szczyt lenistwa…

…starsi czytelnicy ( ojej, jak to brzmi) wspomną zapewne z naszego siermiężnego acz jakże szczęśliwego dzieciństwa takie zeszyty, w których pisało się szczyty, szczyt głupoty, dowcipu itd itp.
Szczytem lenistwa dziś w moim wykonaniu okazało się wysłanie sms na balkon do siedzącego tam P. z zapytaniem, czy też nie ma dostępu do netu. Mnie się bowiem nie chciało ruszyć szlachetnego tyłka z kanapy. Dodam, że do przejścia do balkonu miałam jakieś siedem czy sześć większych kroków.
I jeszcze, jakby ktoś chciał ponarzekać na pogorszenie pogody, deszcze i opady to może zgłaszać pretensje do mnie,bowiem wyraźnie łączę ten fakt z zeszłoweekend’ową sobotą, kiedy to po latach poszukiwań udało mi się nabyć drogą kupna espadryle, które kiedyś w owym dzieciństwie siermiężnym stanowiło żelazny punkt mojego letniego ubrania.
I jeszcze, jak wiecie, moje życie ostatnio na pewno nie rozpieszczało mnie pewnikami. Ba, pokazało, że dzieje się wiele bez sensu i na pewno nic nie jest pewne, ale jeden pewnik coroczny właśnie się niedawno ukazał na forum turystycznym gazety a mianowicie odwieczne pytanie, bez którego lato nie było by latem, naprawdę, a mianowicie "dlaczego jeździcie z biurami podróży?". Dla mnie owo pytanie regularnie pojawiające się w okolicach szczytu sezonowych wyjazdów w ostatnich latach jest większym pewnikiem, niż to, czy będzie śnieg na Boże Narodzenie.

wznoszę toast…

…za przyjaciół. Takich prawdziwych, którzy są w stanie rzucić wszystko, co robią, zmienić swoje plany i przyjechać do człowieka tylko dlatego, że dzwonisz do nich będąc w dołku. Takich, którym nie musisz wyartykułować wprost, że prosisz o wizytę, a którzy sami to zaproponują słysząc twój głos.
A ja w ostatnim czasie też dowiedziałam się czegoś o sobie. I wyciągnęłam z tego lekcję.