
Wydana w Wydawnictwie Dolnośląskim.
Wrocław (2011).
Przełożyła Iwona Zimnicka. Tytuł oryginału Kakerlakkene.
To moje pierwsze spotkanie z kryminałami Norwega Jo Nesbo i muszę powiedzieć, że nie do końca mogę je określić jakoś precyzyjnie. Nie było nieudane, ale podczas lektury mniej więcej do ponad połowy książki nie było tak, że kiedy odkładałam książkę, to odczuwałam niecierpliwość aby jak najszybciej do lektury powrócić. I co z tym fantem zrobić? Co najciekawsze, to to, że mam wciąż ochotę na dalsze poznawanie jego książek, w tym tak podobno dobrego „Pierwszego śniegu”.
Ta część o może niezbyt przyjemnym tytule, od której zaczęłam swoje poznawanie kryminałów Nesbo jest drugą częścią cyklu opowieści o komisarzu Harry’m Hole. Wybrałam ją ze względu na akcję dziejącą się w mieście, które jak sądzę nigdy nie znajdzie się na liście miast przeze mnie odwiedzonych a mianowicie w Bangkoku. To miasto, które ma wiele twarzy i do którego w pewnej chwili trafi Harry Hole, człowiek po przejściach. Nesbo stworzył postać swojego bohatera nie odbiegającego specjalnie od stereotypu komisarza policji do jakich zostaliśmy od jakiegoś czasu przyzwyczajeni. Oto Harry Hole, człowiek samotny, targany niepokojami, wewnętrznymi demonami, sprawami z przeszłości jego samego i osób mu bliskich, do tego wszystko ma problem z alkoholem. Przy tym wszystkim jednak dobry glina, który umie prowadzić dochodzenie w sposób, który przynieść może odkrycie , kto jest sprawcą zbrodni.
W „Karaluchach” Hole trafia do Bangkoku, gdzie zostaje oddelegowany do śledztwa w sprawie morderstwa dokonanego na ambasadorze Norwegii tamże. „Góra” chce jak najszybciej rozwiązać sprawę ale nadto zasypać pod dywan niewygodne fakty, to, że ambasador został znaleziony w motelu, gdzie czekał na zamówioną prostytutkę, jak również, co wychodzi na jaw szybko, znaleziona zostaje przy nim pornografia dziecięca.
Harry Hole chyba zaskakuje niektórych, kiedy zamiast spędzać czas nad butelka poświęca go faktycznie prowadzeniu śledztwa. I oto szybko odrywa, że sprawa przy której pracuje zdaje się być jak matrioszka, która skrywa w sobie kilka różnych postaci. Co otwiera się jedną, ukazuje się następna, potem kolejna itd. W tej sprawie jest podobnie czyli co i ruch ujawniane zostają nowe fakty. Jak tytułowe karaluchy wyłażą na światło dzienne nowe problemy, grzechy ludzkie jak i same niezbyt pozytywne postaci.
Nie wiem, jak w innych książkach Nesbo, ale w tej akcja dzieje się szybko i wartko, nie ma miejsca na obserwacje społeczne czy kulturowe. Nie ma zadawanych czy to sobie samemu przez autora czy też czytelnikowi pytań o współczesny świat i jego jakość. Autor stawia na pomysł i akcję. Intryga kryminalna jest według mnie udana, potrafi zaskoczyć a to w kryminale jest mile widziane.
Moja ocena to 4.5 / 6.
