
Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2011).
Najpierw to, co chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie, czyli jak ja się cieszę, że polscy autorzy przestali bać się pisania kryminałów! Uff…Ten po macoszemu do niedawna traktowany u nas gatunek zaczyna mieć swoich wielbicieli i przyjemnie jest oprócz rewelacyjnych na ogół Skandynawów przedstawicieli własnego narodu zajmującego się nim w sposób naprawdę dobry.
Po tym wstępie następna uwaga. Często bywa tak, że im bardziej coś chwalone na forach tym bardziej nieufnie do tego podchodzę. Wtedy zaglądam na forum Kryminały i Sensacje i poznaję opinie znajomych stamtąd i już wiem, warto po coś sięgnąć. Oczywiście, że nie wszystkie opinie pokrywają się z moimi, jednak zachwyty nad „Kobietą bez twarzy” Anny Fryczkowskiej, właściwie same zachwyty, jakie tam wyczytałam, okazały się jak najbardziej prawdziwe! I dobrze.
Dawno już coś aż tak mnie nie wciągnęło! To jedna z tych książek, które jak się zacznie, tak trudno jest się od nich oderwać.
Fryczkowska akcję „Kobiety bez twarzy” umiejscowiła w wiosce Świątkowice. To do tej wioski trafiają główni bohaterowie, czyli rodzina w kryzysie, Hanna Cudny i jej dwoje dzieci, dziesięciolatka Michalina i trzynastolatek Maks. Taty w tym układzie nie ma, jakiś czas temu bowiem wymiksował się z rodziny wybrawszy zamiast zmagania się z życiem śmiertelny skok przez okno. Jedyna głowa rodziny, którą z konieczności stała się Hania, będzie uczyć w miejscowy zespole szkół języka angielskiego a dzieci mają poznać nowe, spokojniejsze życie i dojść do siebie po strasznych przejściach.
Hanna Cudny zna wioskę, bowiem to w niej spędzała wakacje swego dzieciństwa, kiedy to jesteśmy mali, beztroscy i jak wszystko dobrze idzie, generalnie nie mamy się zbyt wiele czym przejmować.
Teraz Hanka ma na głowie wiele spraw, którymi musi się przejmować, swoją depresję po samobójczej śmierci męża, z którą kompletnie sobie nie radzi i coraz to dziwniejsze zachowania własnych dzieci. Być może chociażby powodowane tym, że jedno z nich wkracza w piekło wieku dojrzewania, drugie zaś, młodsza córka, znajduje w wioskowym stawie kobietę.
To taki kryminał, jaki lubię najbardziej czyli z obyczajowym tłem, licznymi obserwacjami współczesnego świata, kondycji człowieka, grupy, rodziny, stada. Obserwacje, które generalnie nie wychodzą na plus, niestety.
Frczykowska stawia brutalną tezę, w obecnym świecie nie ma miejsca na prywatne Arkadie. Oto wioska, która do dziś wydawała się być oazą spokoju i nudy wręcz, w której niby to nic się nie dzieje, staje się areną wydarzeń strasznych i paskudnych. Wiele jest w tych niby przyzwoitych jej mieszkańcach obłudy, fałszu i zła właśnie, jakiejś odwróconej moralności. Owszem, według mnie autorka nieco zbyt popadła w schematyzm (też znam trochę współczesną wieś i wiem, że nie jest tak, że naprawdę wszyscy jej mieszkańcy uczęszczają do Kościoła, podobnie, jak mam nadzieję, że nie jest tak, jak przed moim ślubem stwierdziła córka gospodarzy z mazurskiej wsi, która stwierdziła, że u nich na wsi to do Ślubu idzie się tylko w ciąży) ale rozumiem poniekąd jej zamysł. Jak inaczej pokazać utratę złudzeń, że po traumie, potwornym zniszczeniu, które miało miejsce w życiu, da się dojść do siebie w ongiś niewinnym miejscu wśród ludzi, którzy jak się zdaje, znają się od wieków, wszak wzrastali od zawsze wśród siebie?
Jak inaczej pokazać, że to, co kiedyś wydawało nam się bezpieczne i stałe zupełnie czymś takim nie jest i nawet być nie może?
Miasto kontra wieś, zdaje się mówić autorka i w tej konfrontacji miasto wbrew początkowym ułudom i nadziejom może jednak czuć się zwycięzcą. To wieś bowiem skrywa już nie tyle grzeszki, co grzechy śmiertelne i to tam owo dziejące się zło, na które przymyka się oczy, zdaje się tym straszniejsze, że nie ma tam owej anonimowości, jak dotąd oskarżanej najbardziej o znieczulicę wobec tego, co dzieje się wokół nas.
Fryczkowska , jak wspomina się w licznych recenzjach, faktycznie jest bacznym obserwatorem współczesnego świat. Intryga kryminalna wydaje się być jak najbardziej zrównoważona przez opis tła społeczno obyczajowego, które jak już wspomniałam, nie jest optymistycznym obrazem. W tym wszystkim są bardzo dobrze nakreślone postaci wszystkich bohaterów książki, zarówno głównych jak i tych drugoplanowych. Nikt tu nie jest przerysowany o co nietrudno gdy chce się napisać coś co ma z założenia wstrząsnąć czytelnikami. Niby to przecież zwykła wieś, jakich w Polsce wiele, tacy to zwykli przecież ludzie, których spotykamy w Kościele, sklepie, na wywiadówce dziecka, gdziekolwiek. I chociaż nie polubiłam głównej bohaterki to chyba nawet plus dla autorki, bowiem udało się jej stworzyć postać niemal z krwi i kości, budzącej konkretne emocje.
Od Autorki wiem, że następny Jej kryminał ma ukazać się w przyszłym roku i muszę powiedzieć, że na pewno będę na niego czekać z niecierpliwością i mam nadzieję, że będzie TYLKO lepszy od debiutu kryminalnego (bowiem ten literacki autorka ma już dawno za sobą, przypominam, że czytałam Jej książkę:)
http://chiara76.blox.pl/2007/06/Straszne-historie-o-otylosci-i-pozadaniu-Anna.html
zajrzałam do recenzji tamtej książki i ponownie muszę stwierdzić, że i tym razem nie podoba mi się okładka, coś autorka nie ma do nich szczęścia. Najważniejsze jednak, że książka dobra.
Moja ocena to 5 / 6.
