„Gorąca krew”. Irene Nemirovsky.

Gorąca krew

 

Wydana w Albatros. Wydawnictwo A. Kuryłowicz. Warszawa (2008).

Z francuskiego przełożyła Joanna Prądzyńska. Tytuł oryginalny Chaleur du sang.

Pomysł sięgnięcia na własną półkę z książkami czekającymi na to aż je wreszcie przeczytam okazał się trafiony i oto mam za sobą tę może niewielką objętościowo za to o jak najbardziej interesującej treści książkę. Książka została niedawno wydana we Francji, kiedy do wydawnictwa przyniosła ją córka autorki po tym, jak na rękopis tejże natrafiono. 

Ta książka jak mówię, bogata jest w treść, która na pewno skłania do myślenia i refleksji. Opowieść snuta jest z perspektywy jednego z jej bohaterów, kuzyna Silvio, który po latach przygód w świecie, osiadł w miejscowości, z której się wywodzi. Niestety, styl życia doprowadził go do tego iż większość majątku musiał sprzedać miejscowym chłopom.

Prowincja francuska przedstawiona w książce jest surowa i dość ciężka. Ludzie tu żyjący są nieufni względem obcych. Z drugiej jednak strony pomimo tej surowości i jakby nadmiernego realizmu, buzują w niej nieokiełznane namiętności. Podskórne emocje, siły, które mogą pchnąć ludzi do nawet najbardziej szalonych czynów. 

Tytułowa „Gorąca krew” to nic innego jak destrukcyjna często siła młodości, która wymyka się wszelkim granicom i zrozumieniu aby pchać ludzi do popełnienia często najcięższych grzechów. Autorka zdaje się pytać czy młodzi przedstawieni w książce płacą cenę za grzechy popełniane przez ich rodziców czy też może jednak każdy z nas płaci cenę tylko za własne popełnione błędy?
I nie ma złudzeń, wszelkie zło, być może powodowane namiętnością, jednak wraca. I za to, co kiedyś się popełniło, przyjdzie zapłacić w przyszłości, bliższej lub może dalszej ale jednak zapłacić cenę za grzechy przyjdzie na pewno.  

Młodość w książce jawi się niekoniecznie jako czas beztroski lecz raczej okres wielce niebezpieczny w życiu człowieka, kiedy to możemy podjąć jak najbardziej nietrafione decyzje, które zdeterminują naszą przyszłość. Gorąca krew burzy się w nas i burzy ustalony z góry porządek pchając nas do nieobliczalnych czynów, których konsekwencje trudno jest przewidzieć. W niby to nudnym, przewidywalnym otoczeniu dzieją się wielkie namiętności. W końcu jak sama pisze o osobach z zewnątrz, miastowych, którzy przypadkowo odwiedzają na chwilę prowincję „Kiedy będą mijali wielkie, ponure, milczące domy, stojące na odludziu, nie przyjdzie im nawet do głowy, że oto otarli się o świat żyjący ukrytym, tajemniczym życiem, którego nigdy nie będzie im dane poznać”. (str. 108).

Cytatów w książce pozaznaczałam sobie całe mnóstwo, Wam chciałabym zaprezentować tylko parę, resztę polecam odnaleźć podczas własnej lektury.

„Ale serce jest niespożyte, serce, które musi kochać, rozpaczać, spalać się w jakimś ogniu…Tego wówczas pragnęliśmy: spalić się, zgorzeć, unicestwić mijające dni, tak jak ogień unicestwia lasy”. (str. 196 / 197).

„Rozmowy ludzi dojrzałych emanują niewzruszonością. (…)Ten uciążliwy i w sumie próżny trud, jaki zadaje sobie młodość, aby nagiąć świat do swoich wymagań, już jest za nimi”. (str. 44 / 45).

„Ach, kuzynie, czy ty czasem, gdy myślisz o jakimś wydarzeniu ze swojego życia, zastanawiasz się nad tym, jakie były jego początki? Z jakiego ziarna powstało?”. (str. 53).

