…wreszcie, wreszcie można było odbyć spacer do lasu, taki porządny, z długim łażeniem, wypatrywaniem i nasłuchiwaniem ptaków, poczuciem solidnego zmęczenia…
Ja wiem, że są osoby, które zimę lubią, wiem też, że Wy wiecie, że ja zimy nie cierpię. Co zawsze rozumiem z większą mocą w ten pierwszy naprawdę wiosenny dzień, kiedy aby wyjść na spacer nie muszę wdziewać stosów krępujących ciuchów, kiedy powietrze pachnie tak, że aż się w głowie kręci, kiedy las, do którego się idzie aż krzyczy z życia. Taką porę roku kocham. Zimy nie, bo kojarzy mi się ze śmiercią. Rozumiem, że ona podobno po coś jest, ale kochać jej nie muszę, z roku na rok mniej dobrze znoszę , za to wiosnę witam z coraz większą radością;) Tak czy inaczej, dziś poszliśmy do lasu, który jak napisałam aż krzyczał z radości za sprawą ptaków. Darły się albo śpiewały kusząco zięby, kosy, kowaliki, widzieliśmy pełzacza. Chyba słyszeliśmy rudzika. Nie wiem, co z dzięciołami bo coś mało ich słyszeliśmy w porównaniu z zeszłym rokiem. A dzięcioły wiadomo muszą być w lesie, bo mu jak mało które ptaki oddają przysługę.
A na polu już są skowronki:)
Niech żyje wiosna;)
„Zjazd szkolny”. Simone van der Vlugt.

Wydana w Wydawnictwie MUZA. Warszawa (2010). Przełożyła Dorota Szafrańska-Poniewierska. Tytuł oryginalny "De reunie".
Tak sobie zdałam sprawę gdy zainteresował się tą książką, że z literatury holenderskiej znam chyba właściwie jak dotąd jedynie listy Van Gogha do brata Theo i vice versa, które zostały opublikowane. No i tyle. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po książkę z Holandii, ze sporą rolą Amsterdamu w tle, tym bardziej, że reprezentowała gatunek, który lubię czyli kryminał i thriller. Niestety, muszę przyznać, że to, co zrobił ktoś na stronie wydawnictwa streszczając intrygę i praktycznie UJAWNIAJĄC rozwiązanie kryminalnej zagadki w jak rozumiem notce redakcyjnej mającej zachęcić czytelnika do lektury budzi moją irytację. Jak tak można???? Przecież my, czytelnicy, zaglądamy na strony Wydawnictw, to stamtąd czerpiemy wiedzę o zapowiedziach wydawniczych, nowościach.
Powiem tak, całą, całą lekturę miałam cichą nadzieję, że to, co ktoś na stronie wydawnictwa ujawnił okaże się taką zmyłką dla czytelnika. Niestety, tak się nie stało;( lektura w ten sposób została jednak zubożona o 90% tego, co w kryminale lubię najbardziej, element zaskoczenia, to, kiedy nie domyślę się prawie do ostatniej strony, kto jest sprawcą.
Dlatego ci, którzy sięgną po tę książkę-apeluję-nie czytajcie notki wydawniczej, inaczej po prostu w ogóle nie macie po co sięgać po książkę.
A książka jest dobra i interesująca. Zaczyna się w chwili, kiedy Sabine, młoda kobieta po silnym załamaniu nerwowym wraca do swojej pracy. Na razie na pół etatu. Podenerwowana jest nie tylko tym, jak po długiej nieobecności przyjmą ją koledzy z pracy, ale również faktem, który przywołuje na myśl jakieś niechciane wyparte fragmenty wspomnień a mianowicie informacją o mającym się odbyć niedługo zjeździe szkolnym.
Sabine nie bardzo ma chęć pojawić się na owym zjeździe. Nie tylko dlatego, że swego czasu w szkole jej dokuczano, ale również dlatego, że to przypomnienie czasów szkolnych przypomniało jej i zaginięcie dawnej jej przyjaciółki, Isabel. Do tej pory Sabine jakby w ogóle nie pamiętała o jej zaginięciu, ale teraz do jej głowy zaczyna dobijać się coraz więcej wspomnień, jakichś kawałków dziwnej układanki, którą Sabine zdawała się wyrzucić do kosza. Kto jest wrogiem a kto przyjacielem? Co tak naprawdę stało się z jej przyjaciółką Isabel? Czy padła ofiarą przestępstwa czy uciekła z domu?
Sabine czuje się coraz bardziej niepewnie, tym bardziej, że dziwnym zbiegiem okoliczności w dość krótkim czasie w jej życie wdziera się nie tylko wspomnienie przeszłości ale i parę osób z przeszłości, których wydawało się, że Sabine nie pamięta.
Oprócz intrygi kryminalnej książka pomieścić zdołała kilka innych ważnych współczesnemu światu problemów takich, jak dokuczanie słabszym w szkole, ale i mobbing w pracy.
Gdyby nie to, że wcześniej jednak wiedziałam kto i co, miałabym z tej lektury wiele przyjemności a tak, niestety, została ona mocno zaćmiona. Szkoda.
Ale Wy możecie mieć okazję na dobra lekturę i tego Wam życzę.
Moja ocena książki 4.5 / 6.
update:
z przyjemnością informuję, że mój email zgłaszający błąd Wydawnictwu MUZA został wzięty jak najbardziej pod uwagę, informacje o książce na stronie Wydawnictwa zostały więc skorygowane. Błędy nie zdarzają się tylko tym, którzy nic nie robią.
