale to insza inszość).

Podejrzewam, że dla wielu osób to, że piszę o Śmierci naszej Córeczki, że nie zamiatam niewygodnego dla wielu tematu pod dywan, też jest emocjonalnym ekshibicjonizmem. Co ja na to? Nie interesuje mnie szczerze mówiąc co ktoś na ten temat sądzi. Jest mi to potrzebne , w jakiś sposób mi pomaga i jest to dla mnie ważne.

Nie ma dnia, aby na mój blog nie trafił ktoś, kto szuka hasła „strata dziecka”, „śmierć dziecka”, „co powiedzieć komuś komu umarło dziecko”…część to pewnie poszukiwania kogoś kto z tematem nie jest związany (osoby, które chcą wesprzeć osieroconych Rodziców bądź chociażby osoby piszące reportaż czy artykuł na taki temat) ale idę o smutny zakład, że spora część osób to osoby w mojej i P. sytuacji, właśnie osieroconych Rodziców. I być może ktoś szuka jakiejkolwiek drobnej niteczki nadziei, że coś takiego „da się” przeżyć, że da się żyć dalej, że da się jeszcze kiedyś odczuć coś na kształt szczęścia właśnie. I jeśli chociażby jedna jedyna osoba coś z tego mojego pisania dla siebie pokrzepiającego wyniosła, to wiem, że warto!

Nigdy nie pogodzę się z tym, co się stało. Nie ma we mnie zgody na chorobę i śmierć żadnego Dziecka. W tym dniu mam w sercu nie tylko naszą Emilkę. W tym dniu mam w sercu i pamięci wszystkie Dzieci, o których wiem, że Odeszły o całe życie za wcześnie, czy to w łonie ich Mam czy to podczas porodu czy to chwilę po narodzinach czy też mając lat naście czy dwadzieścia parę. Wiem, że ich Rodzice doświadczyli czegoś potwornego i nieodwracalnego. Czegoś, co zmieniło ich życie raz na zawsze. I tych Rodziców też mam w pamięci…

W tym dniu chcę napisać jak ważne jest dla mnie każde słowo o Emilce. Każde wspomnienie na Jej temat z ust naszych znajomych. I to, że na Grobie Emilki zawsze palą się lampki, zawsze pojawiają się kwiaty i ozdoby. Część z nich jest od nas, od Rodziny ale bardzo duża część nie wiemy, od Kogo. Ale ten Ktoś, te Osoby, pamiętają o Niej i tę pamięć widzimy, co jest w tym koszmarze jakąś formą ukojenia. I za które to gesty z serca Wam dziękuję.

„Ostatnia sprawa”. Lee Child.

Wydana w Wydawnictwie Albatros. A. Kuryłowicz. Warszawa (2013). Ebook.

Z angielskiego przełożył Lech. Z. Żołędziowski. 
Tytuł oryginału The Affair.

Kolejna książka Lee Childa opisująca perypetie Jacka Reachera cofa nas jako czytelników do początku historii głównego bohatera. Właściwie gdyby ktoś chciał czytać książki chronologicznie a nie tak, jak pisze je autor, to od niej powinien zacząć swoją przygodę z poznawaniem losów Reachera właśnie od tej książki.

Tym razem poznajemy ostatnie śledztwo Jacka Reachera jako śledczego żandarmerii a nie wolnego strzelca jak w następnych książkach. To ostatnia „wojskowa” sprawa, która spowoduje radykalną zmianę w życiu bohatera, jego odejście z wojska i rozpoczęcie „cywilnego” życia.

Tym razem odwiedzimy wraz z głównym bohaterem miasteczko w Missisipi. Aby ratować mieścinę umiejscowiono tam bazę wojskową, która praktycznie jak wiele, wiele innych tego typu miejsc, daje życie mieszkańcom tamtejszych okolic. 

Zamordowano tam białą kobietę. Podejrzenie pada właśnie na któregoś wojskowego a więc Reacher i nie tylko on, rusza do miasteczka aby rozpocząć śledztwo. Tamże poznaje miejscową Szeryf, która okazuje się być byłą wojskową, jak również nie byłby sobą, gdyby a to z kimś nie zadarł a to komuś nie pomógł a to kogoś nie pomścił. No, cały Reacher. 

Ślad zbrodni faktycznie zdaje się prowadzić w stronę wojska ale nie jest to wcale pewne i to czy faktycznie tak sprawa miała miejsce czy wręcz odwrotnie, przyjdzie Jackowi oczyścić wojsko z niesłusznych zarzutów, tego przekonamy się podczas lektury. Jak zwykle, akcja dzieje się wartko, jest wiele zwrotów akcji, rozmaitych zaskoczeń i czyta się książkę naprawdę dobrze. 
Jak dla mnie to jedna z lepszych książek o Reacherze.
Jak wczoraj powiedziałam do P., naprawdę nie wiem, jak Lee Child to robi i udaje się mu pisać tak „równo”, tak, że jako czytelnik wiem, że mogę śmiało czekać na każdą następną książkę tego autora bo wiem, że się nie zawiodę.  

