Być może znowu wspomnieniowo, być może znowu na zasadzie powrotów do przeszłości. Ale dlaczego nie wrócić do czegoś, co kiedyś się podobało? Zachwycało? W pierwszej lub drugiej? klasie liceum, kiedy pierwszy raz emitowano ten serial, piątkowe dwójkowe wieczory należały tylko do mnie i sympatycznych mieszkańców mieściny na Alasce, Cicely. I tylko.
Wracam po latach i wiecie, co? Podoba się nadal. Jaka ulga. Nie ma tego uczucia zawodu, jaki towarzyszy czasem , kiedy wracamy do czegoś, co się podobało nam w przeszłości. Teraz zdecydowanie jest tak samo dobrze. I ogromnie się cieszę, że zafundowałam sobie taki osobisty powrót do jednego z ulubionych seriali…
Strona na filmwebie o serialu.
tyle wiemy…
…o sobie, ile nas sprawdzono. Napisała Wisława Szymborska. I teoretycznie można się nad tym rozprawkowo rozwodzić a mnie chodzi w skrócie o to, że tak naprawdę nic nie wiemy na swój własny temat. Mamy jakieś przemyślenia, refleksje, odczucia. Coś tam nam się wydaje a tu proszę, zupełne zaskoczenie.
Sama się dziwię sobie, że w pewnych kwestiach zareagowałam tak a nie inaczej. Zupełnie inaczej, jak wtedy, kiedy sobie to w głowie układałam wcześniej. A kiedy przyszło co do czego, tadam, jakby inna osoba. Zadowolona jestem z siebie samej. Ba, nawet jakby dumna. Wreszcie się na coś konkretnie zdecydowałam. Zaczęłam. Nie będę mogła sobie samej wypomnieć, że nic nie robiłam. To dla mnie duży plus. I chociaż pewnie czeka mnie zawód, to wiem jedno, bez tego pierwszego kroku nie weszłabym faktycznie na tę drogę. Uczyniłam ten krok. Weszłam na ścieżkę, drogę, jak zwać, tak zwać. Czuję , że to dobre.
„Nieznane przygody Mikołajka”. Goscinny. Sempe.

Wydana w Wydawnictwie Znak. (2009). Tłumaczyła Barbara Grzegorzewska.
Kolejne opowiadania o jednym z najsłynniejszych dzieciaków literatury, czyli Mikołajku. Hmmm…kolejne w ostatnim czasie nowe gdziesik tam skrywane wcześniej opowiadania, które ujrzały światło dzienne. Ciekawe, ile ich jeszcze będzie. Nie, nie chcę wyjść na bardzo upierdliwą, bo cykl o Mikołajku uwielbiam , za to ciekawi mnie, jak to jest, że po dość długim czasie nagle ukazuje się pierwszy, drugi i teraz trzeci zbiorek opowiadań. Ten ostatni jest zresztą najkrótszy, zawiera tylko dziesięć opowiadań. Do wydawnictwa mogę się przyczepić w kwestii takiej, że wydanie dziesięciu opowiadań na kredowym zwiększającym jej objętość papierze i danie jej ceny dorównującej książkom nieco większym objętościowo nie zmieni faktu, że opowiadań jest tylko dziesięć. Nie wiem, coś mi tu nie do końca gra, ale to moje zdanie, moja subiektywna opinia.
Jako wielbicielka cyklu o Mikołajku, książki jak to ktoś kiedyś dobrze napisał na Forum o Książkach, o dzieciach, nie do końca dla dzieci, łyknę wszystko nowe o nim, co wiedzą zarówno właściciele praw autorskich jak i wydający te książki w Polsce.
A same dziesięć opowiadań? Oczywiście, że znowu się uśmiałam, pośmiałam, rozbawiłam, ogólnie przeniosłam się w świat dzieciństwa.
Co uwielbiam w Mikołajku, to fakt, że autorzy nie stworzyli raju dzieciństwa. Nie, nie, nie. W szkole może nie iść i zostaje się ostatnim z klasówki, rodzice się kłócą i w konkursie na idealną parę z pewnością nie zajęliby pierwszego miejsca, przyjazd buni wywołuje lekki atak paniki u tak dotąd opanowanego tatusia, a z kolegami można czasem pokłócić się tak silnie, że nie będzie się z nimi rozmawiać do końca życia (oczywiście, że rzeczywistość jest taka, że następnego dnia o tym, że się kłóciło w ogóle się nie pamięta).
