„Nieznane przygody Mikołajka”. Goscinny. Sempe.

Wydana w Wydawnictwie Znak. (2009). Tłumaczyła Barbara Grzegorzewska.

Kolejne opowiadania o jednym z najsłynniejszych dzieciaków literatury, czyli Mikołajku. Hmmm…kolejne w ostatnim czasie nowe gdziesik tam skrywane wcześniej opowiadania, które ujrzały światło dzienne. Ciekawe, ile ich jeszcze będzie. Nie, nie chcę wyjść na bardzo upierdliwą, bo cykl o Mikołajku uwielbiam , za to ciekawi mnie, jak to jest, że po dość długim czasie nagle ukazuje się pierwszy, drugi i teraz trzeci zbiorek opowiadań. Ten ostatni jest zresztą najkrótszy, zawiera tylko dziesięć opowiadań. Do wydawnictwa mogę się przyczepić w kwestii takiej, że wydanie dziesięciu opowiadań na kredowym zwiększającym jej objętość papierze i danie jej ceny dorównującej książkom nieco większym objętościowo nie zmieni faktu, że opowiadań jest tylko dziesięć. Nie wiem, coś mi tu nie do końca gra, ale to moje zdanie, moja subiektywna opinia.

Jako wielbicielka cyklu o Mikołajku, książki  jak to ktoś kiedyś dobrze napisał na Forum o Książkach, o dzieciach,  nie do końca  dla dzieci, łyknę wszystko nowe o nim, co wiedzą zarówno właściciele praw autorskich jak i wydający te książki w Polsce.

A same dziesięć opowiadań? Oczywiście, że znowu się uśmiałam, pośmiałam, rozbawiłam, ogólnie przeniosłam się w świat dzieciństwa.
Co uwielbiam w Mikołajku, to fakt, że autorzy nie stworzyli raju dzieciństwa. Nie, nie, nie. W szkole może nie iść i zostaje się ostatnim z klasówki, rodzice się kłócą i w konkursie na idealną parę z pewnością nie zajęliby pierwszego miejsca, przyjazd buni wywołuje lekki atak paniki u tak dotąd opanowanego tatusia, a z kolegami można czasem pokłócić się tak silnie, że nie będzie się z nimi rozmawiać do końca życia (oczywiście, że rzeczywistość jest taka, że następnego dnia o tym, że się kłóciło w ogóle się nie pamięta).

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, jak napisałam, jako miłośniczka, łaknę co rusz czegoś nowego o Mikołajku, z drugiej strony nie wiem, coś mi tu nie do końca gra, kiedy znowu otrzymam za rok czy dwa kolejne dziesięć opowiadań, które gdzieś się przeleżały, nie zostały dotąd docenione, wydane itd.

Dobra, bez zbędnego filozofowania, podobało mi się, (niepotrzebny tylko naprawdę ten papier kredowy), bo ja w tej kwestii i tak chcę wciąż i wciąż nowego;))

Na pewno nie rozczaruje to miłośników wybryków i przygód Mikołajka.
A propos, Francuzi podobno nakręcili? już film, ale nie animowany a fabularny o przygodach tego wiecznego dziewięciolatka. Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem, szczerze mówiąc. Wolę, aby Mikołajek pozostał na kartach książki…