„Smuga krwi”. Johan Theorin.

Smuga krwi

 

Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2012).

Przełożyła Barbara Matusiak. Tytuł oryginalny Blodlage. 

Jak już wspomniałam, we wpisie, w którym oczekiwałam na książkę Johan Theorin wydawany jest u nas rzadko. Szczerze mówiąc, nie wiem czy wynika to z tego, że sam autor pisze niewiele czy też po prostu nie ma zbyt wiele szczęścia, jak wiele innych rozreklamowanych nazwisk. W każdym razie, jest to według mnie jeden z najlepszych nazwisk skandynawskich jakie na rynku wydawniczym ostatnio się pojawiły i życzyłabym sobie aby pisał on jak najwięcej i co oczywiste, był u nas wydawany z lepszą niż dotąd częstotliwością.

Poprzednia jego książka, którą się zachwycałam to jego „Nocna zamieć” (w niej z kolei podaję link do recenzji pierwszej u nas wydanej książki tego autora).

Theorin teoretycznie pisze kryminały ale jego proza cechuje się czymś jeszcze. A mianowicie dobrymi obserwacjami współczesnego świata, zmieniającego się stylu życia człowieka. Theorin, co zawsze powtarzam, jest mistrzem snucia opowieści, tworzenia pewnego klimatu. W jego książkach niemałą rolę odgrywają elementy fantastyki, dawnych wierzeń szwedzkich. Tak jest i tym razem, kiedy to oprócz treści jaką poznajemy dowiadujemy się o dawnych wierzeniach i przesądach, związanych z elfami czy trollami. Akcja dzieje się oczywiście na Olandii, gdzie część wydarzeń ma miejsce na Nizinie Alvaret, o której można poczytać tu

Opustoszała miejscowość zaczyna się zaludniać, po części wracają dawni mieszkańcy zamieszkujący te tereny od dawna a po części nowi lokatorzy to bogatsi mieszkańcy miast budujący sobie nowe wille przeznaczone na letni wypoczynek. 
Poznajemy grupę postaci, z których jak się okaże niejedna będzie miała coś do ukrycia bądź coś, czego będzie się czy to słusznie czy nie, wstydzić. Oczywiście, jak to u tego autora, atmosfera jest raczej niewesoła a ludzie zdają się być w większości nieszczęśliwi.

Jak się też okaże chociaż początkowo nic na to nie będzie wskazywać ale część z nich w jakiś sposób jest ze sobą powiązana.

Za grzechy ojców często karę ponoszą dopiero dzieci, zdaje się niewesoło podsumowywać autor tej książki i niestety, bardzo często jest to jedyny spadek, jaki ojcowie oferują swoim dzieciom. Jest jednak nadzieja na wyzwolenie się z tego rodzaju błędnego koła.

I tym razem autor nie zawiódł, intryga prowadzona jest w sposób ciekawy a poza tym, jak zwykle, jest atmosfera tajemniczości, jakichś nie do końca wytłumaczalnych zjawisk i klimatów, co tylko jej służy.

Na minus jak zwykle oceniam okładkę książki, ale ta seria ma niestety pecha do tych odstraszających wręcz okładek, dobrze, że treść książek na ogół to wynagradza.

Moja ocena to 5 / 6.