Opatów, Jarosławiec…

…Lilithin dziękuję za kartkę z Jarosławca. Widzę, że wybrzeże ma wiele do zaoferowania a przyznaję się, że o tej miejscowości pierwszy raz słyszałam.
Bazylowi dziękuję za pocztówkę z Opatowa, który przyniósł odrobinę sentymentalnych wspomnień z objazdu naukowego z zamierzchłych studenckich czasów. Oczywiście, że wtedy skupialiśmy się głównie na podziwianiu słynnego Lamentu Opatowskiego, jednego z najpiękniejszych zabytków renesansu w Polsce, który mieści się w Kolegiacie Świętego Marcina, zwiedzającym świętokrzyskie polecam zwiedzenie tego miejsca, naprawdę warto.
Monoli za to rozpieściła moje oczy przysłaniem mi kartki z wystawy z reprodukcją obrazu Johna Williama Waterhouse’a pod tytułem "Circe offering the Cup to Ulysses".
Za kartki pięknie dziękuję;)

„Pani wyrocznia”. Margaret Atwood.

Wydana w Wydawnictwie Literackim (2008).

To moje pierwsze spotkanie z prozą tej autorki. Wiele o niej dobrego wcześniej słyszałam, na forach i blogach książkowych ją doceniają a i moja koleżanka jest jej wielbicielką. Nadarzyła się okazja, aby jej książkę nabyć po obniżonej cenie i skorzystałam właśnie poznając tę książkę.

Historia to o Joan Foster znanej też jako Luiza K. Delacourt. Joan Foster to żona faceta z misją zbawienia świata, który gdyby mógł życie przeżyłby na wiecach i nieco chyba bezsensownych spotkaniach z podobnymi sobie fanatykami idei za to absolutnie nie na jakimkolwiek sensownym działaniu (jego idea ogranicza się do nie nabywania samochodu). Luiza K.Delacourt, to druga osoba w tym samym ciele, ale o wiele bardziej siebie pewniejsza i mająca moc stwarzania światów. Jest to bowiem pseudonim Joan Foster. Pseudonim literacki jako autorki powieści grozy.

Bohaterkę poznajemy w chwili,kiedy ucieka z rodzinnej Kanady do Włoch uprzednio pozorując własną śmierć. Utyka ona we włoskiej mieścinie , gdzie wspomina swoje życie.
Życie bohaterki zdaje się być połączeniem historii kilku zupełnie innych osób. Dzieciństwo to nieudane relacje z matką, prawie żaden kontakt z ojcem, który w domu bywa mało. To walka z matką o bycie tym, kim się jest, i świadomość, że się matki oczekiwań nie spełniło, jako , że nie było się kimś oczekiwanym. To bycie grubą osobą, której nikt nie zauważa i która łatwo wtapia się w tło.
Ale istnieje też wcielenie jako kochana przez ciotkę siostrzenica. Ciotka nawiasem mówiąc, przysłuży się Joan do zmiany wizerunku. I pchnie ją w kierunku zmiany życia.
Jakaś część Joan to również bohaterki książek przez nią tworzonych a także pewien rodzaj medium. Oprócz tego oczywiście żona wspomnianego już przeze mnie ideowca, ale również gorąca kochanka Jeżozwierza Królewskiego.
Te wszystkie postaci jednak znajdują się w środku jakby nie było jednej kobiety i powodują wciąż niemałe zamieszanie w jej życiu, o czym opowiada ona raczej na wesoło, niż użalając się nad sobą.

Według mnie to dobre czytadło. Książka mnie wciągnęła, miałam ochotę ją czytać i dowiedzieć się, co dalej, podobały mi się gry z literaturą, jakie zastosowała autorka, chociażby wplatając w opowieść Joan fragmenty powieści samej Luizy K. Delacourt oczywiście w stylu powieści grozy, ale nie ukrywajmy, nie  była to jakaś literatura zmuszająca do głębokich refleksji. Dla mnie to był kawałek dobrej książki i myślę, że chętnie sięgnęłabym po jakieś jeszcze inne książki Margaret Atwood.
Może wy mi coś z jej dorobku polecicie?