żeby nam nie było nudno…

…wczoraj biedny P. nie miał dnia, który by zaliczył do najmilszych. Struł się potwornie. Stawiamy na kiwi, który to owoc jest przeze mnie niejadany od chwili, kiedy to ja się nim strułam. Pewnie nie chodzi o samo kiwi, a o jakieś pryskanie , które ma owoc utrwalić na czas jazdy, skąd ono tam sobie przybywa, nie wiem zresztą, ja, jak mówię, od czasu moich z nim przygód nie jadam. Po wczorajszym dniu, P. jak sądzę, też szybko do tych owoców nie wróci. Czuł się do tego stopnia źle, że wezwał lekarza. Z przychodni, w której jego firma ma abonament. Niestety, jak wezwał go rano tak o dziewiętnastej lekarza ani widu było ani słychu. Ponieważ chłop mi się odwadniał, stwierdziłam, żeby może zadzwonić do naszej przychodni nieopodal domu. Mamy tam przychodnię prywatną, która podpisała kontrakt z NFZ. Jak zadzwonił o tej dziewiętnastej, to lekarz był za paręnaście minut. Owszem, domyślam się, że pewnie również dlatego, że kończył dyżur w przychodni i przyszedł po pacjentach. Ale przyszedł. Był miły, nie robił problemu z tym, że musiał. UMYŁ ręce. Tak tak. Pierwszy lekarz, który po przyjściu na wizytę domową umył ręce. Cuda wiadnki, serio serio.

Wróciłam do pomarańczowej torby. Ta brązowa z Monachium się nie sprawdza, to było moje trzecie do niej podejście, nie wyszło, jest bez sensu. Z kolei kupiona zeszłoroczna elegancka i niby ok, jest ciężka, jak pierun a ja nie mam ochoty dygać ciężarów.
Niebagatelne znaczenie ma też kolorystyka tej, do której wróciłam. Pomarańcz. Potrzebuję obecnie zdecydowanie dużo energetyzujących kolorów. Potrzebuję pozytywnych barw wkoło siebie.

what the…

…itd…
Na różnych już stronach i w różnych miejscach odkrywałam swoje wpisy najczęściej recenzje do książek. Część osób się zgłaszało i informowało mnie o tym fakcie. Większość nie.
Dopóki jest to serwis poświęcony nie wiem, recenzjom na przykład, ok, przymykam oko na fakt, że ktoś zalinkował moją wypowiedź zanim się o to spytał.

Ale kiedy odkrywam, że ktoś sprzedający książkę na allegro wstawia mój link z recenzją jako opis książki (oczywiście, że BEZ ZAPYTANIA MNIE O ZDANIE), robi mi się bardzo nieprzyjemnie.

Nie wiem, jak to wygląda z prawnego punktu widzenia, pewnie tak, że pisząc blog otwarty muszę się z tym godzić, teoretycznie ktoś nie napisał, że to jego słowa, a "tylko" zalinkował moją recenzję, ale co to do cholery za obyczaje?

Bardzo mi się to nie podoba. Właśnie to odkryłam i jestem zła, a dumam co mogę z tym faktem zrobić.

Czy opłaca się pisać do allegro? nie wiem, przeczytają w ogóle taką skargę, czy będą mieć ją w odwłoku?