
Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2008).
Przełożyła Anna Polat. Tytuł oryginalny Istanbul.
Ponieważ mózg mi się zlasował w ten upał, jaki panuje za oknem, recenzji długiej dziś nie popełnię ale muszę zaznaczyć przeczytanie tej książki gdyż jak widzę po lekturze, z pewnością gdy pod koniec roku będę czynić jakieś osobiste podsumowania książkowe ta okaże się jedną z najbardziej udanych lektur tego roku.
Bardzo lubię książki pisane z serca. I szczere. Ta taka jest. Dedykowana ojcu autora a poświęcona miastu, w którym Orhan Pamuk urodził się i w którym przyszło mu żyć wiele lat, w końcu-do którego to miasta powrócił niemal jak ten syn marnotrawny książka to nic innego jak jedno wielkie snute wspomnienie. O Stambule właśnie. I nie tylko. O nim samym, czyli o Pamuku, o jego rodzinie. O ludziach, którzy to miasto zamieszkiwali ale również o tych, którzy je odwiedzali i również w jakiś sposób oddali swe wspomnienia czy to na piśmie czy pod postacią ilustracji.
Co mi się podoba to sposób opowieści Orhana Pamuka, czyli snucie wspomnień. Być może nie każdemu może to pasować, mnie pasuje, ja się w tym odnajduję, tym bardziej, że podobnie, jak autor, czuję się taką „nostalgiczną kolekcjonerką wspomnień”, które jak najcenniejsze pamiątki przechowuję aby w rozmaitych chwilach mego życia, jak ze szkatułki wyjąć je i cieszyć się nimi.
Podobnie jak autor lubię też fotografie. Rodzinne, mimo, że znam je na pamięć i historie z nimi związane, jak również fotografie poświęcone miastom. W ogóle, lubię miasta jako organizmy.
W tej książce jakość opowieści sprawiła, że miasto praktycznie jest spersonifikowane. I chyba dlatego zarówno wspomnienia samego Pamuka jak i wiele naprawdę interesujących informacji z archiwów dziennikarskich sprawia, że sami dajemy się uwieść tym opowieściom i nie chcemy aby się skończyły.
Podejrzewam, że nie jest to książka dla każdego. Dla mnie była bardzo udaną lekturą, która sprawiła, że mam wielką ochotę na lekturę w podobnym stylu. Muszę więc takiej poszukać.
I pomyśleć, że sięgnęłam po tę książkę pod wpływem wzmianek na jej temat w książce Paula Theroux, która to mi tak średnio „podeszła”.
„Kiedy nocą spaceruję ulicami albo wyglądam przez okno , nadal uwielbiam zaglądać do cudzych mieszkań. (…)”. (str. 351).
„Może kochamy swoje miasta tak, jak kocha się rodzinę-ponieważ nie ma innego wyjścia? Musimy jednak zrozumieć, co i z jakiego powodu porusza nas w nich najbardziej”. (str. 443).
Moja ocena to 5.5 / 6.
