…to przeczytałam wspomniane poprzednio „Jezioro” Indridassona i dokończyłam zaczętą jeszcze przed narodzinami Janeczka „Drogę 66” Doroty Warakomskiej.
Indridasson jest jednym z moich ulubionych autorów, niby kryminałów a książek bardziej obyczajowo psychologicznych. Główny bohater jest nieco skotłowany przez życie, a dodatkowo ogarnięty jest swoistego rodzaju obsesją, odkąd zaginął w czasie złej pogody jego brat, maniakalnie wręcz poszukuje tego motywu w książkach. Skądś to znam chociaż chodzi o inny aspekt, ale tym bardziej jakoś do niego żywię sympatię i zdecydowane zrozumienie. Sama warstwa kryminalna „Jeziora” też udana aczkolwiek, jak mówię, mnie tego autora czyta się dobrze właśnie ze względu na te inne przebijające aspekty psychologiczno obyczajowe.
Moja ocena to 5 / 6.
„Droga 66” okazała się bardzo udaną lekturą. Tytułowa droga, przecinająca Amerykę z północ okazała się czymś ważniejszym niż po prostu trakt. Warakomska odbyła niespieszną podróż tą trasą, która dla Amerykanów ongiś znaczyła bardzo wiele a i teraz mają do niej sentyment.
Co lubię, jej podróż to było odkrywanie Ameryki prowincjonalnej, takich „pipidówków”, w których dwie ulice przecinają się a główną atrakcją są ploteczki w miejscowym barze. Tego szukam w książkach opisujących realia Stanów Zjednoczonych i to tu znalazłam. Autorka dotarła do wielu ludzi, którzy są zdecydowanie oryginalni i niebanalni, których losy są na zawsze zapewne związane z ową Drogą 66. A to poprzez muzeum jej poświęcone, a to nietypową restaurację, motel czy elegancki hotel. Każda odwiedzana przez Dorotę Warakomską miejscowość była z jakichś przyczyn niezwykła a każdy człowiek, z którym przyszło jej się spotkać, ciekawy i interesujący. Jestem zadowolona, że przeczytałam tę książkę.
Moja ocena to 5.5 / 6.
Piszę w skrócie, ale po prostu chciałam dać znać, co tam się udało przeczytać i że warto, zdecydowanie.
