„Japoński codziennik. Część druga”. Aleksandra Watanuki.

 

Japoński codziennik dwa.

Wydana w Wydawnictwie Waneko. Warszawa (2012).

Ukazała się druga część książki Aleksandry Watanuki, „Japoński codziennik”, na którą to czekałam. Ukazała się niemal równo w pierwszą rocznicę trzęsienia ziemi i fali tsunami, jakie nawiedziły Japonię w roku 2011. Przypominam, że 15% dochodów ze sprzedaży pierwszego wydania tej książki zostanie przekazana na pomoc ofiarom tej katastrofy.

O swoich wrażeniach z części pierwszej „Japońskiego codziennika” pisałam w tym i w tym wpisie

Ta część jest kontynuacją książki powstałej na podstawie wielu lat prowadzenia blogu przez Polponkę, czyli autorkę. I znowu oprócz samej treści czyli wpisów, które miały miejsce na blogu (pojawiły się również wpisy wcześniej na blogu niepublikowane) są komentarze nas, czytelników tego blogu.
Autorka blogu zawsze tak uprzejma dla swoich czytelników nie pozostawiała naszych wypowiedzi bez odpowiedzi, stąd na blogu zawsze miały miejsce interesujące dysputy i na pewno nie było nudno. Czytając tę część przypomniałam sobie refleksje jakie lekturze blogu Oli mi towarzyszyły. A są to refleksje dotyczące generalnie blogów, które z roku na rok stają się coraz bardziej popularne i odwiedzane. Otóż niestety, z bliżej nieznanych powodów, popularność takowego blogu (nieważne , to ciekawe, czego on dotyczy , książek, osobistych spraw, choroby dziecka, dekoracji wnętrz czy życia w innym kraju) niesie ze sobą odwiedziny osób, które z pewnością nie można nazwać miłymi czytelnikami. I nie mam tu na myśli konstruktywnej krytyki a zwykłe chamstwo czy bycie niemiłym. To temat rzeka, niejedna osoba już o tym pisała. Być może w przypadku blogów pisanych z perspektywy życia w innym kraju jest jeszcze więcej takich sfrustrowanych osób, które „muszą bo inaczej się uduszą” napisać coś niemiłego, niesympatycznego, czy jak pisałam, wręcz chamskiego. Nie wiem co ludźmi kieruje aby dawać upust swoim często zapewne nie nudzie a frustracjom, być może poczucie anonimowości. W każdym razie pamiętam, że i na blogu Polponki pojawiało się z biegiem czasu coraz więcej osób, które nie miały nic do napisania poza czymś niemiłym, szkoda. Japonia jest krajem trudnym, to z pewnością. Ale nie sądzę aby innym od każdego innego, w którym ktoś spoza niego ma zamiar się osiedlić. Jak każdy inny kraj nie mówi „możesz tu zmienić wszystko, co zastaniesz, w końcu nasza wielowiekowa tradycja jest nieważna, rób co chcesz”. Nie, to kraj, który to normalne, mówi, „rozgość się, jesteś tu mile widziany, ale dostosuj się do mnie. Uszanuj to, co zastałeś.” Polponce, to podkreślam, udało się to w stu procentach. Być może niemiłe głosy, które się pojawiały, pochodziły od osób, którym ta sztuka się nie udała.
Ktoś powie, co to ma wspólnego z książką? Ma, bo książka jakby nie była, powstała na podstawie blogu pisanego latami i takie też sytuacje, o których piszę dla każdego blogowicza nie są niczym obcym. 

Wracając do samej książki, to ponownie powiem, z pewnością osoby, które interesują się Japonią po raz kolejny podczas lektury nie zawiodą się. Nie brak tu spraw, które każdy z Japonią kojarzy, znanych, nam, jak zachwyt nad sakurą (nie dziwię się) ale i poruszane są tematy nowe, które z jakichś przyczyn ważne są dla Autorki a które na pewno dla zainteresowanych życiem codziennym właśnie w Japonii będą równie ważne i na pewno ciekawe. Jest ogromna ilość pięknych barwnych zdjęć, które okraszają treść jak również ponownie, podane przez Autorkę linki do kręconych przez Nią filmów. Na pewno to książka dla tych, którzy szanują inność, umieją się dostosować a nie tych, którzy uważają , że każdy inny świat musi dostosować się do nich i ich upodobań. Szczególnie interesujący jest rozdział „Japończycy a cudzoziemcy”.

Podejrzewałam, że ostatnie rozdziały dotyczące katastrofy, będą niewesołe i tak też jest, to logiczne. Aleksandra w czasie wydarzenia przebywała w Japonii. Pamiętam, że początkowo wszyscy denerwowaliśmy się na blogu, co z Nią i Jej Bliskimi, na szczęście szybko się odezwała. Relacjonowała też na bieżąco jak się sprawy mają, podawała przykłady organizowanej pomocy ofiarom katastrofy jak również dawała rady tym, którzy w tamtych chwilach pytali się jej co robić z ich planowaną wtedy podróżą do Japonii, często planowaną latami i tą wymarzoną. 

Jak mówię, miłośnicy Japonii na pewno nie poczują się książką zawiedzeni. Oczywiście pewnie jak zwykle, trafią się marudy. Szczerze? Trudno. Mnie się ta książka podobała, znowu przeżyłam swoje własne małe prywatne katharsis, ale nie szkodzi, tak na pewno być musiało. Ponownie wyrażam na głos pragnienie aby blog Polponki powrócił na łono blogów, bardzo, bardzo się za Autorką i Jej czytelnikami, jak również tym zwykłym, ciepłym, wesołym spojrzeniem na Japonię, stęskniłam. 

Moja ocena to 6 / 6.

weekend był słoneczny i ciepły…

…dokładnie taki, jaki miał być według prognoz a może nawet i cieplejszy. W czasie prac przy Grobie Emilki P. nawet zdjął kurtkę, został w samym krótkim rękawku i…było Mu wyśmienicie.

W niedzielę wybraliśmy się do Ogrodu Botanicznego. Na razie pustki tam (roślinne, ludzie oczywiście są). Zdziwiło mnie bo nawet nie było żadnych przebiśniegów czy krokusików, które często o tej porze roku są. Ponieważ co roku tradycją naszą stało się podziwianie kwitnących magnolii, przyjrzeliśmy się tymże. Na razie małe pączuszki są, ale już są. Ciekawe, kiedy rozkwitną na całego. Sprawdziłam, okazuje się, że na blogu regularnie o nich piszę (zawsze się śmieję, że tak, jak Japończycy mają swoją sakurę to moją i P. jest właśnie wybywanie i podziwianie kwitnących magnolii w Ogrodzie Botanicznym chociaż nie tylko tam) i widzę, że na ogół pisałam o nich w połowie kwietnia mniej więcej. Trzeba będzie pilnować magnolii, bo bardzo chcę je obejrzeć i zachwycić się ich zapachem. 
Mam nadzieję, że i Wy mieliście przyjemny weekend.