„Drugie życie pana Roosa”. Hakan Nesser.

Drugie życie pana Roosa.

Wydana w Wydawnictwie Czarna Owca. Warszawa. (2011).
Przełożyła Patrycja Włóczyk
Tytuł oryginału Berattelse om Herr Roos.

Pisałam o tym w poprzedniej recenzji niedawno przecież czytanej książki Hakana Nessera, czyli „Całkiem innej historii”, że autor myślę już teraz, że celowo stosując taki zabieg, czyni ze swoich postaci osoby poddane jakiejś bliżej nieznanej nam sile. Bohaterowie jego książek zdają się nam być bezwolni, nie mają wpływu na swoje życie, często są wręcz bezradni. Najczęściej wydają się być na siłę wmanewrowani w sytuację bez wyjścia, w historie, które siłą rzeczy dzieją się bez możliwości wpłynięcia na ich bieg. Tak, jakby ktoś bawił się nimi jak marionetkami (tak powtarzam się sama) i kierował nimi zacierając ręce i śmiejąc się w kułak…Na pewno nie napawa to optymizmem i obala jakże chętnie przez niektórych cytowane powiedzonko o byciu kowalem własnego losu. 

Początkowo ten schemat kryminałów Hakana Nessera, które są oprócz kryminałów czymś jeszcze zupełnie innym nieco mnie drażniła. Ale od „Całkiem innej historii” chyba już mnie to nie drażni. 
Stwierdzam nawet, że jest coś intrygującego w tym rozpatrywaniu po raz kolejny tej bezradności? zależności od „niewiadomego” bohaterów tworzonych na kartach książek Nessera. Być może autor w ten sposób sam po raz kolejny rozprawia się ze swoimi refleksjami, a może wręcz obawami, które zdają się z tych książek przebijać. Czy naprawdę zawsze możemy czuć się panami swojego losu, sytuacji, w której przyszło nam się znaleźć? Czy na pewno możemy czuć, że mamy nad naszym życiem i tym, co się w nim wydarza, pełną kontrolę? Czy jest to raczej przyczynek do tego aby sprowokować los do kiepskiego żartu?

Wspomniałam, że książki Hakana Nessera nie są tylko kryminałami i tak ja przynajmniej je odbieram. Według mnie to często nie są do końca kryminały a rozważania o człowieku, jego naturze, spojrzenie na współczesnego człowieka i jego kondycję przez pryzmat akcji mającej w sobie elementy kryminału. Gdyby bowiem tak nie było, nie działo by się , jak w tej książce, gdzie właściwie do połowy jej nie ma nawet wzmianki o jakimś przestępstwie. No, chyba, że za przestępstwo uznamy fakt, że pewien mężczyzna, który czuje, jak jego życie stało się beznadziejne i nudne i bez sensu tak naprawdę, zatai przed żoną ogromną wygraną na loterii. 
I z dnia na dzień postanowi póki jeszcze może a trafiły się na to środki, coś w tym beznadziejnym życiu zmienić. Proszę o wystąpienie tych państwa, którzy chociaż raz w życiu pomyśleli, że coś tam poszło nie do końca zgodnie z oczekiwaniami i chcieliby chociażby w minimalnym stopniu móc wpłynąć na to, co zdarzyło się w przeszłości w ich życiu. Ależ proszę się tak nie tłoczyć i nie przepychać…

Bohater, którym jest tytułowy pan Roos postanowił coś zmienić, a przynajmniej sprawić sobie samemu powód do tego aby myśleć, że nie wszystko jeszcze w jego życiu stracone. Los postawi mu na drodze Annę, której matka jest Polką. Anna to kolejna osoba po przejściach, do niedawna przebywała w ośrodku leczenia uzależnień. Ale również postanowiła coś zmienić w swoim życiu i zrobić coś dla siebie. Tych dwoje los zetknie ze sobą na zawsze i w nieodwracalny sposób. 

Mam wrażenie, że Hakan Nesser tworzy większość swoich postaci w sposób, który czytelników do nich zniechęca. Przynajmniej ja jak do tej pory nie umiałam współczuć tymże czy jakoś bardzo przejmować się ich losem.  Nie lubię ich po prostu. Nie wiem, czy zabieg ten autor stosuje celowo czy też wychodzi mu to zupełnie przypadkowo. Ale mimo to jesteśmy ciekawi ich losów i tego, co dalej wydarzy się w ich życiu.

W tej książce sporo jest refleksji człowieka przegranego, który chce wyrwać się z tego, w czym tkwi od lat, jest też opowieść o dwójce osamotnionych ludzi, którzy przypadkowo spotkali się pewnego dnia i których los połączył ze sobą na zawsze. 

