„Eugeniusz Bodo. „Już taki jestem zimny drań”. ” Ryszard Wolański.

Bodo

 

Wydana w Domu Wydawniczym Rebis. Poznań (2012)

Jak pisałam, od pewnego czasu ciągnie mnie do zupełnie innych książek niż do tej pory. W tym właśnie do biografii. Zainteresowanie innymi ludźmi, w większości niezwykłymi postaciami, bo nie czarujmy się, o takich pisze się biografie, sprawiło, że gdy usłyszałam, że ma ukazać się biografia Eugeniusza Bodo wiedziałam, że kto jak kto, ale ja ją przeczytam pomimo, że cena tej książki jest bardzo wysoka.

Mam też szczęście do dobrych biografii. Co ja piszę? Bardzo dobrych biografii.
Ta właśnie taką jest. Ryszard Wolański napisał bardzo solidne opracowanie dotyczące życia Eugeniusza Bodo, poświęcając jak dotąd chyba najwięcej miejsca na najsmutniejszy rozdział z życia tego jednego z najciekawszych aktorów przedwojennego kina polskiego, czyli jego aresztowanie przez NKWD w czasie IIWŚ i również tragiczną śmierć w sowieckim łagrze.

Sięgając po nią liczyłam na smakowity obraz przedwojennej Warszawy, jej życia artystycznego, artystów kabaretowych, filmowych i nie zawiodłam się. Książka to nie tylko przecież opis życia Eugeniusza Bodo ale również i innych artystów tworzących wtedy rozrywkę czy to na scenie kabaretów czy właśnie w rozkwitającym wówczas przemyśle filmowym. I tak książka opatrzona jest solidnymi notami biograficznymi dotyczącymi popularnych wówczas aktorów i aktorek, jak również scenarzystów, reżyserów i tworzących muzykę filmową jak chociażby słynny Henryk Wars.

W swojej biografii Wolański nie skupia się na sensacjach, plotkach. Bodo jak na tamte czasy (nie miejmy złudzeń, ówczesne gwiazdy też lubiły udzielać wywiadów i opowiadać o sobie;) był osobą skrytą, bardzo dyskretną, niechętną paplaniu o swoim życiu. To, co o nim wiemy, wynika ze wspomnień jemu współczesnych. Wynika z tego obraz serdecznego, miłego człowieka, niezwykle oddanego ukochanej matce, z którą po śmierci ojca zamieszkał i mieszkał aż do chwili gdy w czasie wojny Warszawę opuścił.  Wyjawia się obraz pasjonata znaczków, których to kolekcję miał imponującą , jak również miłośnika psów, z których to Sambo przeżył swego pana a zdjęcie z Sambo właśnie, dogiem arlekinem, zdobi okładkę biografii autorstwa Wolańskiego. 

Oprócz samej treści w książce możemy oglądać rozmaite zdjęcia z epoki, jak również plakaty i fotosy filmowe, to wielka atrakcja dla miłośników kina przedwojennego. Co dodaje smaczku to również cytowane opinie i recenzje z pism poświęconych filmowi z epoki. Jak widać, krytyka zawsze była tak samo bezlitosna a procesy o plagiat znane nam z dzisiejszych czasów , nie są niczym nowym. 

Jak mówię, autor biografii nie stworzył sensacyjnego portretu, raczej portret niezwykłego i zapomnianego chyba obecnie aktora na tle jego czasów. Ale nie omijał i tych mniej jasnych chwil z życia Bodo jak chociażby wypadku samochodowego. Podczas tamtego wypadku kierowcą był Bodo, a był on tragiczny gdyż zginął człowiek. Całe to wydarzenie odcisnęło silne piętno na aktorze i zmieniło po części jego podejście do życia.

Ja wyłapywałam w czasie lektury smaczki, które uświadomiły mi, że dawne czasy wcale niewiele wbrew temu co się mówi, różniły się od tych dzisiejszych. Może teraz o większej ilości spraw mówi się po prostu bardziej otwarcie. Kolekcjonowałam też takie smaczki jak fakt reklam, w których podobno Bodo z chęcią sam występował, ale na przykład ciekawy jest program kinowy do filmu „Paweł i Gaweł”, na którym wypisani są sponsorzy wyposażenia wnętrz czy kostiumów w tym filmie (przynajmniej nie ma sugestii o lokowaniu produktu tylko jest wyjaśnione prosto z mostu, o co chodzi;).

Cieszę się, że Ryszard Wolański tak dużo miejsca w tej biografii poświęcił również na najczarniejszy, ostatni rozdział życia Eugeniusza Bodo, czyli jego aresztowanie i śmierć w sowieckim łagrze. Do tej pory jakby zapominało się o tym fakcie, być może w masie siła, co stara się zasugerować autor , że łatwiej walczy się o dobre imię i pamięć w grupie, jak rodziny ofiar katyńskich. Wolański sugeruje pod koniec swojej książki fakt niepamiętania o Bodo, niezbyt dostateczną chęć przypomnienia jego postaci i również pamięci o nim w innym niż hobbystów kinowych gronie. Jakby historyków nie interesowała już jednostka, która przecież również zginęła z rąk NKWD podobnie, jak nasi polscy oficerowie. Autor biografii pyta się również o to, dlaczego w Warszawie, w której przecież Bodo był tak znany, nie ma ani jednej ulicy? placu? ba, skweru czy tablicy upamiętniającej Eugeniusza Bodo. To fakt, nie ma i to fakt, też mnie to dziwi. Szkoda. Jest tyle nazw ulic, które nic nie wnoszą, pochodzących od nazwisk osób, które nie ukrywajmy, przeciętnemu człowiekowi niewiele mówią a tu faktycznie, postać, którą można by było uhonorować w ten sposób jest jednak faktycznie wciąż jakby zapomniana i spychana na margines. 
Warto by było może pomyśleć o jakiejś formie przypomnienia Eugeniusza Bodo właśnie w ten sposób. Jestem zdecydowanie za! 

Przejmująca to biografia a ostatni rozdział opisujący jak smutno skończyło się życie tego pełnego kiedyś życia , wesołego, eleganckiego, wypielęgnowanego mężczyzny zawsze ubranego z klasą jest naprawdę przejmujący i powoduje napływ łez do oczu.

Jestem przekonana, że książka ta powinna być w księgozbiorze każdego miłośnika Eugeniusza Bodo, jak również sympatyków kina polskiego kina przedwojennego. Jest napisana solidnie i ciekawie i mimo swej objętości nie sprawia wrażenia książkowego grubasa, a książki, od której nie można się oderwać. Wszak życie Eugeniusza Bodo z pewnością nie było zwykłe, szare a samo w sobie stanowi ciekawy pomysł na scenariusz.

W internecie na stronie „Superwizjera” można znaleźć jeden z odcinków tego TVN’owskiego programu, poświęconego Eugeniuszowi Bodo właśnie, mówię o tym odcinku. 

Wracając do książki, chyba nie muszę dodawać, że polecam.

Moja ocena to 6 / 6.