…nie ma co ukrywać, lata lecą. Ja, co wiedzą moi znajomi i stali czytelnicy bloga, własnych Urodzin nie lubię serdecznie. Cieszę się, że ten dzień raz tylko w roku.
Patrząc na cykl roczny, można powiedzieć, że nie był to dla mnie dobry rok, więc właściwie z chęcią się z nim żegnam. 33 rok życia nie okazał się ani szczególnie szczęśliwy ani przełomowy. Przyniósł za to wiele smutku i trochę goryczy. Jak to w życiu. Nie byłam w Grecji, a więc nie był okraszony nawet namiastką szczęścia. Zmarł mi Ojciec, zerwała się jedna znajomość, w dodatku w nieprzyjemny sposób, umarł Sówka i generalnie na plus go nie oceniam jakby nie było.
Chciałabym, aby zaczynający się trzydziesty czwarty rok życia przyniósł mi więcej szczęścia i radości, tak po prostu. I tak zwanego świętego spokoju i mniej nieprzyjemności.
Pomarzyć w dniu własnych Urodzin sobie można, prawda?
Specyficzne to dla mnie będą Urodziny jako, że w tym dniu jednak jakby nie było myślami jesteśmy przy tych, którzy życie nam dali. Ja jako półsierota myśli mam trochę smutne i gorzkie. Chcę spokojnie spędzić ten dzień, prawdopodobnie dla większości po prostu w nudny sposób, ale szczerze mówiąc, to jest właśnie to, co jest mi obecnie najbardziej potrzebne.
Jakby co, to to jest wpis, w którym można się wpisywać z życzeniami…;)
I sentymentalnie, z lat młodości durnej i chmurnej ale cudownej, bo właśnie mojej;)) do posłuchania…
Paryż, znowu Paryż;)
…i Sztokholm zagościły u mnie w skrzynce.
Oprócz przesyłek urodzinowych zastałam w skrzynce dwie pocztówki niespodziankowe totalnie, jakimi były z Paryża i ze Sztokholmu właśnie.
Trzecia w niedługim czasie pocztówka z Paryża (tym razem otrzymana od Capucine), hmmm, czyżby to miasto coś mi sugerowało? Zapraszało w swoje progi? Na razie i tak nic z tego ale nie powiem kusi. Tym razem na kartce ujęcie stoiska bukinisty (napisało mi się najpierw stosika ale czyż bukiniści nie mają smakowitych stosików książkowych na swoich stoiskach?:), przy drzewie na pierwszym planie a w tle kawałek Katedry Notre Dame de Paris. Na pewno przechodziliśmy i to pewnie niejeden raz obok tegoż sprzedawcy, ha!
Kartka ze Sztokholmu od Monoli zaś zdecydowanie w klimacie zimowym. Ścięte lodem nabrzeże, oświetlone wesoło barki przy nabrzeżu i rozświetlone również owe kamieniczki z zamkowymi elementami w tle, o których z Ekolozką swego czasu sobie rozmawiałyśmy w tym wpisie.
Dziękuję dziewczyny za miłą niespodziankę;)
czasem mamy ochotę na lekturę…
…, która poruszy , da nam coś więcej, niż samą przyjemność czytania ale skłoni do refleksji, przemyśleń.
Pomimo, że ja chyba po nią nie sięgnę (przyznam, że po prostu ostatnio mam chęć na coś lżejszego, moje nastroje do tego mnie skłaniają) to nie powiem, zaciekawił mnie sam opis tej książki.
Może więc ktoś z Was sięgnie po "Martwą Europę" Christosa Tsiolkasa.
Wklejam link do strony o książce, może Was zainteresuje?
Martwa Europa.
Jerozolima…
…wczoraj do mnie dotarła pod postacią pocztówki od Nutty.
Trochę jej zeszło, bo na stemplu data wysłania ni mniej ni więcej a 9 luty widnieje, ale…najważniejsze, że doszła, tym bardziej, że z tamtych stron kartek prawie w ogóle nie mam w zbiorze. Na pocztówce można podziwiać Stare Miasto (fragment Wzgórza Świątynnego) ze szczytu Góry Oliwnej.
