„Prywatne życie Pippy Lee”. Rebecca Miller.

Wydana w Wydawnictwie MUZA. (2010). Tłumaczenie Jędrzej Polak.

Wyjątkowo napiszę (właściwie może powinnam zacząć robić to stale przy recenzjach?) tytuł oryginalny, a mianowicie "The Private Lives of Pippa Lee".

Liczba mnoga w tytule oryginalnym jest ogromnie ważna dla całej książki. Tak przynajmniej ja to odbieram. Bo bohaterka, o której jest książka , tytułowa Pippa Lee nie ma wbrew pozorom jednego życia. Ma ich kilka. Oczywiście nie jednocześnie. Ale w jej życiu są konkretne rozdziały, które decydują o tym, jaka jest i kim jest , kiedy rozpoczynamy lekturę książki.
O tym pisałam już , kiedy pisałam o swoich refleksjach po "Pani Wyroczni" Margaret Atwood , czyli o tu.

"Prywatne życie Pippy Lee" (zekranizowana już) to książka z Ameryki autorstwa Rebecci Miller. Dla mnie to dość niezwykła lektura, jak się bowiem sama zorientowałam, chyba niewielu autorów czytam ze Stanów właśnie. A chyba to błąd. Nie daję im szansy i chyba coś tracę. Tym bardziej cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę właśnie, bo naprawdę wciągnęła mnie, zainteresowała i spowodowała , że po lekturze wiele myśli krąży mi po głowie.

Już sam tytuł mnie zaintrygował. Prywatne życie…czy życie nie jest samo w sobie prywatne? Tak się wydaje. Ale czy nie jest tak, że wtłaczamy się z większą czy mniejszą ochotą w role? Córek, żon, matek, przyjaciółek, kochanek, pracownic itd itd? A sięgnięcie do istoty samej siebie tak często jest odbierane jako egoizm?

Pippa Lee jest pięćdziesięciolatką. Jej mąż ma lat osiemdziesiąt. A dzieci są po dwudziestce. Bliźniaki. Wydaje się, że jest nieźle. Naprawdę, bywa gorzej. Ale , co z chwilą, kiedy małżonkowie decydują się przenieść do położonego pod Nowym Jorkiem osiedla dla emerytów , uświadamia sobie Pippa coraz bardziej intensywnie , bywa lepiej. Dużo lepiej. Tylko, jak się okazuje, nie w jej obecnym życiu. Nie w tym, które od ponad trzydziestu lat prowadzi ona sama. Ona, córka matki, którą targały wielkie problemy owocujące tym a nie innym (nie chcę za wiele zdradzać). Ona, żona, patrząc z boku, idealna.

Książka składa się z czterech części, w których poznajemy zarówno Pippę i jej męża, jak i przeszłość Pippy, która niewątpliwie uwarunkowała ją taką, jaką jest.
Pippa powtarza wobec córki podobne błędy jak jej matka wobec niej samej. Wydawać by się mogło, że to nie jest możliwe, ale według mnie to właśnie jak najbardziej realne. Najbardziej częste.

Nie chcąc za wiele zdradzać z treści książki, powiem, że proza to konkretna. Nie oszczędzająca. Bez znieczulenia. Ale przez to prawdziwa. Bez happy endów. A może właśnie "z"?
W kązdym razie, podkreślająca, że nie można pewnych etapów w naszym życiu traktować jako zadośćuczynienia. Pewne gesty nie są możliwością "wykupienia się". Nie da się zastąpić kogoś kimś innym ani wykorzystać nowego życia do tego aby stać się po raz kolejny i ostatni lepszym do granic możliwości. Odkupienie win dzieje się chyba w sumieniu, nie w nowych szatkach, jakie się przywdziewa. Prędzej, czy później , skończy się ochota do gry i powrócimy do naszego prawdziwego ja. Być może jednak zmienionego pod wpływem doświadczenia i czasu po prostu. Ale sami siebie nie oszukamy. Taka jest prawda.

Moja ocenia książki 5 / 6.