…pogoda dopisała na majówkę wprost idealnie. I mimo, że straszyli załamaniem pogody (najpierw od środy, potem czwartku) to było wiadomo, że w czwartek pogoda będzie idealna, a jak się okazało , pogorszyła się właściwie na sam koniec dziewięciu dni laby, czyli w niedzielę wieczorem. Idealnie. Dawno nie pamiętam, aby pogoda aż tak wpasowała się w wolne dni, pamiętam majówki na Mazurach, u zaprzyjaźnionych gospodarzy, kiedy było i deszczowo i chłodno, pamiętam wyjazd do Jastrzębiej Góry sprzed kilku dobrych lat, kiedy dopiero w okolicach wtedy obchodzonych przeze mnie jeszcze Imienin, pogoda dopiero zdecydowała się poprawić. W tym roku nie było na co narzekać, jeśli już to na to, że wręcz za gorąco było nieco i praktycznie wychodziło się dopiero wieczorem, kiedy dało się oddychać.
Mieliśmy pewne plany wokół domowe, jak to ja nazywam i te częściowo udało się zrealizować, jak chociażby pewne sprawy porządkowe czy te roślinne na balkonie. Od dwóch lat na balkonie nic nie było, teraz są różnokolorowe pelargonie, dalie, bratki moje ukochane, jak również roślina pnąca się, której nazwy nie pamiętam.
Z wypraw i spacerów to był i las i Ogród Botaniczny z przekwitającymi już magnoliami i co bardzo mi służyło, trzy wyprawy do tężni w Konstancinie, które działają na mnie świetnie. Po takiej wieczornej wizycie tamże śpię doskonale, szkoda, że nie mamy do nich jeszcze bliżej…
No i oczywiście wspomniana już przeze mnie wyprawa do Muzeum Władysława Broniewskiego.
Były też sprawy urzędnicze, czyli złożenie podań o nowe dowody co dobitnie przypomina, że w tym roku upłynie dziesięć lat jak mieszkamy na Kabatach, czas leci ogromnie szybko. Wcześniej oczywiście zrobiłam fotki, ja dodatkowo do paszportu jeszcze, którego w rezultacie i tak nie załatwiłam za tą wizytą, bo okazało się, że oddziały w UD pracują w piątek w różnych godzinach i o ile ten z dowodami osobistymi pracował dłużej, ten paszportowy zamknął się w chwili, gdy przybyliśmy. Trudno.
Zdjęcia do dowodu i paszportu oczywiście koszmarne, no, ale co zrobić, szczególnie te do paszportu robi się teraz niezwykle paskudne, cóż, współczesne wymogi , jakieś tam biometrie itd, trudno.
Przy tej okazji u pani fotograf wpatrywałam się z fotkę i mówię do P. „Patrz, mam jedną brew wyższą niż drugą” (jak się na co dzień nosi okulary to tego się nie widzi), na co pani fotograf „tak tak, ma pani też jedno ucho bardziej odstające od drugiego”. Super. Trzydzieści sześć lat żyłam sobie bez tej świadomości i było mi bardzo dobrze, to nie mogło tak pozostać?:)
Z ptasich wieści to bociany nieopodal Wisły, które na starym kominie mają gniazdo, powróciły, widzieliśmy jednego na gnieździe a także któryś z nich spacerował na nieopodal położonej łące. Wczoraj z kolei udało się usłyszeć dwa słowiki dość niedaleko koło domów jednorodzinnych w okolicy, więc liczę na solidną męską (nie chcę szowinistycznie pisać, samczą;) rywalizację w śpiewie…
Mam nadzieję, że Wasza majówka była przyjemna a przynajmniej, że udało się Wam odpocząć dokładnie tak, jak chcieliście.
