…dzisiaj, aż musiałam coś napisać, żeby ta data 12.12.2012 została uwieczniona na zawsze bo wiemy, że raz w necie zostawione, nigdy nie zginie. Ciekawe, ile par na świecie weźmie dziś Ślub:-)
Podobno koniec świata ma się odbyć niebawem, no, jak mawiał Popiołek, „koniec świata!” 🙂
Najgorsze, że chyba co poniektórzy w to wierzą…
Jak ta córa marnotrawna wróciłam przed południem na łono radiowej Jedynki. Okazało się, że okropnie się jednak za tym czasem z Jedynką stęskniłam. I nawet nowe jingle, które mi się nie podobają, do powrotu nie zniechęciły…Jednak jestem trudna w przyjmowaniu zmian, wolę starą, znaną mi, oswojoną rzeczywistość…
Skończyłam najnowszą Lackberg, ale szczerze, nie podeszła mi zupełnie. Teraz za to zabieram się za „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator i nie ukrywam, że liczę na dobrą lekturę.
A propos końca świata jeszcze, to widzę, że świat ćwiczy. Dziś w większej części Ursynowa ( u nas na szczęście nie!) w wyniku spalenia się czegoś tam na stacji transformatorowej, zabrakło prądu. Przedstęp tak zwany czy insza inszość?:)