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, jak napisałam, jako miłośniczka, łaknę co rusz czegoś nowego o Mikołajku, z drugiej strony nie wiem, coś mi tu nie do końca gra, kiedy znowu otrzymam za rok czy dwa kolejne dziesięć opowiadań, które gdzieś się przeleżały, nie zostały dotąd docenione, wydane itd.
Dobra, bez zbędnego filozofowania, podobało mi się, (niepotrzebny tylko naprawdę ten papier kredowy), bo ja w tej kwestii i tak chcę wciąż i wciąż nowego;))
Na pewno nie rozczaruje to miłośników wybryków i przygód Mikołajka.
A propos, Francuzi podobno nakręcili? już film, ale nie animowany a fabularny o przygodach tego wiecznego dziewięciolatka. Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem, szczerze mówiąc. Wolę, aby Mikołajek pozostał na kartach książki…
wejścia…
…z kilku miast w Stanach mam ostatnio na blogu, jednak nie wiem, kto to może być. Niniejszym posyłam pozdrowienia w stronę Nowego Jorku, Plano w Teksasie i Los Angeles.
Pozdrawiam też zaglądającą osobę z Wuppertalu.
Tak mi się skojarzyło z tym, co ostatnio pisała u siebie Spacerek, która też ma wejścia z różnych miast i która zastanawiała się, kto to może być…
„Grek Zorba”. Nikos Kazantzakis.

Wydana w Wydawnictwie MUZA SA. (2009). Tłumaczenie Nikos Chadzinikolau.
MUZA wznowiła z tego, co widzę "Greka Zorbę", ale nie wiem, czy to samo to było tłumaczenie, stąd odnoszę się do tego, które ja czytałam.
Hmmm…powinnam się nią zachwycić. Czuję, że powinnam. A jest tylko uczucie, że mi się podobała. I tyle. A przecież, Grecja, ogromna ilość Grecji w tle, właściwie sama Grecja, no i w dodatku ukochana Kreta! No i pochwała życia w wykonaniu prostego , greckiego człowieka, który uczy radości życia, czerpania z niego pełnymi garściami człowieka, który chyba zbytnio skupia się na tym co tu i teraz, zamiast oddać się radości życia i tym możliwościom losu, które mogą przyjść wtedy, kiedy wyłączy się rozsądek, rozum a zda się na przypadek, na zmysły i szaleństwo, jakie można w życiu popełniać.
Nie wiem, być może po prostu sięgnęłam po tę książkę nie w tym momencie własnego życia, w którym powinnam. Bo , jak napisałam, podobała mi się, dałam jej osobistą ocenę 4.5 (tak, jak zresztą na biblionetce) ale…no właśnie nie wiem, co za ale, jakieś uczucie osobistego niedosytu trwa. Sądzę jednak, że chodzi o to osobiste niedopasowanie się z tą właśnie lekturą na obecny czas mojego życia.
Też właściwie nie wiem, czemu, przecież może właśnie jest to jakaś lekcja, nauczka dla mnie samej, abym czasem właśnie wyłączyła to zbytnie myślenie "co by było gdyby" i "co inni powiedzą" a jednak…
Świat Greka Zorby wydaje się nie być bardzo skomplikowany. Rada jest jedna. Mamy jedno życie i tylko my jesteśmy odpowiedzialni za to, co z nim zrobimy.
Możemy przeżyć je w pełni sił witalnych i radości, namiętności, możemy je sobie na własne życzenie popsuć. Wybór należy tylko do nas samych.
Francja, Niemcy…
…za sprawą Obiezy_swiatki "zagościły" w mojej skrzynce. Podesłała mi bowiem ze swojej ostatniej wyprawy kartkę z St Emilion, hmmm, winnice 🙂 no i miasteczko i jego okręg wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dostałam też kartkę z Wyspy Oleron, o której to (gapa geograficzna ze mnie zdecydowanie;) dowiedziałam się właśnie dzięki Obiezy_swiatce. Ha.
To nie wszystko. Doszła jeszcze kartka z (znowu wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNSECO) Opactwem z Saint-Savin z XI-XII wieku! Cudo. Od razu mi się przypominają klimaty z "Imienia Róży"…Obiezy_swiatka wie, że ja uwielbiam takie klimaty tuż "przedgotyckie" i gotyk właśnie. Uwielbiam. I od razu przenoszę się duchem w tamte czasy i moja wyobraźnia pracuje…
Z Francji dostałam jeszcze pocztówkę z Poitiers, miastem z wyraźnym rysem historycznym.
