„Niechciane”. Kristina Ohlsson.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2010).
Przełożyła Grażyna Pietrzak-Porwisz. Tytuł oryginału Askungar.

Kolejna autorka kryminału (przynajmniej obecnie, bo kto wie, co jej w przyszłości zamarzy się w tej kwestii) pochodząca ze Skandynawii, konkretnie, ze Szwecji. "Niechciane" to jej pierwsza książka. Debiut ten jest według mnie ani rewelacyjny ani kiepski. Poprawny i całkiem dobrze się go czyta. A jednak, mimo tego, że w książce oprócz kryminalnej fabuły pojawiają się typowe dla skandynawskich książek problemy współczesnego świata, przemoc w rodzinie, problemy społeczne, walka z uprzedzeniami i nierównościami chociażby na gruncie zawodowym, czegoś mi w niej zabrakło albo inaczej mówiąc, było poprawnie ale nie rzuciło na kolana. Niemniej jednak być może sięgnę po dalsze książki tej pani, szczególnie, kiedy wydawnictwo zdecyduje się na obniżenie ceny, zobaczy się.

Akcja książki rozpoczyna się w momencie, kiedy z pociągu, którym podróżuje matka z małą córką ginie właśnie ta córka. I jak to bywa najczęściej, a o czym wspominałam niedawno opisując świetny film "Zniknięcie" niby w pociągu był tłok a właściwie nikt nic nie widział. A przecież nie jest to proste porwać dziecko tak aby nikt tego faktu nie zauważył.
Niestety, jest to dopiero początek porwań dzieci, które nastąpią  czego na samym początku policjanci się nie spodziewają.
Podczas lektury poznajemy pracujących przy tej sprawie policjantów jednej z komend, jak również, co interesujące, panujące na komendzie stosunki. Jednym z pracowników jest bowiem trzydziestoparoletnia Frederika, analityk śledczy, która jest pracownikiem cywilnym, co nie wszystkim się podoba. Nagle okazuje się, jak wiele uprzedzeń może zmieścić się w małym zdawałoby się gronie współpracujących osób. Frederika musi walczyć nie tylko z przestępcami ale przede wszystkim z owymi uprzedzeniami właśnie. Czy wyjdzie z tego obronną ręką? O tym przekonacie się w czasie lektury.
Podsumowując, poprawnie, ale nie rzuciło mnie na kolana.
Mimo to doczytałam do końca, w kąt nie rzuciłam, dlatego moja ocena tej książki, to 4 / 6.

wypisać się czasem trzeba…

..zmęczona jestem. Zmęczona tym, że nie idzie, jak by się chciało, jak powinno, jak się miało plany itd itp. Niektórych ludzi niepowodzenia mobilizują. Być może. Mnie nie. Na mnie działają przygnębiająco, odbierają siłę do dalszych działań. Obecnie jestem w naprawdę kiepskiej formie. Kompletnie oklapłam. Czuję się pozbawiona siły. Od paru miesięcy nic tylko muszę podejmować decyzje. Pewne już zupełnie nietrafione. Ale jak to mawia K. na daną chwilę trzeba podjąć jakieś konkretne decyzje, które prędzej czy później owocują. Na daną chwilę, co logiczne, taka decyzja jest jasna i konkretna, nam wydaje się być dobra a przynajmniej w przypadku dwóch ścieżek, lepsza. Czas pokazuje, jak różnie może być. Owszem, truizmem trąci, nie zaprzeczam.
Poirytowana jestem, denerwują mnie ludzie, nie mówię, że wszyscy, ale ostatnio, niestety, większość. Szczególnie osoby z rodziny, o których lekko nadmieniłam niedawno. Skąd u ludzi bierze się tak silnie i agresywnie roszczeniowa postawa względem innych i świata? nie pojmę.
Dlatego zamykam się w sobie jeszcze bardziej, niż jest to możliwe u mnie. Nie chcę się tłumaczyć, nie chcę podawać argumentów, tym bardziej, że w mojej sytuacji sprawdza się powiedzenie, że "syty głodnego nie zrozumie" i to, co kiedyś śmieszyło teraz już tak nie bawi.
Chciałabym dorwać jakąś lekturę, która pozwoliłaby mi się oderwać od świata, przenieść w świat literacki nawet jakiś totalnie abstrakcyjny, skoro ten realny tak ostatnio daje się we znaki. Parę dni temu miałam sen ze spadającymi na mnie z nieba autobusem i innym autem. K. wtedy powiedziała, że niedobrze go interpretuje, ja jej na to, że tak się teraz czuję, za dużo spraw, o których tu nie piszę, spada mi na łeb i jakoś czuję się przytłoczona.
Upały zelżały po wczorajszej burzy i dobrze, bo ciężko się żyje w mieście bez klimy. Sypiam "po włosku" czyli pod białym, dającym przyjemne odczucie prześcieradłem, co sprawia, że jest trochę lżej. Dziś śniła mi się znajoma, która potraktowała mnie źle, takich snów też nie lubię.
Kasuję swoje konto na naszej klasie. Ich nowy, drażniący mnie regulamin to sprawił i bardzo dobrze, bo jak wiecie, nie cierpiałam tego serwisu. Nie wiedzieć, co mnie skłoniło w ogóle do założenia tam konta. Obecna sytuacja sprawiła, że nk podjęła decyzję o skasowaniu konta za mnie i dobrze, jak to fajnie, jak ktoś za mnie jakąś decyzję podjął, nieważne nawet jak głupią i błachą. Za sześć dni będzie finito i very well, jak mawiają wyspiarze;) Co tam jeszcze, jak już się tak wypisuję? Ano , z innych przyczyn zajrzałam na swoje konto niby to nieczynne na facebooku, oczywiście okazało się, że banalnie mogę je przywrócić. Oczywiście korzystać z niego nie będę, bo nigdy nie pojmę tego, jak facebook działa, być może jestem niekumata, wisi mi to szczerze mówiąc. Zajrzałam li i jedynie dlatego, bo z tegoż miejsca miałam wejścia na blog, pojęłam , kiedy odnalazłam swoją recenzję zalinkowaną tamże w koncie? książki Murakamiego "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu". Powrót , nawet taki żaden na ten serwis z kolei zaowocował spamem, jaki przyszedł mi z konta jednej z osób, którą mam w kontaktach. Oczywiście osoba ta tego nie wysyłała, ale na temat bezpieczeństwa netowego dało mi do myślenia. Tak więc na razie zmieniłam adres emailowy na taki, z którego praktycznie nie korzystam hehe. A konto pewnie zostawię na zasadzie, jak będę mieć jakieś wejścia na blog, to przynajmniej zobaczę, o co chodzi, bo P. konta na facebooku nie ma i jak mi mówi, nie zamierza mieć, więc muszę korzystać z błędu, jaki kiedyś popełniłam tam konto zakładając i przynajmniej czerpać z tego korzyści.
Zbliża się powoli moja szósta rocznica blogowania. Nie wiem, czy coś na ten temat popełnię, tym bardziej, że co ciekawe, zauważyłam, że rok temu miałam podobne refleksje, mam jakieś właśnie bardziej trzeźwe spojrzenie na blogowanie swoje i cudze. Czyżbym się wypaliła blogowo? Czy blog powinien zmienić swoje oblicze i na przykład skupić się jedynie na książkach , filmach i podróżach? Czy w ogóle go sobie darować. Nie wiem jeszcze. Może to chwilowy kryzys, całkiem prawdopodobne.
Łomatkokochana, się rozpisałam, jak nie ja, no serio. Ale w sumie nikt nie musi czytać, nie?