„Cudze życie”. Frederique Deghelt.

Wydane w Świecie Książki. Warszawa (2010).
Tytuł oryginalny "La vie d’une autre".

Tłumaczyła Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak.

Tę książką nabyłam trochę z przypadku. Oczywiście najpierw wypatrzyłam ją w katalogu, ale powiem szczerze, że skusiła mnie głównie dlatego, że jest to współczesna proza francuska a tą znam mało. Raptem kilka nazwisk. Tym bardziej skusiła ta właśnie. Co prawda, po raz kolejny zastanawiam się, czy nie podjąć kolejnego zobowiązania po tym, aby nie czytać komentarzy na onecie i nie czytać niczego, co piszą na stronach samego wydawnictwa, bowiem bez sensu jest znać dokładną treść książki tuż przed lekturą;(

Mnie też trudno jest napisać Wam coś o tej książce bez zdradzania zbyt wiele z jej treści a nie chcę psuć radości z lektury potencjalnym czytelnikom, tym bardziej, że książka bardzo mi się podobała.

Pewnego ranka Marie budzi się i orientuje, że…nic nie pamięta z ostatnich…dwunastu lat! Czy to możliwe, że jest już starsza o dwanaście lat? Jest już mężatką? A trójka dzieciaków to naprawdę jej własne dzieci? Jak jest to możliwe, jeśli nie pamięta ich nic a nic , żadnej chwili z przeszłości? scen z okresów kolejnych ciąży? własnego ślubu wcześniej?
Ostatnie jej wspomnienie to chwile kiedy poznawała dopiero mężczyznę, który twierdzi, że są małżeństwem już dłuższy czas.

Dla nas czytelników interesująca jest postawa Marie, która…nie przyznaje się mężowi do tej przedziwnej amnezji. Już to staje się przynajmniej niezrozumiałe.
Marie rozpoczyna prywatne śledztwo mające na celu zyskanie opinii o jej przeszłości wśród znajomych, których numery telefonów znajduje w notatniku.
I jak rozsypane elementy dziwnej układanki usiłuje ona zebrać to, co jest jej przeszłością, jej życiem, które ona sama zapomniała z zatrważającą zgodą na owo zapomnienie.
Co najlepsze, nie jesteśmy wcale przekonani, że Marie ma tak do końca ochotę na poznanie tego, co działo się dotąd w jej życiu.

Książka zapewne ma słabsze strony, być może nie do końca pewne zachowania są dla nas w stu procentach wiarygodne (chociaż, kto wie?), ale według mnie jest jedną z lepszych, jakie ostatnio czytałam właśnie dlatego, że stawia nam różne pytania.
Jak my sami zachowalibyśmy się , gdybyśmy znaleźli się w sytuacji głównej bohaterki?
Czy zawsze dobrze jest dociekać prawdy? Czy nie pozwolić sobie na nie pamiętanie? Czy też dążyć do prawdy za każdą cenę, nawet jeśli rani nas ona?

Mnie się bardzo podobała ta książka, czytało mi się ją świetnie. Moja ocena 5 / 6.

ps. mogę napisać, co mi się nie podoba, a mianowicie okładka książki, która według mnie powoduje, że sporo osób może nawet nie sięgnąć po nią w księgarni, a trochę chyba szkoda.

„Mętne szkło”. Donna Leon.

Wydana w Noir sur Blanc . Warszawa (2010). Tytuł oryginału "Through a Glass, darkly".

Tłumaczyła Alicja Skarbińska-Zielińska.

Najnowsza Donna Leon jak zwykle wzbudziła nasze zainteresowanie, tym bardziej, że zaczytujemy się nią oboje. Tym razem nawet P. pierwszy "dopadł" lekturę i tym razem to ja czekałam aż skończy ją czytać.

"Mętne szkło" to jakby spojrzenie przez właśnie mętny kawałek szkła, który gdzieś udało nam się znaleźć. Przypatrujemy się światu przez taką szybkę, szkło właśnie i nic nie wydaje się być takim, jakie jest. Kształty jakieś niewyraźne, wszystko zmienia swoją perspektywę, mętność mąci nam zarówno spojrzenie jak i nasz osobisty odbiór tego, co widzimy. Co jest prawdą? Czy to co widzimy czy to, czego mogliśmy się spodziewać a czego nie ujrzeliśmy?

Takie miałam refleksje po lekturze.
Jak zwykle u Leon, kryminał jest ale obok niego spojrzenie na współczesne Włochy, ich politykę, społeczeństwo nie tylko Wenecji zamieszkiwanej przez komisarza Brunettiego ale i jego najbliższych.

Tym razem sporo jest o ekologii i zatruwaniu przez zakłady przemysłowe laguny wokół Wenecji. Cóż, ktoś powie, temat i nam nieobcy. Oczywiście, ale czy nie znaczy to, że nie można go naświetlać? Tym bardziej, że jak znam życie, postawa autorki przemycona w książkach spotyka się zapewne z protestem pewnych środowisk.
Akcja książki rozpoczyna się, gdy jeden ze współpracowników Brunettiego prosi go o pomoc przy sprawie aresztowanego znajomego, walczącego o sprawy ekologii dotyczące Wenecji.
Kolegę udaje się bez problemu wydostać z aresztu, przy okazji Brunetti dowiaduje się kilku ciekawych informacji dotyczących zatruwania środowiska jemu najbliższego bo dotyczącego miejsca, w którym mieszka, żyje z rodziną.
Nie przypuszcza on, jak szybko temat wróci się do niego niczym bumerang, z tym, że z tragicznymi w skutki wydarzeniami, jakie będą miały miejsce w jednej z fabryk słynnego szkła z Murano.

Przy tej okazji pojawia się niesamowicie interesujący wątek psychologiczny dotyczący poczucia winy, które często zmienić może się w prywatną niemal obsesję a która potem owocować może nieodwracalnymi zdarzeniami.

Nie był to najlepszy z kryminałów Donny Leon, ale też i nie najgorszy, ja w każdym razie przeczytałam go z zainteresowaniem.
Moja ocena książki 4.5 / 6.