…z kalendarzem. A raczej kalendarzykiem. Nabyłam ze względu na to, że w nim jako jedynym, jaki znam, zaznaczone są daty zmiany czasu, z których to zawsze ta wiosenna mnie interesuje bardziej. Tym razem kalendarz zawiera nie tylko zdjęcia reklamowanej biżuterii ale również trochę ładnych artystycznych fotografii, no i różne mądre myśli i refleksje, jak zwykle. Chociaż akurat tegoroczny kalendarz pewną swoją refleksją wpędził mnie w lekką depresję coś mi tak uświadamiając ale podobał mi się, a więc i na ten na rok przyszły się zdecydowałam.
Może ktoś jest zainteresowany kalendarzykiem, dlatego donoszę.
W sprawie mojej blogowej nieobecności, u nas nie dzieje się nic dobrego, dlatego milczę. Tak naprawdę dzieje się raczej wiele niedobrego a to zawsze powoduje, że się izoluję, ten typ tak ma.
Dużo różnych refleksji i myśli w dodatku na głowie, to wszystko powoduje, że nie mam nastroju i sił na pisanie. Wiele spraw się nagle przewartościowało, ot, życie.
Ale dzięki, że zaglądacie.
„W imię trzech diabłów”. Dieter Breuers.


Wydana w Wydawnictwie Replika. (2009). Tłumaczenie Emilia Skowrońska.
Książka "W imię trzech diabłów" zainteresowała mnie właśnie ze względu na tematykę, jaką porusza, a mianowicie tematykę polowań na czarownicę.
Autor w swojej książce podzielonej na dwadzieścia osiem rozdziałów skupił się na analizie tego procederu poprzez wieki średnie i w różnych aspektach tegoż problemu. Widać, że autor do swojej pracy zebrał sporą bibliografię, "przekopał się" poprzez wiele starych pism na ten temat , zeznań ówczesnych świadków owych zdarzeń. Zajął się zarówno podejściem do problemu ludzi świeckich jak i kościelnych dygnitarzy. Mnie najbardziej podobał się aspekt społeczny poruszony w jego pracy. Wyobraźmy sobie więc wieki średnie, zabobonu, przedsionek jak by można to określić dopiero mającego nastąpić oświecenia, kiedy to tak naprawdę o tym, czy ktoś zostanie uznany za czarownicę bądź spiskującego z czarownicami czy diabłem, decydować mogło czyjeś do owej osoby uprzedzenie. Fakt, że kiedyś się z nim pokłóciło czy według niego krzywo na niego spojrzało. Oskarżenia mogły sypnąć się z najmniej spodziewanej strony , w dodatku bycie osobą powszechnie szanowaną nie zapewniało poczucia bezpieczeństwa i nie dało by się nawet "wykupić". Niektórzy zajmowali się procederem polowania na czarownicę ze względów finansowych, inni powodowani jakąś chorą chęcią, tak czy siak, nikt nie mógł czuć się bezpieczny. A najmniej stare kobiety, tak przecież potrzebne na wsiach, do których często zwracały się w swoich kobiecych potrzebach mieszkanki tychże wsi. Ale tak naprawdę oskarżony mógł zostać każdy. Osoba szanowana czy włóczęga, małe dziecko czy poważany burmistrz. Każdy mógł zostać poddany okrutnym torturom lub potem spalony na stosie.
Niemniej jednak temat nie do końca zdał mi się wyczerpany, jakby czegoś mi zabrakło. Druga rzecz, do której mogę się przyczepić, to odrobinę jak mi się wydawało , zbyt kolokwialny język, jak na tematykę, jakiej książka dotyczyła. Nie wiem, zamierzenie to autora czy też tak wyszło pani tłumacz, nie mam pojęcia.
Ogólnie moja ocena, to 4/6, więc nieźle. Sądzę, że lubiącym zgłębić ten temat, interesującym się wiekami średnimi i ich grzeszkami, ta książka powinna się spodobać.
