…nie ma co ukrywać, lata lecą. Ja, co wiedzą moi znajomi i stali czytelnicy bloga, własnych Urodzin nie lubię serdecznie. Cieszę się, że ten dzień raz tylko w roku.
Patrząc na cykl roczny, można powiedzieć, że nie był to dla mnie dobry rok, więc właściwie z chęcią się z nim żegnam. 33 rok życia nie okazał się ani szczególnie szczęśliwy ani przełomowy. Przyniósł za to wiele smutku i trochę goryczy. Jak to w życiu. Nie byłam w Grecji, a więc nie był okraszony nawet namiastką szczęścia. Zmarł mi Ojciec, zerwała się jedna znajomość, w dodatku w nieprzyjemny sposób, umarł Sówka i generalnie na plus go nie oceniam jakby nie było.
Chciałabym, aby zaczynający się trzydziesty czwarty rok życia przyniósł mi więcej szczęścia i radości, tak po prostu. I tak zwanego świętego spokoju i mniej nieprzyjemności.
Pomarzyć w dniu własnych Urodzin sobie można, prawda?
Specyficzne to dla mnie będą Urodziny jako, że w tym dniu jednak jakby nie było myślami jesteśmy przy tych, którzy życie nam dali. Ja jako półsierota myśli mam trochę smutne i gorzkie. Chcę spokojnie spędzić ten dzień, prawdopodobnie dla większości po prostu w nudny sposób, ale szczerze mówiąc, to jest właśnie to, co jest mi obecnie najbardziej potrzebne.
Jakby co, to to jest wpis, w którym można się wpisywać z życzeniami…;)
I sentymentalnie, z lat młodości durnej i chmurnej ale cudownej, bo właśnie mojej;)) do posłuchania…
