…dotarła do mnie wczoraj, od tej samej co zawsze Osoby. Stało się tradycją, że pierwsza kartka na każde Święta nadciąga z Gdańska, dziękuję;) czas się zabrać za wypisywanie naszych…
Dostałam też pocztówkę od Czary, która spędziła właśnie ekscytujący czas daleko, daleko na innym kontynencie, a mianowicie z Kuala Lumpur. Na kartce jest zdjęcie jednej z hinduistycznych świątyń w Malezji. Widać głównie kłębiące się stado gołębi (ptak, który jest wszędzie;), które poderwały się do lotu za sprawą zdążającego do świątyni wiernego. Dziękuję za pamięć i pocztówkę, która jak widzę, doszła bardzo szybko (no i dla mnie powód do radości, że doszła w ogóle). Znaczek też fajny bo z żółwiem, o tym. Bardzo lubię żółwie. Mają charakter odmienny od mojego cechują się spokojem, którego nigdy nie uświadczę, tak mi się przynajmniej wydaje, i o tym charakterze i o spokoju;)
Dziś Mikołajki, mój Mikołaj podarował mi muzyczny upominek, świąteczną płytę Michael’a Buble’a. Widzę, że stara się jak może, aby choć trochę poprawić mój nieciekawy teraz szczególnie nastrój związany z nadchodzącymi trudnymi dniami roku…Bardzo mi się płyta podoba…Ale ja w ogóle lubię tego wykonawcę, tak mi się kojarzy, pewnie przez to, że głównie śpiewa standardy, ze starym dobrym stylem, nawet wygląd ma według mnie nie do końca współczesny, nie bardzo mogę go sobie wyobrazić w dżinsach czy t-shircie…;) elegancki, przystojny mężczyzna. No, ale miało być o Mikołajkach.
Jako, że jestem kolekcjonerem wspomnień dziś jedno takie. Wspomagane w pamięci na pewno zdjęciem z tej imprezy. Impreza raczej była noworoczna, bo rzecz działa się w czasach mojego dzieciństwa, kiedy zakłady pracy organizowały raczej imprezy noworoczne, nie Mikołajkowe chyba (chociaż kto wie? może? jakiegoś Mikołaja w przedszkolu pamiętam jak przez mgłę). Tamta impreza raczej nie była jednak Mikołajkowa, rzecz miała miejsce w zakładzie pracy Ojca, na ogół chodziłam na te w maminym, ale tym razem poszliśmy tam. I oto widzę małą Chiarkę, w sztruksowej sukieneczce, w kieszonce obowiązkowo malutki wytarty od ściskania małymi dziecięcymi łapami misiek, włoski krótkie (moja biedna Mama naprawdę chyba myślała, że podcinanie na krótko wzmocni moje włosy, nie stało się tak jednak, włos jednak nie trawa). Chiarka dzierży w rękach paczkę, nagrodę, za dzielne wyrecytowanie wierszyka o Nowym Roczku. (Wiecie, że do dziś dnia go prawie całego pamiętam?:). Chwilę przedtem bowiem miała w rękach najprawdziwszy mikrofon do którego się produkowała. Kilkanaście lat potem perspektywa wystąpienia przed obcym tłumem napawa ją już raczej uczuciem paniki, co zostało jej do dziś, występy publiczne to dla mnie prawdziwa zmora, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że osoby postronne tego nie wiedzą i …niech tak zostanie. W ściskanej paczce oczywiście jakaś czekolada (myślę, że prawdziwa, jeszcze nie było to jakieś czekoladopodobne świństewko), pomarańcza, jakieś cukierki, coś może jeszcze…nie pamiętam…Fajne były te imprezy z zakładów pracy rodziców;) sporo wtedy imprezowałam, można powiedzieć…