Moja ocena to 6 / 6.

 

obok mnie…

…śpi sobie spokojnie mój Syn, w tle leci kołyszący Go po raz kolejny i tak lubiany przez Niego Michael Buble w swoim najnowszym albumie „To be loved”, za oknem słyszę tak wyczekiwany i niosący zawsze skojarzenie z wiosną i latem dzieciństwa pisk jerzyków, dziś zdałam sobie sprawę, że z moją Przyjaciółką znamy się na tak zwane „dobre i złe” ponad dwadzieścia lat, zaraz zacznie się wspólny weekend z Janeczkiem i P. 
To chyba nazywa się szczęście?:) 

Miłego, spokojnego weekendu dla Was…

nie chodziłam…

…do szkoły rodzenia. No, tak się poukładało, nie odczuwałam potrzeby. Ale podobno są tam ćwiczenia mające przygotować przyszłych rodziców do takich czynności pielęgnacyjnych jak chociażby kąpiel. Dostaje się nieruchome lalki i się je myje, ubiera itd. Podobno.
Dziś przyszła mi do głowy myśl, że może powinni wprowadzić jeszcze inny , wyższy poziom nauczania, jak okiełznanie miotającego się po całym przewijaku żywiołowego ponad ośmiomiesięcznego dziecięcia i nie dość, że oporządzenie go to i ubranie w takich warunkach.
W sumie to ćwiczenia też powinny odbywać się na prawdziwych modelach. Jak szkoła to szkoła. I nie rodzenia  a życia:)

nie pamiętam…

…aż tak zapracowanej „majówki”. Szczególnie Święto Pracy uczciliśmy na całego czyli nie siadając na tyłkach przysłowiowych chyba ani na minutę…Ja wiem, wiem, przy dziecku jest dużo pracy. Mieliśmy trochę zadań „odłożonych” na te wolne dni i kiedy je planowaliśmy, naiwnie sądziliśmy, że wszystkie się uda nam wykonać. Nie udało. Są zaległe sprawy, zakupy, prace. Nie zdążyło się. Trudno. Czas nie jest niestety z gumy a kiedy jest się samemu na siebie zdanym też nie urodzi się go więcej więc musi być jak jest. Przy tym wszystkim chcieliśmy jeszcze każdego dnia wspólnie wyjść na spacer, i to jedno praktycznie udało się zrealizować. Był Ogród Botaniczny, były nasze rejony, były odwiedziny u Emilki.
Klasyką jest również pogoda, która oczywiście MUSIAŁA się skiepścić na cały wolny czas i, znów klasyka, poprawić oczywiście na sam koniec tejże, czyli na wczoraj.
 

Drugie Urodziny Emilki…

…dziś byśmy świętowali gdyby z nami tu na ziemi była a tak właściwie jak rok temu mogę napisać, że przypada druga rocznica Jej Narodzin. 

Pogoda kiepska, wczoraj wieczorem tak deszcz lał, że napisałam do Kogoś z Was, że to świat płacze z żalu z tego, że dwa lata temu Jej tu nie chciał. Ale oczywiście wiadomo było, że na samą wyprawę do Niej pogoda się w miarę ustali i ustaliła. Padał deszczyk ale minimalnie. Pojechaliśmy przed południem, kiedy mniej ludzi i większa szansa na drzemkę Janeczka, co miało miejsce. Ponownie przespał całą wizytę u Siostry. 
Rozjusza się w innych miejscach, jeśli widzieliście parę pędzącą z wózkiem sprzed kwitnących magnolii, to właśnie byliśmy my, ale wizyty u Siostry mijają nam doskonale. Jakby Janeczek wiedział, jakie to dla nas ważne. Zasypia już w foteliku a budzi się najczęściej w czasie powrotu i to już blisko domu.

Dla mnie dzień trudny, poprzedzony kwietniowymi dniami przypadającymi na wtedy końcówkę ciąży, dużo refleksji, myśli, mojej prywatnej niezgody i bólu. Dziwne, kalekie, jak nazwała to kiedyś Precel, macierzyństwo.

Dziękuję Wszystkim, którzy o kolejnej Rocznicy Urodzin Emilki pamiętali, w Waszym imieniu zapaliliśmy dziś znicz u Niej.

Czas kolejny raz zatoczył koło i znów jestem w 3 maja strasznego roku 2011, z którego nie wiem, czy do końca uda mi się kiedykolwiek wyjść. 
Nie mogłam wczoraj wieczorem zasnąć, duża galopada myśli i wspomnień.