Na fali przypomnienia sobie postaci Eugeniusza Bodo po rewelacyjnej biografii tego aktora, o której pisałam niedawno w tym wpisie, po prostu musiałam przypomnieć sobie moją najbardziej ulubioną polską komedię wszech czasów. A mowa oczywiście o „Piętro wyżej”, filmie z 1937 roku, do którego między innymi Bodo właśnie napisał scenariusz.
Oczywiście, że oceniając go nie jestem i nie zamierzam nawet być obiektywna i tak tak, napiszę to, współczesne polskie komedie mogą się przy niej schować i długo nie wychodzić z ukrycia. (Niektóre mogłyby w ogóle udać się na jakąś wewnętrzną emigrację:).
„Piętro wyżej” to nic skomplikowanego. To w końcu komedia. Oparta na dobrze znanych nam gagach, jak dwa takie same nazwiska mieszkających w tej samej kamienicy adwersarzy panów Pączków (spikera radiowego i właściciela kamienicy). Mamy też omyłkowe zbiegi wydarzeń, jak to, że bratanica starszego pana Pączka trafia do mieszkania Pączka spikera biorąc owo mieszkanie początkowo za mieszkanie swojego wujka. Mamy też dobrze znane postaci komediowe jak starający się o posag pan Kulka. Mamy też gagi sytuacyjne, które same w sobie może nie są zbyt wymyślne a na pewno nie mega ambitne, ale co z tego, jeśli całość tworzy rewelacyjny film, na którym do dziś dnia, pomimo przecież upływu tylu lat wprost trzęsę się ze śmiechu?!
Jeden z tych znanych i do dziś chętnie przecież wykorzystywanych w kinie gagów to przebieranki czyli Eugeniusz Bodo wykonujący przebój a przebrany za tak popularną wówczas gwiazdę Mae West. Ale jak wykonujący?:) To jazzujące wykonanie przeboju (jednego z dwóch, bowiem to film mający wyjątkowe szczęście do przebojów, jakimi są „Umówiłem się z nią na dziewiątą” i właśnie wykonywany pod przebraniem kobiecym przebój „Sexapil”) przeszło do historii muzyki i słusznie. Pojawiło się potem wiele innych interpretacji tej piosenki a ja mówię tak, nie ma lepszej od tej, którą zaprezentował nam w tym filmie Eugeniusz Bodo.
To film, do którego mam sentyment z wielu powodów. Po pierwsze , ukazuje Warszawę przedwojenną. Już w tle czuje się niestety groźne pomruki nieuchronnie mającego nastąpić nieszczęścia wojny aczkolwiek, jak sądzę, nikt nie przypuszcza, jak wielka skala owego nieszczęścia to będzie. Na razie jednak żyje się dobrze, bawi się świetnie przy rosnącej popularności młodego i świeżego gatunku muzycznego zdobywającego popularność czyli jazzu, którego miłośnikiem jest pan Pączek spiker radiowy. Chodzi się na bale, bawi się, flirtuje, kocha i walczy z nielubianym sąsiadem. Żyje się na całego!
Jest wreszcie Polskie Radio i jego początki! To w końcu, jakby nie było, film z Polską Jedynką w tle:)
Wszystkie role w filmie świetnie zagrane. Starszy pan Pączek zagrany przez Józefa Orwida to majstersztyk. Bodo? wiadomo, to klasa sama w sobie. Ta komedia spełnia wszystkie wymogi komedii właśnie, ma odpowiednią ilość gagów, zabiegów sytuacyjnych, które nas śmieszą a jednocześnie od początku zapewnia to błogie poczucie pewności, że wszystko i tak skończy się dobrze (celowo nie używam ogranego terminu happy endu).
Plusem dla mnie są jeszcze wnętrza, które łapczywie zawsze przy tej okazji oglądam,mówię oczywiście o scenografii, jak również zawsze patrząc na filmy przedwojenne, wzdycham do stylu ubierania się ówczesnych ludzi. Ach co za elegancja i szyk! Panowie, którzy nie wybierali się z domu bez krawata i kapelusza. Panie również eleganckie (chociaż nie lubię futer tak wtedy promowanych jako zapewne oznaki bogactwa międzywojennego społeczeństwa) i zawsze w jakimś nakryciu głowy. Do tego eleganckie pantofle…Hmmm…
Przy okazji tego filmu przypomniałam sobie inne, w których występuje przebranie się za płeć przeciwną. W „Piętro wyżej” przebranie jest na chwilę, ale może przypomnimy sobie tytuły filmów, w których przebieranki grają z tych czy innych przyczyn ważną rolę?
Ja przypomniałam sobie „Pół żartem pół serio” , „Yentl” (z B. Streisand) , nasza komedia „Poszukiwany poszukiwana”, „Tootsie”, no i już całkiem współczesna „Pani Dubtfire. Wygląda na to, że częściej przebierają się za kobiety mężczyźni. O, jeszcze w „Zmiennikach” następuje przebranie kobiety za mężczyznę. Może jeszcze jakieś tytuły?
Wracając do filmu, to nie muszę dodawać, że polecam, bo uwielbiam bezkrytycznie.
Moja ocena to 6 / 6 (a może i 7 / 6).
