zarzucę truizmem…

…czas leci. Parę dni temu minął rok, jak pojechaliśmy na wakacje w Kotlinę Kłodzką. A dopiero co wydawało by się. Pogoda wtedy dopisała o wiele, wiele bardziej. Ale też ciekawe, lato było nieciekawe właśnie do naszego wyjazdu, potem cały wyjazd była pogoda bardzo udana (wręcz ostatnie dni pobytu wielkie upały). Pewnie gdyby była taka pogoda, jak teraz, to mniej by się przyjemnie zwiedzało a na pewno nie jest wtedy też fajnie chodzić po górach.

Muzycznie odkryłam na nowo stare piosenki, które jak mówię, są jak wino, im starsze tym lepsze. Nabyliśmy płytę Louisa Armstronga i rozkoszujemy się nią. Nie trzeba się ze mną zgadzać, ale uważam, że kiedyś naprawdę przeboje były wręcz wycyzelowane muzycznie, w tym sensie, że każdy dźwięk miał swoje określone miejsce, nic nie było przypadkowe, dbano też chyba bardziej o tekst, tak mi się wydaje. 

Dziwię się, że ludzie na „weselne piosenki” wybierają coś innego niż Louisowe „What a wonderful world”, według mnie to piosenka, którą powinno się sobie puszczać w takich właśnie radosnych dniach, kiedy zaczyna się coś nowego, z czym oczywiście wiążemy dobre nadzieje, że będzie…tylko dobrze!

W W-wie mamy niezły kłopot komunikacyjny, z racji sytuacji na budowie metra. Początkowo nie wydawało się, że zalany fragment odetnie nas od Wisłostrady na długo, a teraz coś już straszą o kilku nawet miesiącach. Co to jest dla każdego podróżującego po W-wie , nie muszę pisać. Nam odcięto tym sposobem jedną z najlepszych dróg na cmentarz, do Emilki i dla mnie jest to wymierny problem. Oczywiście, że nie najpoważniejszy, jaki mam ale odczuwalny. 

Książkowo, to wciąż pozostaję przy Agacie Christie. Niedawno skończyłam „Zatrute pióro”, co do którego byłam przekonana, że wiem, kto jest mordercą. Jakże się miło zdziwiłam dosłownie na ostatnich stronach, kiedy się okazało, że się pomyliłam, więc miałam przyjemność z lektury. Teraz wzięłam się za „Morderstwo odbędzie się…”, tu już na pewno pamiętam, kto zabił, ale to mi nie przeszkadza, czytam bardziej dla klimatu i samej Christie a raczej jej pióra.