„Tysiąc dni w Toskanii”. Marlena de Blasi.

Wydana w Wydawnictwo Literackie. (2009). Tłumaczenie Agnieszka Kuc.

Życie to nie jest bajka. Jest słodko gorzkie. A właściwie, słodko słone. Słone jak łzy.
Ta część opowieści o Chou i jej weneckim mężu Fernando dzieje się po opuszczeniu przez nich Wenecji i przeniesieniu się do Toskanii. Jednak, w przeciwieństwie do części pierwszej, tej toskańskiej nie odebrałam już aż tak lekko, jako czytadło. Owszem, wciąż dzieje się w bajecznych Włoszech. Owszem, dalej opisane jest w niej właściwie w większość la dolce vita ,ale, ale…w tej części więcej jest jednak owych gorzkich i słonych smaków, jak to w życiu właśnie bywa.

Autorka i jej mąż ma szczęście do ludzi. Jak zresztą, co odnoszę po lekturach , większość tych, którzy wynieśli się poza granice własnych ojczyzn i osiedliło się gdzieś gdzie albo marzyli albo zbiegiem okoliczości rzucił ich los i potem opisują to w książkach.
Jednak podejrzewam, że sama autorka jest po prostu ciekawą osobą, baardzo towarzyską, lubiącą ludzi i takie mam wrażenie, otwartą na nich, co powoduje, że nie ocenia zbyt szybko, nie przyczepia im łatek, traktuje ich ciepło. A to się zapewne wraca w postaci udanych kontaktów z innymi ludźmi.

Toskania to właściwie tło opowieści. Opowieści o życiu i jedzeniu. Albo jedzeniu i życiu. W tym przypadku trudno jest cokolwiek wyróżnić, w życiu Chou wszak jedzenie to życie. A raczej szykowanie jedzenia, tworzenie potraw. Próbowanie. Smakowanie. Potraw. I życia.
Które może różnie smakować.

Mnie jej opowieści wciągają. Może nie ma w nich opisów zabytków, filozofowania na siłę. Jest życie i jego wypełnianie. Tym, co ważne.
Muszę powiedzieć, że czytając tę część pomyślałam sobie, że faktycznie autorka jest osobą szczęśliwą i że żyje tak, jak chciała żyć. Otoczona osobami, które ją kochają. A to bardzo dużo.
Czy wszyscy umiemy powiedzieć sobie, jak jesteśmy dla siebie samych ważni aby odważyć się spełnić pewne marzenia? Nawet te nie do końca realne?

Mnie się podobało i chętnie sięgnę po następna część, jaką wydawnictwo zapowiada a dziać się będzie w Orvieto.

Moja ocena 5/6.