…trwa u nas. Na początku katar (lekki) złapał Janeczek. Potem ja od Niego. U mnie jak zwykle siekło struny głosowe, często tak mam. W Wigilię przestałam mówić. Tani, która do mnie zadzwoniła, dobrze o tym wie, bo słyszała jak mówiłam a raczej, jak usiłowałam. W pierwszy dzień Świąt zaczęłam odzyskiwać głos ale jeszcze ciągle z otoczeniem porozumiewałam się głównie szeptem. Wczoraj miałam już głos Himilsbacha. U nas w rodzinie walka z wirusiskami trwa, niestety, bo zaraz po Wigilii rozłożyło Teściową , a dziś w nocy niestety i Janeczka ponownie:( Czekamy na panią doktor, niech osłucha Biedaka bo kaszle, niestety;(
Tak więc, niestety, mimo, że tak sobie tego życzyłam, nasze Święta do najzdrowszych nie należały. Praktycznie była tylko Wigilia w większym gronie bo w drugi dzień jedynie Mamie mojej udało się do nas dotrzeć (która z kolei chorowała przed Świętami czas jakiś).
W dodatku P. przebąkiwa, że i On jakby nie do końca czuł się super, ale miejmy nadzieję, że nic się nie wykluje.
Uprasza się zatem o życzenia zdrowia, bo obecnie to jedyne, czego nam naprawdę jest potrzebne!
Mikołaj w tym roku nie zawiódł, porozpieszczał wszystkich. Ja dostałam piękny biżuteryjny prezent od Męża, również z okazji Narodzin Syna, takie połączenie dwa w jednym, i nowy telefon. Po latach Noki’owania zdradzam tę firmę, na korzyść oczywiście jej największego obecnie konkurenta. Cóż, bywa…
Dostaliśmy masę książek, ja trochę i kryminałów i „Mamę Muminków”, i dalszy ciąg opowieści Doroty Sumińskiej na czytnik. Janeczek dostał w sumie cztery książeczki, takie stricte dla bardzo malutkich dzieci, w tym trzy takie z serii „oczami maluszka” czyli obrazki czarno białe, bo rzekomo tak widzą najlepiej dzieci na początku czyli kontrastowo, ale czy ja wiem, czy Mu się podobają? Woli zdecydowanie książeczkę od Babci H., z kolorowymi obrazkami po jednym na stronie.
Całą furę zabawek natomiast otrzymał od kuzynki P., ze Stanów, która przysłała Mu naprawdę masę rozmaitości, w tym nawet takie fajne klocki-puzzle, z których ułożyć można dinozaura. Jednym słowem, Chłopak rozpieszczony na całego.
A teraz te dni, które zawsze zdają się być zawieszone „pomiędzy” i oczekiwanie na przyjście Nowego Roku, mam nadzieję, że już w zdrowiu.
W tym roku śmieję się, że jeśli mnie nie obudzą wybuchy petard , których szczerze nie cierpię, ale zapewne niestety, obudzą, to pewnie po raz pierwszy od baaaardzo dawnego dzieciństwa, buchnę się do łóżka przed północą:)
