Wydana w Wydawnictwie W.A.B (2007).
Książkę tę przeczytałam tak naprawdę tylko dzięki Opty z forum Kryminały i Sensacje, która zachwalała swego czasu ten kryminał. A inna osoba z kolei dała nam znać na forum , że cena tej książki została obniżona wręcz niesamowicie. No, literackim "grzechem" miłośnika prozy skandynawskiej czy też ogólnie pojętej z tego kręgu kulturowego było by nie skorzystanie z tej okazji i nie spróbowanie, jak też ta lektura pójdzie.
Nie powiem, jest to "cegła". Niestety, niezbyt się dobrze i wygodnie ją czyta. Nie jest to książka, którą ktoś będzie w stanie wygodnie czytać na przykład w środkach komunikacji miejskiej, niezbyt wygodnie też czyta się ją w domu, ale…wciąga. Wciąga niesamowicie. Jak narkotyk.
Styl książki jest dość specyficzny. Nie wiem, czy to zamierzenie autora czy tłumaczki, ale wydał mi się dość prosty, oschły czasem, jakby urywany. No i zbyt wiele, jak na mój gust tego "wzrokowego kontaktu", kto czytał, ten wie, o co mi chodzi, myślę, że czasem można jednak było zastąpić je nieco innym wyrażeniem.
Ale, nie będę się czepiać, bo ogólnie, to książka niezwykła. Dawno temu żadna z książek aż tak nie namąciła mi w głowie.
Bo tak, wydawało się, pozornie, że to będzie kolejny kryminał z kręgu ogólnie to nazwijmy, skandynawskiego. A tu zaskoczenie. Owszem, jest wątek kryminalny, ale tak naprawdę to kawał świetnej prozy psychologicznej.
Poza tym książka jest wielowątkowa, wielopłaszczyznowa, dotyka rozmaitych tematów, które, co ciekawe, są w stanie mieć wspólny punkt, co mnie osobiście bardzo się podobało.
Kolejna to książka, po lekturze której nie umiem do końca zebrać myśli, bo jak wyżej napisała, nieźle namąciła mi w głowie. Ale to dobrze. Dobrze jest przeczytać coś, po czym człowiek przez dłuższy czas ma o czym myśleć, nad czym się zastanawiać.
Ale, spróbuję ogarnąć moje refleksje po lekturze. Zacznę od tego, jak właściwie rozpoczyna się książka. Poznajemy małą, kameralną grupę osób pracujących w duńskim Centrum Informacji o Ludobójstwie. Grupa, jak napisałam, jest niewielka, do tej pory dość zgrana, jednak pojawiła się w zespole nowa bibliotekarka, która zastąpiła dotychczas pracującą. I od tej pory pojawiają się problemy. Kobieta zaczyna odczuwać bardzo wyraźny ze strony współpracowniczek , klasyczny mobbing.
W tym samym czasie dwie z owych kobiet pracujących w zespole otrzymuje niepokojące emaile, niosące ze sobą groźbę śmierci…Na początku zaczynają rozważać, kto też mógłby chcieć grozić im śmiercią, najbardziej prawdopodobny jest według nich serbski zbrodniarz wojenny. Ale, o ile jeszcze jakiś czas temu były by tego faktu w stu procentach pewne, tak teraz, po tym, jak stosowały mobbing wobec jednej z nich, zaczynają rozpatrywać ową "ofiarę" ich poczynań jako potencjalną autorkę emaili.
Muszę przyznać jedno, odważnym wydało mi się zestawienie dwóch problemów i postawienie go na jednej wadze przez autora, a mam na myśli ludobójstwo i mobbing. Wydawać się może-sprawy nie do porównania, kaliber mobbingu wobec ludobójstwa zdawać się może żaden. A jednak. Autor w niesamowicie sugestywny sposób ukazuje nam niby to może znaną (ale czy na pewno?) prawdę, a mianowicie, "niestety, w każdym z nas może obudzić się zbrodniarz".
Jak bowiem kobiety pracujące w instytucji na co dzień zajmującej się zbrodniami człowieka wobec człowieka są w ogóle w stanie zachowywać się tak a nie inaczej, stosować klasyczny mobbing wobec koleżanki z pracy, która tak naprawdę niczym im nie zawiniła. Być tak okrutnymi wobec drugiego człowieka? Czy fakt zajmowania się przez nie takim humanistycznym zawodem jest w stanie ochronić je przed brakiem uczuć? przed utratą człowieczeństwa?
Mnie w tej książce zaskoczył pewien fakt. Być może autor pokazał w jakiś sposób mentalność dość chyba wstrzemięźliwych w okazywaniu emocji Duńczyków. Ale dla mnie niezwykłe było, że w niej ofiary mobbingu bały się, wstydziły przyznać przed nawet najbliższymi zdało by się osobami do faktu, że są poddane takiej presji, że stosuje się wobec nich mobbing. A może to jest typowe dla ofiar mobbingu? Nie wiem sama………..
Poza tym , że książka porusza temat mobbingu, to jednak ma i wątek kryminalny , który rozwinie się w trakcie lektury ale i również niesamowicie ciekawie odmalowane tło psychologiczne. Z tego też względu czytało mi się ją wyśmienicie, bo też naprawdę autorowi udało się zaintrygować czytelników.
Jedno jest jednak interesujące. Tak naprawdę, nie polubiłam żadnej z postaci książki. Największą niechęć żywiłam do dwóch młodych dziewczyn, które najbardziej intensywnie dokuczały owej bibliotekarce. Mimo, że jedna z nich cierpiała na naprawdę okropną chorobę (miałam znajomą, która na to chorowała, to naprawdę koszmar) to nie budziła we mnie żadnych ciepłych uczuć. Bibliotekarki, która padła ofiarą mobbingu było mi żal, jednak nie do końca przekonujący zdawał mi się argument na brak pracy dla osób w jej wieku akurat w Danii. Może nie znam się na tamtejszym rynku pracy, ale nie przekonał mnie on kompletnie.
Książka, jak wspomniałam, niesamowita. Bardzo interesująca i naprawdę warta poznania. Mnie wciągnęła, zainteresowała i polecam.
Bieszczady, morze…polskie akcenty:)
W skrzynce ostatnio polskie akcenty. Bardzo zabawna ( z najprawdziwszym niedźwiedziem;) pocztówka z Bieszczad. Widoki zapierające dech w piersiach podesłała mi Matylda_ab. Dziękuję, widzę, że wycieczka naprawdę się udała.
Doszła też pocztówka z przeciwległego końca naszego kraju, a mianowicie znad morza, z Dąbek, od Spacerka, która pisze, że "Bałtyk ma w sobie to "coś"". A pewnie, że ma!!!
Uwielbiam polskie morze, które pachnie w ten niepowtarzalny sposób…
Dostałam też list;) co jak Wiecie sprawiło mi wielką radość. Lilithin, w spokojnym czasie na pewno odpiszę;)) dzięki za sprawienie mi niespodzianki.
