„Poletko Pana Boga”. Erskine Caldwell.

Wydana w Wydawnictwie Czytelnik. Warszawa (1999).
Przełożył Bronisław Zieliński. Tytuł oryginału God’s Little Acre.

Nie wiem, czy jakoś nie starczyło mi cierpliwości czy też faktem jest brak zbyt wielu recenzji na temat tej książki (być może już jest nie czytana obecnie?) w każdym razie dosłownie jedną czy dwie znalazłam w internecie, w tym ze stwierdzeniem, że według recenzenta ta książka nie przeszła próby czasu (powstała w roku 1933). Według mnie jest dokładnie odwrotnie, wręcz mogę powiedzieć, że według mnie jest ona ponadczasowa, mówiąca o sprawach uniwersalnych, poruszająca tematy bardzo aktualne i w obecnych czasach. 

Oto robotnicze południe Stanów Zjednoczonych. Tay Tay Walden (w oryginale Ty Ty Walden) realizuje od ponad piętnastu lat swój plan. Poszukuje na swojej ziemi, niegdyś całkowicie pod uprawę bawełny i nie tylko, złota. Jest dosłownie, czego sam nie ukrywa, ogarnięty gorączką złota. Wierzy, że na tej ziemi złoto musi być i o piętnastu lat nic nie robi jak kopie doły na terenie posiadłości i usiłuje je znaleźć. Tak, tak, każdy z nas ma zapewne jakiejś tam swoje miraże, sztuką jest nie poświęcić im wszystkiego jak robi to główny bohater. Zamieszkuje z dwójką synów, Shawem i Buckiem, żoną Bucka, Gryzeldą, córką Miłą Jill. Druga córka Rozamunda wyjechała do Augusty gdzie jej mąż Will pracował w fabryce dopóki nie zaczęło się dziać nie najlepiej. Obecnie wojuje on z zarządem fabryk, usiłuje walczyć z łamistrajkami i generalnie jest w kiepskiej formie. Tay Tay ma jeszcze jednego syna, Jima Lesliego, który wyparł się rodziny, przebywa w mieście i tam żyje z bogatą żoną a do rodziny nie przyznaje się.

Jest jeszcze postać naiwnego i dobrodusznego Pluto.

Jak wspomniałam, ojciec rodziny ogarnięty jest gorączką złota, wszystko temu podporządkowuje, zaraża tym synów, którzy jednak chyba zachowują odrobinę więcej zdrowego rozsądku niż on sam, nie bardzo chyba mając zbyt wiele innych dróg wyboru. 

Tytułowe „Poletko” to kawałek ziemi, które przyobiecał Tay Tay Panu Bogu, że zbiory z tegoż kawałka ziemi będzie Panu Bogu oddawał. Nie przeszkadza mu to czasem nic nie posiać na tym kawałku ziemi czy też przenosić go z miejsca na miejsce w zależności od tego, gdzie kopie kolejny dół w poszukiwaniu złota.

Poletko stanie się areną tragicznych w rezultacie wydarzeń, ale nie chcę zbyt wiele pisać.

Słońce praży z góry, robotnicy w przędzalniach niszczą sobie zdrowie, w głowach ludzi mąci się, zaczyna się coś dziać i wiemy, że raz coś rozpoczęte swój koniec mieć będzie. Czytamy i czekamy co też się wydarzy. Czytamy o ludzkich namiętnościach nacechowanych już wręcz obsesją. Namiętnościach do dobra materialnego ale i widzimy buzujące zmysły, które prowadzą do seksualnego ujścia w najrozmaitszych układach pomiędzy postaciami tam występującymi. 

Jak już wspomniałam, według mnie ta książka wcale nie traci wraz z upływem czasu. Dalej wokół nas są osoby ogarnięte niezdrową namiętnością, podporządkowujące swoje życie czemuś nierealnemu, są również ci ogarnięci namiętnością do kobiet, których mieć nie mogą. Ludziom mąciło się i wciąż mąci w głowach. Emocje, namiętności kierowały ludźmi i tak dziać się będzie a konsekwencje tego będą rozmaite.

Mnie się bardzo ta książka podobała, moja ocena to 5 / 6. 

zima zaskoczyła media…

…muszę przyznać, że tak, przez chwilę jednak , przez momencik, zwiedziona jeszcze początkowo styczniową jesienią dałam się podpuścić, że zima jednak się nie rozkręci. No, niestety, nie da rady, przylazła, z koszmarnym mrozem.

Muszę powiedzieć, że dziwi mnie ogromnie to trąbienie o zimie w mediach. Nie bardzo wiem, dlaczego takim ewenementem jest fakt wystąpienia w kraju o tej konkretnej lokalizacji geograficznej zimy zimą. Nie wiem, może faktycznie dziennikarstwo z tych młodszych i nie wie, że zimą jest zima, nie wiem, dziwne, bo co tu kryć ostatnie pięć przynajmniej lat jednak niestety zima jest, trzyma i uprzykrza życie. Nie mogę spokojnie obejrzeć wiadomości bo trąbią o zimie, której obecność, niestety obok widzę i czuję…

Na szczęście nie znam ani jednej osoby w moim otoczeniu, którą by taka zima z takim mrozem cieszyła, więc tu się wszyscy zgadzamy. Najwyraźniej nie znam masochistów i bardzo dobrze. Nie ma to jak zgodność:) Mam wielką nadzieję, że zima jak najszybciej odpuści i sobie pójdzie precz. Jakby nie było, na szczęście przyszła późno, więc nie będzie miała czasu na zbyt długie pozostanie, uf. Byle do wiosny.

Wisława Szymborska

…staram się nie czytać komentarzy we wpisach pod wiadomościami o śmierci Poetki, naszej Noblistki bo wiem, że nie chcę się zbytecznie denerwować. Nie ma już w ludziach szacunku nawet w obliczu śmierci, ja go wciąż posiadam, więc nie czytam, aby się nie denerwować.

Nie czytam wiele poezji ale akurat Wisławy Szymborskiej wiersze są „moje”…

Mogę napisać, że był czas, kiedy wiersz poetki bardzo mi pomógł. Myślę o wierszu „Nic dwa razy”. Nie uważam go za najlepszy z jej dorobku, ale wtedy, podsunięty przez Mamę-pomógł. Dlatego mam do niego wielki sentyment. 

Moim ulubionym, przy którym zawsze targają mną emocje, to „Portret kobiecy”. Ale wielkie wrażenie zrobił na mnie też wiersz „Fotografia z 11 września” z tomiku „Chwila”. 

Zostały Jej wiersze.