…pewnie niepotrzebnie, na forum książki na temat czytania a raczej czy jest sens na siłę kogoś książką uszczęśliwiać jeśli dana osoba czytać nie lubi. Niepotrzebnie, bo jak znam życie, dyskusja pokaże, jaką to jestem osobą niedobrą pisząc, że nie, że nie uszczęśliwiać na siłę, że jak ktoś się całe życie do książek nie przekonał to raczej tego nie zrobi i w sumie jaki jest tego sens? Pewnie dziwi Was to z ust a raczej wypływające spod klawiatury mnie, która jakby nie było czytać lubi, ba kocha (chociaż jak pisałam, w zeszłym roku pojęłam jak złudny stworzyłam sobie mit książki jako pomocy na wszystko i rozwiązania wszelkich problemów).
Nie wiem, u mnie to wynika chyba z tego, że mam wielką alergię na tych, którzy „wiedzą lepiej co ja powinnam lubić, co mi da szczęście” albo, o czym pisałam na innym forum czas jakiś temu nie przepadam, jak ktoś mi wyjaśnia dlaczego coś tam mi się podoba i z czego to wynika. Z czego i dlaczego wiem sama najlepiej. Co nie oznacza, że ja lubię kogoś do swojej opinii przekonywać. Nie mam nawet takich zamiarów. Mam swoje zdanie, ale wiem, że ktoś może mieć inne, natomiast stratą czasu jest szczerze mówiąc przekonywanie kogoś do niego albo inaczej, nie mam ambicji aby ktoś moje zdanie podzielał. Oczywiście miło, jak się z kimś zgadzam, ale jak nie, powiem, jak Amelia , „trudno!”.
Ostatnimi czasy furorę robi akcja „nie czytasz nie idę z tobą do łóżka”. (Jaki wpływ na ars amandi ma dobór lektury?). To hasło mnie śmieszy, nawet bardzo i nie podoba mi się w ogóle, dlatego nie polubiłam tej akcji w żadnym miejscu, jest dla mnie nieco pretensjonalne i czego nie lubię, takie akcentujące, że ktoś tam stawia się na wyższym miejscu od kogoś tylko dlatego, że czyta. Właściwie dlaczego? piszę ponownie, to moje zdanie, Wam się może to hasło okropnie podobać i możecie się z nim zgadzać, ja się nie zgadzam. Ha, łatwo mi mówić, bo od zawsze otoczona jestem, tak się złożyło, osobami, które czytają. Właściwie, głupia sprawa, jak usiłuję sobie przypomnieć czy znałam osoby, które nie czytały. No nie, nie znałam. Czytały moje koleżanki z dzieciństwa, pożyczałyśmy sobie dziecięce książki czy już później te młodzieżowe. Czytali wszyscy moi znajomi, przyjaciele, mężczyźni, których poznałam. No tak się złożyło, więc pewnie mój obraz jest w jakiś sposób wyidealizowany właśnie przez ten fakt. Ale z drugiej strony niestety, nie napiszę Wam, że poznając kogoś pytam go czy lubi czytać i że jest to jakaś bardzo istotna dla mnie informacja. Widać czytelnik przyciąga czytelnika i tyle. Natomiast nie ma we mnie potrzeby wartościowania człowieka według tego czy czyta czy nie. Pewnie, że fajniej, jak czyta, bo możemy pogadać o książkach. Ale jak nie czyta, nie spędzi mi to snu z powiek…
A w ogóle nie wyobrażam sobie namawiania kogoś o kim wiem, że nie czyta, nie wciągnął się, nie żywi pasji do czytania na siłę. To tak, jakby ktoś namawiał mnie nie wiem, na polubienie gier komputerowych (dziękuję, postoję, z gier jedynie toleruję Samorosta i tyle) czy silne usportowienie. Może dla kogoś dziwne się wyda, że nie wypacam się na siłowni. Na szczęście nikt ze znajomych nawet tych, którzy się wypacali nigdy na siłę mnie nie uszczęśliwiali karnetem na przykład.
Jest takie fajne powiedzenie, które gdzieś mi się tu przypomina, „żyj i pozwól żyć innym”.
Ale jak mówię, to moje zdanie i nie trzeba się z nim zgadzać;)
