„Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza”.

Wydana w wydawnictwie Nasza Księgarnia. Warszawa (2010).

Moje dzieciństwo było super. Nic nie poradzę na to, że mając pokomplikowaną sytuację rodzinną wciąż ten okres życia wspominam jako jeden z najlepszych w życiu.
A częścią, ważną częścią tego dobrego dzieciństwa  na pewno były książki, w końcu, niby dlaczego czytam od czwartego roku życia?  Elementem lektury dzieciństwa były oczywiście małe książeczki z cyklu "Poczytaj mi mamo" znoszone do domu przez Mamę, oczywiście. Te wydawane na jak sądzę po latach, pewnie nie rewelacyjnej jakości papierze, za to z treścią i ilustracjami, jakich na pewno po tylu latach nie muszą się wstydzić. To był czas starannego dobierania lektur dla dzieci. To był czas, kiedy autorzy dla dzieci nie mogli (wynikało to zapewne z prostej peerelowskiej rzeczywistości i realiów) założyć, że na swoich książkach zbiją fortunę. A mimo to tworzyli wspaniałości.
Zupełnie przypadkowo odkryłam na stronie internetowego sklepu, że oto w zeszłym roku wydano pierwszy zbiór owych książeczek znanych na pewno, o to mogę się śmiało założyć, niejednemu czytelnikowi mojego bloga.
Oczywiście, że nabyłam. Powroty w krainy szczęśliwości są takie słodkie. Przypomina się czas niewinności, przekonania, że jedynym problemem jest fakt tego, że trzeba iść spać zaraz po "dobranocce"…
I oto wkroczyłam w świat swojej przeszłości. Czy się bałam? No jasne, że tak. A jak okaże się, że to było nie to, a jak teraz mnie to już nie rozbawi, nie wzruszy?? Nie. Jakże się myliłam. Oczywiście, że okazało się, że (gdzie ten mózg gromadzi takie informacje, te wspomnienia, o których wydaje się, że się już nie pamięta) pamiętam większość z opowiadań w tym tomie. A te, których nie pamiętam, to jak sądzę dlatego, że tych książeczek po prostu nie miałam w tamtych czasach w moim zbiorze.
Ha, okazuje się, że niektóre teksty ("gdzie się podziały moje daktyle?…") człowiek nawet fragmentarycznie, ale pamięta.
Zbiór to dość skromny, jak na swoją cenę, bo opowiadań jest według mnie trochę mało, bo tylko dziesięć, ale…wydawnictwo i tak ma we mnie klienta na ciąg dalszy, taka prawda, że najłatwiej "żerujemy" na wspomnieniach szczęśliwości, w końcu, jak pokazały badania, podobno lubimy zapach wanilii i czekolady, bo z dzieciństwem się właśnie kojarzy;) Zresztą, na stronie wydawnictwa cena jest niższa, niż w sklepach, myślę, że zainteresowani warto aby tam dokonali zakupu, różnica jest znaczna.

Jak wspomniałam opowiadań jest dziesięć, autorstwa Danuty Wawiłow, Sławomira Grabowskiego, Marka Nejmana, Janiny Porazińskiej, Heleny Bechlerowej, Joanny Papuzińskiej.
Wszystkie, to solidna dziecięca literatura. Oczywiście na poziomie tego wczesnego dzieciństwa, przedszkolnego według mnie. Opowiadania zaś ozdobione są wspaniałymi, barwnymi ilustracjami, które podobały mi się tak samo, jak wtedy, kiedy je oglądałam sama dzieckiem będąc.

Moje ulubione opowiadania (po latach również;) to "Kolczatek", "Chcę mieć przyjaciela", "Przygoda na balkonie", "Agnieszka opowiada bajkę".

Na koniec zbioru, przedstawione są sylwetki zarówno autorów opowiadań, jak również ilustratorów właśnie, co stanowi interesujący dla mnie dorosłej już teraz, dodatek do książki.

Powiem tak. Jeśli nie macie tych książeczek we własnych zbiorach, jako po prostu pozostałości własnego dzieciństwa, a macie ochotę poczytać je komuś, kogo znowu te opowieści ucieszą, zachwycą i sprawią mu odrobinę szczęścia, oczywiście-waszym dzieciom-nie wahajcie się. Zapewniam, spędzicie wspaniały czas, nie tylko dając czas i mądrą lekturę własnemu dziecku, ale zapewnicie sobie wspaniały powrót do dobrych, szczęśliwych lat.

Moja ocena 5.5 / 6.