„Nie ma to jak szaleństwa, do których popycha nas miłość! Nie mówiąc o tym, że zwykle tak drogo się za nie płaci, iż nie ma co ich żałować ani sobie ani innym. (…) Tak tak, zawsze drogo się za nie płaci, czasem nawet najdrobniejsze kosztują tyle co największe”. (str. 67).

Bardzo mi się ta książka podobała. 
Moja ocena to 5.5 / 6.

 

powtórzę za…

…panią Magdaleną Środą, której słowa wczoraj w „Wiadomościach” wieczornych usłyszałam, „a myślałam, że ten etap mamy już za sobą”.

O czym mówię? Na początek przypomnienie mojego wpisu na dokładnie podobny temat sprzed kilku lat, o ten wpis.

Myślałam, że te klimaty głupoty i braku serca jednak odeszły (w sumie czemu tak myślałam? bo wierzę, że ludzie mogą mądrzeć wraz z kampaniami uświadamiającymi? ) i zostały sobie w tamtym czarnym okresie nietolerancji dla godnego umierania te pięć już jak widzę lat temu. A tu zonk, zaskoczenie, oczywiście, z gatunku tych paskudnie nieprzyjemnych. 

W Pile kolejni, od razu piszę, że NIE WSZYSCY MIESZKAŃCY osiedla, którym przeszkadza pomysł budowy hospicjum w okolicy. RĘCE OPADAJĄ. Bo im rozumiecie, cena działek spadnie! Bo im widok karawanów popsuje widoczek. 

Ludzie, ogarnijcie się. Jakbyście nie chcieli, ŚMIERCI NIE WYMAŻECIE ze swojego życia. 
Zastanawia mnie całkiem serio, co ci ludzie sobie myślą , że jak zamkną oczka na zło, zło się nie stanie? Co, w ich rodzinach ludzie żyją wieki czy też osiągnęli stan, o który biją się w najlepszych amerykańskich instytutach badawczych czyli zyskali umiejętność zapewnienia sobie nieśmiertelności?????????????

Tak sobie myślę, że mnie osobiście tylko dziwi, jak oni się sami o siebie nie martwią. Bo nigdzie nie jest napisane, co komu pisane. Gdzie się będzie umierać. W domowym zaciszu, wypasionym drogim aucie kiedy straci się nad nim kontrolę, w katastrofie lotniczej czy może właśnie w hospicjum. Jak wychowacie własne dzieciaki na takie, którym śmierć wypiszecie z życia, to tym bardziej kto wie gdzie przyjdzie się z życiem pożegnać. Ot, życie naprawdę lubi sprawiać przykre niespodzianki i często zaskakuje.

Ci ludzie nawet nie mieli odczucia obciachu, kiedy przed kamerami pokazywali swoje twarze i gadali o tym, jak to będzie im burzyć widok ów karawan (ciekawe, że jak ludzie mają na osiedlach zakłady pogrzebowe, najczęściej przy Kościołach zlokalizowane, to jakoś nie słyszałam darcia się o to, że to im psuje widoczek i że im mieszkania stanieją, widać nie czują się wielkimi bogatymi paniskami, jak państwo z osiedli domków tylko zwykłymi ludźmi, którzy śmierć z życia niestety dobrze znają).

Znowu się wczoraj wkurzyłam. Na to, że wciąż mamy taki, nie wiem, zaścianek? Głupotę? Bezmyślność? A może okrucieństwo i brak serca po prostu?

Acha i jeszcze raz się powtórzę a pisałam to w tamtym wpisie sprzed lat pięciu. Na Ursynowie mamy tu Hospicjum. Jakoś nie zauważyłam, żeby to ludzi bulwersowało. 

Ech, szkoda słów i nerwów na takie postawy! A może nie? A może właśnie trzeba się oburzać i pokazać , że się człowiek nie zgadza z takimi postawami???

Więcej informacji chociażby pod tym linkiem:

http://pila.naszemiasto.pl/artykul/1417219,pila-spor-o-lokalizacje-hospicjum-jest-petycja-sa-podpisy,id,t.html