
Wydana w Wydawnictwie MUZA SA. Warszawa (2011).
Przełożyła z japońskiego Anna Zielińska-Elliott.
Tytuł oryginalny 1Q84 ichi-kew-hachi-yon.
Niestety, ostatnia część trylogii o dziwnym roku 1Q84 nie zachwyciła mnie tak, jak się spodziewałam i jak tego tak naprawdę oczekiwałam.
Pierwsza część spodobała mi się, w drugiej odczułam zmęczenie, nawet coś w rodzaju zawodu, oczekiwałam, że część trzecia będzie lepsza i niestety, nie. Oczywiście, co powtarzam zawsze, to to, że jest to moja osobista opinia, nie jest powiedziane nigdzie, że trzeba ją podzielać. Ja wiem jedno, trylogia ta nie będzie moją ulubioną książką tego autora i na pewno nie będzie tą, do której będę miała chęć wracać i wracać.
Trzecia część, która przynosi rozwiązanie jest właściwie dość przewidywalna. Być może autor chciał popełnić coś jednak z wydźwiękiem optymistycznym. Myślę, że odkroiwszy pseudofilozofię, jaką można by chcieć dodać w tej książce, zostanie coś, co samo w sobie może się obronić, a mianowicie opowieść o miłości, która w końcu po latach się spełnia. To taki motyw Haruki Murakamiego, do którego wraca wielokrotnie a mianowicie urwany związek, dawne uczucie, które nie mogło się spełnić i powrót po latach. Na ogół nie mający szczęśliwego zakończenia, o dziwo, w tej właśnie książce owo uczucie dostaje swoją drugą szansę i możliwość spełnienia się, zrealizowania. I tego właśnie postanowiłam się trzymać w tej części, tej opowieści o dwojgu ludziach, którzy przez lata o sobie wspominając, czekają na siebie. Ile razy na coś czekamy, prawda? Na miłość, na przyjaźń, na to czy tamto, są wśród tych oczekiwań sprawy banalne, ale są i sprawy życia i śmierci. Oczekujemy. Pragniemy. To oczekiwanie często wypełnione jest wręcz bólem, wzmaganym niepewnością jakie też okażą się rezultaty tego oczekiwania. Czy to, na co czekamy przyjedzie, czy też pozostanie nam jedynie uczucie niedosytu?
Przypomnę, że w tej części ponownie spotykamy bohaterów dwóch poprzednich części, a mianowicie Tengo i Aomame. Jest też podążający śladem Aomame, która wypełniła powierzone jej zadanie dawny prawnik, który prawnikiem już nie jest a obecnie zajmuje się raczej brudną robotą.
Uwaga, może być spoiler.
Jest motyw niezwykłej ciąży i oczekiwania na dziecko. Zmiany odczuwania świata z tym związane, poczucie odpowiedzialności za nowo powstałe życie, które jest całkowicie podległe matce. Jak to często bywa w życiu, obok radości z nowego życia pojawia się strata życia czyjegoś, kogoś z bliskiego otoczenia. Nic nowego, można powiedzieć, i być może i tak jest, z tym, że Murakami w tej części umie w jakiś niezwykle spokojny sposób o tym po prostu opowiedzieć. To prawda, że z tej ostatniej części bije właśnie jakaś atmosfera spokoju i uporządkowania, pomimo, że całą książkę odczuwamy niemal ślad śledczego na plecach to mimo to mamy świadomość, że cała ta historia będzie musiała mieć pozytywne zakończenie…
Jak wspomniałam na początku, nie stanie się ta książka moją ulubioną ale i też na pewno nie zniechęci mnie do sięgnięcia po następną książkę Murakamiego, kiedy tylko ukaże się ona na naszym rynku.
Moja ocena 4.5 / 5.
O pierwszej części pisałam tu.
