„Kolonie Knellera”. Etgar Keret.

 

Kolonie Knellera

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2011).

Przełożyła Agnieszka Maciejowska. Tytuł oryginalny Hakaitana szel Kneller.

Mieliście kiedyś tak, że zapomnieliście, jak bardzo lubicie jakiegoś autora?
Mnie się tak zdarzyło z Keretem właśnie. Wcześniej czytałam zbiory jego opowiadań, które bardzo mi się podobały, potem przez chwilę jakoś o tym zapomniałam i dopiero wzmianka o mających się ukazać niebawem nowych opowiadaniach Kereta przypomniały mi o wydanym w zeszłym roku zbiorze opowiadań. Tak, Keret jest słusznie nazywany przez samo wydawnictwo „mistrzem krótkiej formy”. Jego opowiadania są na ogół krótkie, ale jakże treściwe. Keret posiada specyficzne poczucie humoru i nie wiem, czy spodoba się każdemu. Mnie tak, do mnie trafia, mnie na ogół rozśmieszy co najmniej albo czasem skłoni do refleksji.

Na ogół właśnie są to zbiorki krótkich niezwiązanych ze sobą opowiadań, w tym zbiorze jest inaczej. Pierwsze kilka jest właśnie takich niezwiązanych ze sobą a następnie przechodzimy do nowelki, nazwijmy to czyli właśnie owych tytułowych „Kolonii Knellera”. 

Jak zwykle autor mnie nie zawiódł. Oto bowiem przedstawia nam życie po życiu. Wbrew temu, czego może ktoś się spodziewa, nie ma na miejsca życia w Raju a wręcz odwrotnie. To świat ludzi mieszkających w bliżej nie określonym miejscu a łączy ich jedno, wszyscy oni popełnili samobójstwo. Ten świat właściwie rządzi się całkiem podobnymi prawami, jak nasz ziemski świat. Świat ten poznajemy z perspektywy opowieści Chaima, który trafiając tam poznaje Ariego, jedynego, który mieszka tam z całą swoją rodziną. Chaim szybko znajduje nieźle płatną pracę w pizzerii „Kamikaze”, zaprzyjaźnia się z Arim, bawi się z Arim w barach, w tym ulubionym ich Barze Mar Twych, bywa na proszonych kolacjach u miłej rodziny Airego. W międzyczasie dowiaduje się, że jego wielka „ziemska” miłość również trafiła do tego świata, co stanie się powodem ruszenia przez niego i szukania jej.

Niby zwięźle, niby prosto, niby jasno a jednak proza Kereta zawsze działa na mnie w jakiś niezwykły sposób. Dużo się nad nią śmieję, sporo jej czytam na głos P. , a także nie raz i nie dwa zamyślę się nad spojrzeniem autora na świat.

Bardzo, bardzo mi się podobały „Kolonie Knellera” i ogromnie się cieszę, że po tę książkę sięgnęłam. 

Moja ocena „Kolonii Knellera” to 6 / 6.

A zainteresowanym moją recenzją innego zbioru opowiadań Kereta, „Rury” odsyłam do tej recenzji.