obiecałam…

…dość dawno temu, że dam znać co do zmiany daty Imienin. Jak mówiłam, po tym wszystkim, co stało się w maju zeszłego roku, postanowiłam dzień moich dotychczasowych Imienin „oddać” Emilii. Będzie to Jej Dzień, w końcu to dzień Jej Narodzin. Ja zaś zmieniam datę swoich Imienin na 27 czerwca, co mnie w sumie cieszy, bo został stworzony tym samym mocno rodzinny Imieninowy kącik, w kolejności więc będziemy celebrować Imieniny: moje, P. , Emilii i mojej Mamy. 

Robb Maciąg. „Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę”.

 

Rowerem przez Chiny

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Wyd. II. Warszawa (2009).

Jak Pamiętacie, całkiem niedawno zachwyciłam się książką Roberta Maciąga czyli wydaną niedawno na naszym rynku książką „Tysiąc szklanek herbaty”, o której pisałam w tym wpisie.

Zachęcona sposobem i pisania o podróżach a przede wszystkim podejściem Autora do życia, do otaczającego go świata i ludzi, sięgnęłam po wcześniejszą książkę Robba Maciąga i oto zaskoczenie. Owszem, to książka o podróży, ale przyznaję, nie wiedziałam wcześniej, że jest to swoistego rodzaju podróż-psychoterapia, którą po zdradzie małżonki przeżywa Autor. Muszę od razu powiedzieć, że podziwiam Roberta za szczerość. Owszem, zaczął swoje zapiski zapewne jako pamiętnik, jak podejrzewam, nie zakładał wydania ich w postaci książki, dopiero potem zapewne ktoś mu to podpowiedział ale…mógł to okroić. Tak w końcu modne jest obecnie przedstawianie się lepszymi niż jesteśmy, zdolniejszymi niż jesteśmy, otoczeni tak wielkim gronem przyjaciół i oczywiście odnoszącymi same życiowe sukcesy. A tu proszę, człowiek, który nie ubarwia, przyznaje się „tak, przeżyłem porażkę. Tak, cierpiałem z tego powodu. Tak, mam uczucia, które musiałem jakoś sobie poukładać”. Już za tą szczerość daję Autorowi wielki plus. 

Tak więc ta książka została napisana pod wpływem przeżyć osobistych, jakby nie było, przez człowieka ze złamanym sercem, który postanowił jednak się nie poddać i ruszył w podróż aby podczas niej odkryć nie tylko inne zakątki naszego globu ale co podkreślałam już przy recenzowaniu pierwszej książki Maciąga, którą czytałam, przede wszystkim odkryć podróż w głąb siebie, w głąb samego siebie i swoich uczuć. I jest w niej, co podkreślam , dużo szczerości. Widać walkę wewnętrzną kogoś zranionego, który chce uleczyć swoje uczucia, swoje serce ale właśnie, co normalne, przeżywa wzloty i upadki i również widać kryzysy podczas podróży.

Do tego kolorowe zdjęcia, nie tylko samych miejsc, które Autor odwiedzał ale również, co jak powtarzam zawsze, portrety ludzi, jak również, co ciekawe na samym końcu książki, zdjęcia Autora z całej podróży, jego autoportrety robione podczas podróży, na których widać jak on sam zmieniał się w czasie gdy poznajemy jego jazdę rowerem, bo oczywiście, zapomniałam wspomnieć, że Maciąg oczywiście swoją podróż odbywa rowerem.

Cóż, to taka nietypowa książka podróżnicza. Nietypowa, bo jak już wspomniałam, ta podróż jest rodzajem terapii dla złamanego serca, ale jak widać, terapii zdecydowanie przynoszącej pozytywne rezultaty.

Na koniec, znów kilka cytatów, które wyjątkowo mnie urzekły czy w jakiś silniejszy sposób do mnie przemówiły:

„Złamane serce fałszuje obraz świata. Podobnie jak zakochane. Tylko tyle, że odwrotnie”. (str. 54).

„Najważniejszy w Podróży jest czas w niej spędzony. (…) Czas spędzony z samym sobą jest większym wyzwaniem niż niejeden podjazd czy tysiące kilometrów. Każda kropla potu cię zmienia, każda łza uszlachetnia, każde wzruszenie umacnia”. (str. 64).

„Wszystko zdarza się dokładnie wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz… (…) Tysiące razy mówisz sobie, że tego byś chyba nie przeżył. A tymczasem…przeżywasz. Idziesz dalej. Przed siebie.”. (str. 106).

Znów miałam świetną lekturę. Znów czytałam coś, co brzmiało szczerze i prawdziwie. Bardzo mi się podobała ta książka i oczywiście bardzo ją Wam polecam.

Moja ocena to 5.5 / 6.