pogoda się nam ździebko…

…skiepściła, co nie znaczy, że podjeżdżając pod bramę cmentarza nie można było schować parasoli. Wiadomo. 

Z książek, bo o tym dawno nie było, to przeczytałam najnowszą Donnę Leon „Ukryte piękno”. Nie zirytowała mnie jak dwie poprzednie, więc jest nieźle ale umiejscawiam ją w swojej prywatnej ocenie na pozycji „średniej”. Nie jest ani super ani najgorsza, nieźle się czytało, ale nawet nie chciało mi się jakoś specjalnie pisać recenzji.

W oczekiwaniu na trzy książki, które bardzo chciałam mieć, wróciłam do „starej, sprawdzonej” Agathy Christie, mimo przesytu kryminałami, ona nigdy mi się nie znudzi, uwielbiam do niej raz na jakiś czas wracać, tym razem były trzy opowieści z Poirotem w roli głównej. 

A książki, na które tak się wyczekałam to „Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki”, autorstwa tłumaczki prozy Murakamiego, pani Anny Zielińskiej-Elliott. Druga książka  to biografia, czyli coś, na co mam wielką ochotę czytelniczo od pewnego czasu a mianowicie „Eugeniusz Bodo. „Już taki jestem zimny drań” Ryszarda Wolańskiego z zaporową niestety ceną ale cóż, postać tego aktora jest dla mnie na tyle ciekawa, że się skusiłam. Myślę, że nie będę żałować i że będzie to tego typu książka, do której chętnie się wraca po latach. Mam przynajmniej taką nadzieję. Trzecia zaś to najnowsza książka Anny Fryczkowskiej, kryminał, czyli „Starsza pani wnika”. Mimo przesytu kryminałami wiedziałam, że po tę książkę na pewno będę chciała sięgnąć.

W domu pachnie ślicznie czyli rozpoczął się, podobnie jak na moje ukochane szparagi, krótki i tym bardziej intensywny, sezon na konwalie.

Muzycznie, powróciłam ostatnio do Norah Jones, trochę za sprawą najnowszej jej płyty czyli „…little broken hearts”. No i siłą rzeczy wróciłam do starszych płyt.

Życzę Wam miłego spokojnego weekendu.