„Ostatnie tchnienie”. Denise Mina.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2010).
Przełożył Maciej Świerkocki.
Tytuł oryginału The Las Breath.

Poprzednie dwie części cyklu o dziennikarce Paddy Meehan, dziennikarce, która bez niczyjej pomocy sama wywalczyła sobie swoją pozycję w świecie nie tylko otaczającym ją, ale dokładniej w świecie dziennikarstwa podobały mi się bardzo. Na pewno dlatego, że umiejscowiono je w czasach burzliwych reform pani Tatcher, a ten rozdział w historii WB interesuje mnie . Również w dwóch poprzednich częściach "Polu krwi" i "Martwej godzinie"
Ta część, kończąca cykl o Paddy , podobała mi się najmniej. Na pewno przez fakt przesunięcia akcji o dziesięć lat, akcja książki bowiem dzieje się w roku 1990. Zabrakło mi również tych obserwacji społecznych, które tak zachwyciły mnie u świetnej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości w dwóch poprzednich częściach. Również intryga kryminalna jakoś najmniej mnie zainteresowała. Najbardziej interesującym wątkiem okazał się dla mnie nie ten kryminalny a ten, który swój początek ma w pierwszej części cyklu. Oto bowiem w tej części z więzienia wychodzi obecnie dorosły już, bo dziewiętnastoletni sprawca, a raczej, współsprawca okrutnej zbrodni na małym dziecku. Sprawca, który sam był dzieckiem w chwili morderstwa ofiary. Jego powrót do społeczeństwa interesował mnie szczególnie.
Natomiast sama akcja książki zaczyna się w chwili, kiedy ginie dawny kochanek Paddy, mężczyzna, który był dziennikarzem mającym rozmaite kontakty. Bywał na Bliskim Wschodzie ale i w Afryce, w rozmaitych punktach zapalnych. Pojawiają się plotki, że sprawcami są jednak osoby z IRA. Paddy nie do końca w to wierzy, jednak pewne mające nastąpić wkrótce wydarzenia sprawią, że przyjdzie jej ponownie podjąć coś w rodzaju prywatnego śledztwa. Jak zwykle Paddy jest w tym wszystkim samotna, przynajmniej ze strony policji. Tym razem jednak jest inaczej, Paddy musi być ostrożna, ma bowiem dla kogo żyć, a tą osobą jest jej synek.
W tej części najbardziej według mnie doszły do głosu prywatne opinie samej autorki, wcześniej owszem, przemycane, jednak nie aż w takim natężeniu.
W dwóch poprzednich książkach było to, co tak mnie zachwyca we współczesnych kryminałach, czyli mnóstwo obserwacji społecznych, psychologicznych. Niepokoje i lęki związane z odwiecznym konfliktem między katolikami i protestantami, poczucie zagrożenia dla rodziny po tym, jak głowy rodzin masowo traciły prace i często jedynym żywicielem licznych w przypadku katolickich rodzin z irlandzkim rodowodem stawały się dzieci tychże głów rodzin. To wszystko niby to w tle a jednak równie ważne i dające do myślenia, plus ciekawy pomysł na fabułę kryminalną, to było to.
Mimo, że mniej podobała mi się ta ostatnia część trylogii oceniam ją na 4.5 / 6.