jestem żeńską szowinistyczną świnią…

…fajny tytuł, co? Testuję, czy wrzucą mojego blogaska na główną, zauważyłam bowiem, że im bardziej dziwny temat wpisu, tym chętniej umieszczają (poza tymi stałymi blogami, które kotłują się tam w nieskończoność, ale to już inna historia).

O pismach znowu będzie. Ostatnio ponarzekałam (kolejny raz) na "Zwierciadło", że się popsuło, że klimat wsiąkł, jak rozlana kawa w wykładzinę, że to, że tamto.

"Twój Styl" kupuję baaardzo okazyjnie. Najczęściej numer lutowy, który zawsze ma chiński horoskop (przypominam, że dziś rozpoczyna się nowy chiński rok, tym razem Rok Królika). Tak więc znam to pismo raczej okazyjnie. Swego czasu, na samym początku regularnie przeglądałam je u M. Matka M. je kupowała, więc przy okazji przyjacielskich pogaduch zawsze sobie je przeglądałyśmy. Wtedy, na kieszeń nastolatki, było dla mnie za drogie i traktowało nie zawsze o tematach, jakie mnie interesowały w tamtym momencie, na początku było mocno o ciuchach, kosmetykach, wszystko to polane było mocno ekskluzywnością, przynajmniej jak na tamte czasy po przełomie takie się nam wydawało.

No i jak mówię, jakoś się z tym pismem nie zaprzyjaźniłam, ale czasem nabywałam, a już zawsze ten numer z horoskopem.
Wczoraj też nabyłam, z racji, jak wyżej.
Zaglądam i marudzę do P. "O, a co to za nowość? Naczelnym kobiecego pisma jest facet?". P. nic, nawet powieka mu nie drgnęła, dalej kroił sałatkę, jakby to było najbardziej pasjonujące zajęcie na świecie. (A już sobie wyobrażam, co by usłyszał ode mnie, gdyby mi ponarzekał, że jego ukochane pisma komputerowe zostały objęte przez naczelną babę;).

Zaczęłam czytać i…wsiąkłam!! Totalny odjazd. Szok, ale taki pozytywny. Ha. Pismo dla mnie. Właściwie prawie każdy artykuł w nim mnie zainteresował.
I tak oczywiście przeczytałam wywiad z Colinem Firthem, którego bardzo lubię i dla zasadzie przekory ten z Alicją Bachledą-Curuś (nic ciekawego, szczerze mówiąc, blado i nijako, niestety). Pośmiałam się na wspomnieniach, w kim w ciągu dwudziestu lat się podkochiwałyśmy (z przymrużeniem oka, ale zdjęcie Lisa sprzed tylu lat , haha, bezcenne).
Zaciekawił mnie artykuł dotyczący postawy matek, które matkami się stając nie chcą wyrzec się kobiecości i własnych zainteresowań,. pasji, (co tak jest potępiane często w naszym społeczeństwie) i bardzo zainteresował ten na temat agresji kobiet.
Ogromnie ciekawy okazał się reportaż o paniach, które mają nietypowe i mocno stresujące zawody, szczególnie moją sympatię wzbudziła pani neurochirurg, która wprost powiedziała, że przy jej stylu życia na rodzinę miejsca się znaleźć nie dało,ale ona jest szczęśliwą osobą.
Ciekawy jest artykuł o monarchiach Europy, a raczej ich podejściu do wydawania pieniędzy.
Przede mną jeszcze trochę lektury. Bo jest jeszcze wywiad z Wojciechem Mannem, jeszcze dwa artykuły o kobietach (tych z zasadami i tych, które rozpoczęły własną działalność gospodarczą).
O kosmetykach też jest ciekawie i tyle, co mi pasuje, czyli ani dużo ani mało, o ciuchach też w sam raz.
No, pismo dla mnie (przynajmniej ten numer). No i ten chiński horoskop nie najgorszy, czyli jakoś to będzie.

Po lekturze, która umila mi walkę z choróbskiem (kaszlę jak najprawdziwszy górnik przodowy) poszłam do P., spuściłam skruszona głowę i mówię "Pamiętasz, jak narzekałam, że naczelnym jest facet?". Łypnął okiem. Pamięta. Ja "No więc, odszczekuję moje narzekania. Facet stworzył pismo, które mi pasuje. Nie udaje (pismo, nie facet) innego, niż ma być. Nie sili się na pseudofilozofię i wydumany klimat, zaciekawia i interesuje, sprawia,że mam chęć na więcej. Chyba się z nim polubię".

No i jak tu nie stwierdzić, że kierując się w życiu stereotypami (nawet tymi nieuświadomionymi, jak widać) możemy coś stracić czy uda nam się coś przeoczyć.

Macie swoje ulubione pisma? Czytujecie coś regularnie?

ps. acha, a jeszcze w tym lutowym numerze jest płyta dvd z filmem o Coco Chanel, może kogoś to zainteresuje.