Dziękuję za pamięć i kartkę, tym bardziej, że jak mówię, z miejsca, z którego nieczęsto dostaje pocztówki.
„Prywatne życie Pippy Lee”. Rebecca Miller.

Wydana w Wydawnictwie MUZA. (2010). Tłumaczenie Jędrzej Polak.
Wyjątkowo napiszę (właściwie może powinnam zacząć robić to stale przy recenzjach?) tytuł oryginalny, a mianowicie "The Private Lives of Pippa Lee".
Liczba mnoga w tytule oryginalnym jest ogromnie ważna dla całej książki. Tak przynajmniej ja to odbieram. Bo bohaterka, o której jest książka , tytułowa Pippa Lee nie ma wbrew pozorom jednego życia. Ma ich kilka. Oczywiście nie jednocześnie. Ale w jej życiu są konkretne rozdziały, które decydują o tym, jaka jest i kim jest , kiedy rozpoczynamy lekturę książki.
O tym pisałam już , kiedy pisałam o swoich refleksjach po "Pani Wyroczni" Margaret Atwood , czyli o tu.
"Prywatne życie Pippy Lee" (zekranizowana już) to książka z Ameryki autorstwa Rebecci Miller. Dla mnie to dość niezwykła lektura, jak się bowiem sama zorientowałam, chyba niewielu autorów czytam ze Stanów właśnie. A chyba to błąd. Nie daję im szansy i chyba coś tracę. Tym bardziej cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę właśnie, bo naprawdę wciągnęła mnie, zainteresowała i spowodowała , że po lekturze wiele myśli krąży mi po głowie.
Już sam tytuł mnie zaintrygował. Prywatne życie…czy życie nie jest samo w sobie prywatne? Tak się wydaje. Ale czy nie jest tak, że wtłaczamy się z większą czy mniejszą ochotą w role? Córek, żon, matek, przyjaciółek, kochanek, pracownic itd itd? A sięgnięcie do istoty samej siebie tak często jest odbierane jako egoizm?
Pippa Lee jest pięćdziesięciolatką. Jej mąż ma lat osiemdziesiąt. A dzieci są po dwudziestce. Bliźniaki. Wydaje się, że jest nieźle. Naprawdę, bywa gorzej. Ale , co z chwilą, kiedy małżonkowie decydują się przenieść do położonego pod Nowym Jorkiem osiedla dla emerytów , uświadamia sobie Pippa coraz bardziej intensywnie , bywa lepiej. Dużo lepiej. Tylko, jak się okazuje, nie w jej obecnym życiu. Nie w tym, które od ponad trzydziestu lat prowadzi ona sama. Ona, córka matki, którą targały wielkie problemy owocujące tym a nie innym (nie chcę za wiele zdradzać). Ona, żona, patrząc z boku, idealna.
Książka składa się z czterech części, w których poznajemy zarówno Pippę i jej męża, jak i przeszłość Pippy, która niewątpliwie uwarunkowała ją taką, jaką jest.
Pippa powtarza wobec córki podobne błędy jak jej matka wobec niej samej. Wydawać by się mogło, że to nie jest możliwe, ale według mnie to właśnie jak najbardziej realne. Najbardziej częste.
Nie chcąc za wiele zdradzać z treści książki, powiem, że proza to konkretna. Nie oszczędzająca. Bez znieczulenia. Ale przez to prawdziwa. Bez happy endów. A może właśnie "z"?
W kązdym razie, podkreślająca, że nie można pewnych etapów w naszym życiu traktować jako zadośćuczynienia. Pewne gesty nie są możliwością "wykupienia się". Nie da się zastąpić kogoś kimś innym ani wykorzystać nowego życia do tego aby stać się po raz kolejny i ostatni lepszym do granic możliwości. Odkupienie win dzieje się chyba w sumieniu, nie w nowych szatkach, jakie się przywdziewa. Prędzej, czy później , skończy się ochota do gry i powrócimy do naszego prawdziwego ja. Być może jednak zmienionego pod wpływem doświadczenia i czasu po prostu. Ale sami siebie nie oszukamy. Taka jest prawda.
Moja ocenia książki 5 / 6.