A z Niemiec doszła kartka z jednego z najstarszych miast Niemiec, bawarskiego miasta Kempten. Znów nie wiedziałam, że tak stare to miasto, tym chętniej coś więcej o nim poczytałam.
Obiezy_swiatko, okropnie mnie rozpieściłaś, ale dzięki, jak widać, wiele się dzięki tym kartkom dowiedziałam. Nowych rzeczy, a to właśnie baaardzo interesujące.
Chihiro podesłała mi kartkę własnoręcznie wykonaną , z dodanym kwiatkiem lawendy. Nie wiem, jak dużo osób wie o Jej działalności kartkowej, ale muszę przyznać, że mnie się one szalenie podobają. Mówię to ja, która talentu w łapach i pomysłów artystycznych nie posiadam, niestety.
Dziękuję, szczególnie za lawendę, którą uwielbiam.
Regina i Maga-mara za to pamiętały o naszej Rocznicy i z tej okazji podesłały nam kartki z ciepłymi życzeniami. Dziękujemy Wam pięknie. Maga-mara dodała słodkość, angielskie ciasteczka;) Nie wiem, dlaczego większość osób, którym zdradzam swoje upodobanie do angielskich ciastek robi wielkie oczy. Ja za nimi przepadam, serio. Kiedyś miałam okazję otrzymywać je nawet dość często od penaplki z Wysp Brytyjskich, teraz kontakt z jej strony się urwał, ale upodobanie do tych ciastek mi zdecydowanie pozostało.
Dziękuję Wam za pamięć 🙂
jak nie wiadomo, o …
…czym rozmawiać, pogadajmy o pogodzie.
WYMIOTUJĘ już kolejnymi panicznymi informacjami na temat epidemii świńskiej grypy zza wschodniej granicy, którymi zasypują mnie kolejne serwisy informacyjne.
Tak więc temat zastępczy, pogoda.
Dziewczyny z Paryża (Karolinabart i Goraca) doniosły, że tam u nich obrzydliwie i deszczowo.
Pamiętam, jak w Paryżu potrafi lać , aczkolwiek ja poznałam ten deszcz wiosenny (co nie znaczy , że jakiś specjalnie przyjemny).
U nas pogoda chwilowo ustaliła się na typowo jesiennym poziomie. Nocą mamy mróz, niestety. Za dnia nawet w słońcu ciepło, za to zimny i nieprzyjemny wiatr, który wzmaga uczucie zimna.
Na jutro coś słyszałam , że zapowiadają śnieg z deszczem, ale na Onecie widziałam prognozę, która to zapowiada, ale na czwartek.
Byle do wiosny!
Dziękuję za ciepłe słowa w wiadomym wpisie jak również emailowo, cenię je sobie bardzo. Nie piszę odpowiedzi w komentarzach, bo nie bardzo wiem, jak skomentować, czasem trudno.
„Bez śladu”. Lindwood Barclay.

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. (2009). Tłumaczenie Andrzej Leszczyński.
O książce, thrillerze, kryminale "Bez śladu" trudno jest opowiedzieć bez zdradzania ważniejszych spraw.
Zatem może trochę o tym, jak się książka zaczyna. A zaczyna się od krótkiego przypomnienia wydarzeń sprzed 25 lat, kiedy to czternastoletnia Cynthia budzi się rano po wieczorze spędzonym z ówczesnym chłopakiem, który to wieczór zakończył się wielkim kacem następnego dnia i niekoniecznie pozytywnymi wspomnieniami. Cynthia budzi się i spodziewa wielkiej awantury ze strony rodziców. Niemniej jednak nic takiego nie następuje. Nie następuje z przyczyn niezwykłych bowiem dziewczyna odkrywa, że jej rodzina, rodzice i brat po prostu z domu zniknęli.
Ćwierć wieku potem Cynthia decyduje się wziąć udział w telewizyjnym show, które przypomina ową sprawę. Cynthia bierze udział tylko i wyłącznie dlatego, że ma nadzieję, że być może pomoże to jej rozwiązać zagadkę sprzed lat.
Nie wiadomo tylko, czy zawsze powinno się rozgrzebywać stare sprawy…
Mnie się książka podobała, lubię tego typu lekturę, mimo, że tu domyśliłam się jednej rzeczy, ale nie przeszkadza mi polecić tej książki.
są…
…takie dni, tygodnie, miesiące, kiedy niemal wszystko, za co się człowiek nie weźmie, nie wychodzi, kiedy nie dostrzega się tego światełka w tunelu, chociażby nie wiem jak wytężało się wzrok.
Rozsypałam się, jak źle sklejony wazon.
