„Marina”. Carlos Ruiz Zafon.

Wydana w Wydawnictwie MUZA SA. (2009). Tłumaczenie Katarzyna Okrasko. Carlos Marrodan Casas.

Kolejna opowieść Zafona, którego prozę bardzo lubię. Zafon umie przenieść mnie w świat Barcelony, która istnieje pewnie jedynie dla nielicznych i wybranych, w świat niezwykłych fantazji, zapomnianych ludzi, zdarzeń, domów, które popadły w ruinę a może nigdy nie istniały? Co z tego jest wyobraźnią a co prawdą? O tym zdecydować może każdy z nas, czytelników, czytających jego opowieści. Tym razem, co mnie nieco zawiodło, opowieść jest niezbyt długa (jak na Zafona, oczywiście, który przyzwyczaił mnie do książek o naprawdę słusznej objętości). A ja naprawdę lubię przenieść się w jego magiczny świat.

"Marina" Zafona, to powieść grozy dziejąca się zarówno w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jak i sięgająca nieco wcześniej, ale jednak nie w jakieś zamierzchłe czasy.
Przez cały czas lektury towarzyszy nam uczucie niepokoju i właśnie grozy.
Młody chłopak, Oscar pewnego dnia spotyka na swojej drodze mieszkankę jednego z popadających w ruinę pałacyków, tytułową Marinę i jej ojca.
Zawiązuje się między nimi przyjaźń, wzmocniona wspólnym śledztwem, które ma za zadanie wyjaśnić, dlaczego pewna odziana w czerń dama odwiedza raz w miesiącu grób na jednym ze starych , nieznanych powszechnie, cmentarzy Barcelony.
Marina i Oskar dokonają dość przerażającego odkrycia i zostaną wciągnięci w wir niesamowitych i groźnych zdarzeń.
Ta opowieść znowu powoduje chęć wyjazdu do Barcelony, kusi odkrywaniem własnych zapomnianych, tajemniczych miejsc tego miasta, poczynieniu swoich obserwacji.
Mnie końcówce lektury towarzyszyło lekkie poczucie niedosytu, że to już koniec, że chciałabym jeszcze, ale właśnie opowieści Zafona na mnie tak działają.
Moja ocena 5/6.