Zwolennikom wartkiej akcji i tradycyjnego kryminału muszę powiedzieć, że mogą się na tej książce zawieść, jednak miłośnikom kryminału skandynawskiego, którzy doszukują się w tym gatunku czegoś więcej mogę powiedzieć, że według mnie nie zawiodą się na tej opowieści.

Moja ocena to 4.5 / 6.

już grudzień…

…i szczerze mówiąc, bardzo dobrze. Nie lubię listopadów, a ten przedprzedostatni i przedostatni dały mi się we znaki. Grudzień co prawda przynosi ze sobą nachalność wszędobylskich reklam krzyczących oczywiście o na pewno mającej wystąpić magii tych Świąt, ale to przynajmniej grudzień. Do najkrótszego dnia w roku już nie za długo, a zaraz potem dzień zacznie się wydłużać, po Nowym Roku. 

Kupiliśmy Kindle’a z którego jesteśmy bardzo zadowoleni. Kiedyś byłam przeciwnikiem e-booków, w sumie zapewne dlatego, że czytałam głównie z ekranu komputera i oczy szybko się męczyły. Kindle nie ma podświetlanego ekranu, tak, jak ekran komputera i oczy się nie męczą. Czyta się jak z kartki a na pewno lżej. No i zaoszczędzi się więcej miejsca w domu, bo książki aż kipią. Nikogo nie namawiam na siłę na ten gadżet, piszę jedynie, bo kilkoro z Was wiedziało o planowanym zakupie, obiecałam napisać parę zdań jak nam się użytkuje. Więcej informacji można znaleźć na chociażby tej stronie:

http://swiatczytnikow.pl/

Co jeszcze? Cieszę się, że nie ma na razie śniegu i osobiście jak dla mnie może go nie być, nawet na Święta. W końcu chyba nie chodzi o dekoracje i śnieg czy może się mylę? Dla mnie śnieg w mieście oznacza jedynie problem, a już odkąd zdążam na Grób Emilki (od października stoi już Pomnik, to też chcieliśmy załatwić jeszcze w tym okropnym dla nas roku) to śnieg oznaczać może jedynie przeszkodę, ci, którzy odwiedzali groby bliskich w zimie 2010 i 2011 wiedzą doskonale, co mam na myśli. 

Niedawno u Malej_mi przeczytałam Jej wpis na temat prezentów Świątecznych, że niby człowiek coś tam ma ochotę dostać a potem jak przyjdzie co do czego to komuś , kto by spytał nie jest łatwo napisać czy powiedzieć. Ja w tym roku jakoś o tym nie myślę, co bym chciała. To, czego bym chciała nie da się spełnić, to są sprawy nierealne, niematerialne na pewno……. Z materialnych, przydałaby się nowa portmonetka w kolorze czerwonym bądź czerwonego wina raczej wpadający w bordowy?, najchętniej z większą ilością przegródek na kart. Żadnych tam kredytowych, ale większość sklepów lubi teraz przywiązać klientów do siebie kartami stałego klienta, niektóre z nich naprawdę przydaje się mieć ze sobą na zakupach a potem nie wiadomo, gdzie to schować. Chciałabym też dostać miękki i puchaty szlafrok, taki w którym przyjemnie się zagłębić z jakąś dobrą książką (papierową bądź taką na Kindle;) w ręku).
Zawsze ucieszy mnie jakaś biżuteria (wcale nie musi być bardzo droga) albo coś do posłuchania…płyty to jest to, co lubię…

Nie jestem w nastroju świątecznym i nie sądzę abym w nim była, najchętniej to już bym chciała aby był Nowy Rok, szczerze mówiąc i bliżej wiosny.

Mimo braku nastroju zabrałam się już powoli za porządki, to zawsze dobrze robi, bo człowiek tak się w pracę zagłębi, że nie ma czasu na myśli kotłujące się w głowie. Powoli, rozdzieliłam sobie prace więc nie szaleję na dwa dni przed. Trochę prac zostanie na czas bliżej Świąt, ale część już zrobiłam. Zrobiliśmy też już trochę zakupów prezentowych, ale trochę jeszcze przed nami.

W środę dostałam od Jednej z Was wzruszający prezent, etui na komórkę ze zdjęciem Emilii i moim. Raz jeszcze dziękuję, bardzo się wzruszyłam, dobra, napiszę to, do łez. Wszystkie tapety w telefonie mam ze zdjęciem Emilki a teraz jeszcze etui do telefonu.

Przede mną zakup kartek Świątecznych, wypisywanie i wysyłka, ale na to jeszcze jest chwilka czasu. 

Miłego grudnia dla Was!