![]()
Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2011).
Przełożył Michał Juszkiewicz.
Tytuł oryginału House Rules.
Po odpuszczeniu sobie paru książek tej autorki, które nastąpiło w wyniku przesytu jej stylem (poza tym ostatnia książka, jaką czytałam nie podobała mi się) wróciłam do jej prozy. I mam mieszane uczucia. Z jednej strony, cieszę się, że jest autorka, która zajmuje się właściwie zawsze tematyką trudną, często chyba niechętnie podejmowaną przez innych, z drugiej, zastanawia mnie, jak to jest, że kobieta, która chyba ma całkiem udane życie osobiste pisze na tak ciężkie i generalnie zawsze przygnębiające tematy. Nie wiem, czy skuszę się na następną jej książkę, chociażby miała dobre recenzje, bo chyba znowu czuję się jednak zmęczona. Nie stylem, ale chyba właśnie ciężarem tematu, przygnębieniem, jakie mnie na ogół ogarnia podczas lektury je książek. Być może jest tak w chwili obecnej, kto wie, jak będzie za czas jakiś, ale na razie chyba ponownie mówię basta.
Po tak długim wstępie przechodzę do słów na temat samej książki "W naszym domu".
Jedno przyznaję zawsze Jodi Picoult i chylę głowę za to, że jej się chce i że poświęca na to swój czas. Zawsze odrabia dobrze lekcję, czyli pisząc na jakiś temat widać jej zaangażowanie w poznanie go dogłębne i wniknięcie a nie liźnięcie tematyki zaledwie po powierzchni.
Tym razem Picoult postanowiła zmierzyć się z problemem autyzmu, konkretnie Zespołem Aspergera, który ma Jacob, jeden z braci, bohaterów książki.
Autorka stworzyła tym razem prozę, w której mamy też drugi wątek, nie tylko dotyczący autyzmu, ale kryminalny, który nierzadko przecież pojawia się w jej książkach.
Jak wspomniałam, bohaterami książki jest dwóch braci, Jacob i Theo, jego młodszy brat i ich matka, samotnie wychowująca synów, Emma. Ojciec chłopców zdezerterował w momencie zdiagnozowania starszego syna (nota bene, dziecko zmienia się po szczepieniach, ten sam motyw występował w filmie, o którym kiedyś pisałam "Usłyszeć ciszę").
Jacob ma pasję, wręcz obsesję, jaką jest jego zainteresowanie kryminalistyką i metodami śledczymi. Interesuje się tym silnie do tego stopnia, że raz nawet pomaga miejscowej policji w rozwiązaniu wyjątkowo niejasnej zagadki zbrodni. Ma satysfakcję jednak do czasu. Do chwili, kiedy zostanie zamordowana jego nauczycielka a raczej instruktorka zachowań społecznych, młoda studentka Jess. Początkowo o mord zostaje oskarżony jej chłopak, który źle traktował dziewczynę, potem jednak sytuacja zmienia się na niekorzyść Jacoba, który zostaje oskarżony o zbrodnię na Jess.
Emma wynajmuje młodego adwokata i próbuje zrobić wszystko, aby pomóc synowi. Ale nie jest to łatwe.
To jeden aspekt książki, wątek kryminalny. Drugi, to problem niepełnosprawności a raczej nie tyle samej niepełnosprawności co istoty bycia rodzeństwem osoby niepełnosprawnej bądź ogólnie mówiąc, chorej. Poznajemy więc zarówno samego Jacoba, jego matkę ale i młodszego brata, Theo, który jak wynika z jego własnych myśli, refleksji, nie jest zachwycony sytuacją, w jakiej się znalazł. Na swój sposób na pewno kocha brata, w końcu ma go tylko jednego, jednak nie ukrywa, że życie z taką osobą, jak Jacob jest częściej, niż można przypuszczać trudne i często bardzo uciążliwe. Praktycznie całe życie rodzinne, owe tytułowe (tytuł oryginalny) "zasady tego domu" zostały podporządkowane Jacobowi i jego niepełnosprawności.
Nie wiem, na ile autorka zgłębiła dane i opinie rodzeństwa osób chorych czy niepełnosprawnych. Nie wiem więc jak jest naprawdę. Obraz wynikający z tej książki nie jest optymistyczny. Mimo, że Theo dostosowuje się do reguł, do tego, jak ma funkcjonować, nie jest szczęśliwy a efektem tego jest chociażby to, co robi czyli najpierw podgląda szczęśliwe w jego mniemaniu rodziny a następnie zaczyna włamywać się do domów takich rodzin aby pooddychać atmosferą szczęścia i prawdziwego domu.
Nie wiem, jak mówię, na ile można wierzyć samej autorce, która z tego, co się orientuję tematykę zna jedynie w teorii.
Domyślam się, że życie takie rodzeństwa nie jest lekkie, że są rodzice, którym pewnie udaje się łączyć posiadanie dziecka chorego i zdrowego i rozdanie swojej uwagi po równo, ale domyślam się też, że są i takie przypadki, w których zdrowe dziecko pozostaje same sobie. Nie podobało mi się, że autorka, tak mi się zdaje, dość tendencyjnie ujęła temat, przykłady w książce (dotyczące różnych rodzajów niepełnosprawności) potwierdzają tę druga tezę, w której raczej uwaga rodziców skupia się głównie na dziecku niepełnosprawnym, co skutkuje nieciekawymi efektami. A może autorka nie przesadza? Może to brutalna rzeczywistość? Wolę tak jednak nie myśleć, bo zwyczajnie, chyba zbyt przygnębiająca jest taka świadomość, wolę więc sądzić, że Picoult nagięła nieco dane, rzeczywistość aby bardziej uwiarygodnić swoje pomysły w książce. Nie wiem, nie wiem i prawdę mówiąc, nie chcę się nad tym zastanawiać.
Szczerze mówiąc, to ten właśnie temat bardziej zajął mnie podczas lektury, niż sam wątek kryminalny.
Mimo, że samą książkę oceniam ogólnie dobrze, to jak wspomniałam, zamierzam ponownie odpocząć od jej prozy, chyba zbyt przygnębiająco na mnie działa.
Moja ocena to 5 / 6.
