
Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. Warszawa (2011).
Przełożył Jan Kraśko.
Tytuł oryginału Fear the worst.
Tytuł adekwatny do uczucia każdego rodzica, którego dziecko pewnego dnia ginie. Wychodzi do pracy w hotelu, w którym miało pracować w wakacje i nie wraca do domu. Ginie bez śladu. Czy można sobie wyobrazić co czuje taki rodzic? Nie, nie można. Jedynie osoba, która czegoś takiego doświadczyła może wiedzieć, co czuje taki rodzic.
Córka Tima Blake’a jeszcze zdążyła zjeść z nim śniadanie. Zdążyli się nawet przy nim posprzeczać. Następnie wyszła do pracy recepcjonistki i ślad po niej zaginął. Tim początkowo myśli, że jest to tylko gest obrażonej nastolatki. Nastolatki, której jakiś czas temu runął dotychczasowy bezpieczny świat rodziny, kiedy rodzice rozstali się i odkąd przyszło jej mieszkać z nowym parnerem matki, synem tegoż partnera, a z tatą mieszka w wakacje.
Jednak Tom orientuje się szybko, że nie jest to obraza córki Sydney a coś znacznie poważniejszego. Tym bardziej, kiedy w hotelu, w którym córka miała pracować oznajmią mu, że nigdy o kimś takim nawet nie słyszeli.
Tim oczywiście powiadamia zarówno policję, jak i byłą żonę i jej partnera i próbują również na własną rękę znaleźć Syd, ale oczywiście nie jest to łatwe. Pomimo założenia strony intrenetowej poświęconej zaginionej i rozpytywaniu zarówno w hotelu, w którym niby to miała pracować nastolatka, jak również w sklepach dookoła.
Co stało się z Syd? Czy żyje czy uciekła z domu z jakiegoś konkretnego powodu? Czy rodzice w ogóle znali swoją córkę? Co tak naprawdę o niej wiedzieli? Te wszystkie pytania stawia czytelnik podczas lektury tego kryminału. Muszę przyznać, że Barclay pisze na dość równym poziomie. Akcja toczy się wartko, wciąż poznajemy nowe wątki i aspekty, które na pewno wpływają na akcję książki. Czyta się ją dobrze, pomimo, że jednak chyba z czasem coraz bardziej wolę kryminały skandynawskie, które skupiają się raczej na tle obyczajowym i społecznym.
To już trzeci kryminał mieszkającego od lat w Kanadzie Amerykanina, który czytałam i każdy z nich otrzymuje ode mnie tę samą ocenę. To dobrze, bo oznacza, że poziom autor trzyma podobny i następna książka powinna być na podobnym poziomie.
Na koniec cytaty z książki.
„Niewielu pracowników pytało mnie o nią bezpośrednio. Byłem ojcem, któremu zaginęła córka. Traktowali mnie jak zadżumionego”. (str. 59/60).
„Myślałem, że kiedy coś złego przydarza się twoim bliskim, wszystko staje, zamiera. Bo czy może być inaczej? Ale teraz powoli zaczynałem zdawać sobie sprawę, że to nieprawda. Życie toczy się dalej. Wstajesz. Jesz śniadanie. Idziesz do pracy. Pracujesz. Wracasz do domu, jesz kolację, idziesz spać. Tak jak wszyscy. Ale to coś ciągle tam jest. Żyjesz, ale jakbyś nie żył. Bo przez cały czas czujesz ten ciężar, jakbyś dźwigał na ramionach dwa wielkie pustaki, które przygniatają cię do ziemi i coraz bardziej wykańczają, tak że co wieczór zastanawiasz się, czy rano w ogóle wstaniesz. Ale wstajesz, kurwa, wstajesz. I tego dnia, i następnego, i dwa dni później. Z pustakami na ramionach. Bo one ciągle tam są”. (str. 84/85).
„Może jest tak, że jeśli dźwigasz już wielki ciężar, na barkach zawsze wystarczy miejsca na większy”. (str. 247).
Moja ocena 4.5 / 6.
