…nie, nie dokonam wstrząsającego podsumowania mijającego roku jeśli ktokolwiek (mam nadzieję, że nie) na to liczył.
Za to podsumowanie książkowe.
Jaki był ten mijający rok pod kątem lektur? Dla mnie na pewno dziwny, z wiadomych powodów osobistych. Po pierwsze, niestety, runął prywatnie przeze mnie ukuty mit dotyczący książek a mianowicie, że te są w stanie pomóc mi w każdej sytuacji, że są w jakiś sposób światem, w który mogę uciec przed problemami życia. Nie, nie są i zrozumiałam to dopiero w trzydziestej piątej wiośnie życia. Szkoda, ale tak właśnie jest.
W tym roku książek było mniej niż zwykle, ale jak przeglądam mój notes, w którym zapisuję książki przeczytane w danym roku wraz z osobistą oceną tychże, widzę, że trafiło się parę naprawdę dobrych w tym roku.
Osobistym odkryciem okazał się Bruce Chatwin i jego „Na Czarnym Wzgórzu”. Bezsprzecznie odkryciem i cieszę się, że go dokonałam.
Tak zwaną miłą „stałą” czyli autorem trzymającym poziom był oczywiście Lee Child i jego „Jutro możesz zniknąć” i „Siła perswazji” jak również Amelie Nothomb i jej „Pewna forma życia”.
Z cyklu książkowe podróże zdecydowanie ciepła i serdeczna książka o kraju przodków, czyli „Tam, gdzie urodził się Orfeusz” Ałbeny Grabowskiej-Grzyb.
Książka, która wzbudziła najwięcej emocji (nazwałabym ją swoistego rodzaju wręcz katharsis, naprawdę) okazała się pierwsza część „Japońskiego codziennika” Aleksandry Watanuki.
Miłe zaskoczenie kryminalne polskiego autorstwa to „Kobieta bez twarzy” Anny Fryczkowskiej za ciekawe spojrzenie i pomysły.
Zawód? Na pewno Marinina i jej kolejna (według mnie przypominam) kiepska na naszym rynku książkę czyli „Obraz pośmiertny” i niestety, muszę to napisać, trylogia „1Q84” Murakamiego, na którą bardzo się cieszyłam a która z książki na książkę coraz bardziej zawiodła i pozostawiła właśnie uczucie niedosytu.
Czytadło, które poprawiło humor to oczywiście „Błękitne niebo & czarne oliwki” panów Humphrys, może powinnam wstawić do działu podróże, ale nie, właśnie tu doskonale pasuje.
Mam nadzieję, że Nowy Rok 2012 przyniesie jeszcze więcej udanych lektur. Na jedną się cieszę szczególnie, będzie to kontynuacja „Japońskiego dziennika”.
Chciałabym również aby wydano nowe książki Lee Childa, to takie moje osobiste marzenie.
Wam też życzę tylko dobrych lektur w Nowym Roku!
