…dzisiaj we śnie znalazłam się w Stanach. Skąd wiedziałam, że to Stany? Nie wiem do końca, bo architektura raczej była powiedziałabym europejska, ale były to Stany. Co ciekawe, byłam tam na wycieczce autokarowej;))
No i trafiłam tam nie mając wizy, ciekawostka.
Pamiętam, że zwiedzałam miasteczko, które raczej wyglądało jak południe Europy, ale raczej Francja na przykład lub Włochy, i ku mojej uciesze nagle znalazłam księgarnię. Taką z prawdziwego zdarzenia, nie sieciową. Pamiętam, że bardzo się ucieszyłam i pokazałam ją P., ale , co ciekawe, oglądałam tylko wystawę a nie weszliśmy do środka. Może była zamknięta…Czego to człowiek nie wyśni.
„Gorączka w Hawanie”. Leonardo Padura.
Wydane w Wydawnictwie "Znak", (2009).
Hmmm…no zawiodłam się jednak, zawiodłam. Odczułam to samo, co po lekturze tak wychwalanych "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet", którą to książką wszyscy dookoła się zachwycali a ja? Nie. Odnoszę wrażenie, że "Gorączką w Hawanie" też się większość czytelników zachwyca a przynajmniej są zadowoleni, a ja jednak nie. Być może podeszłam do lektury zbyt entuzjastycznie, kierując się głównie tym, że autor pochodzi z Kuby i tam ma się rozgrywać akcja książki.
I właśnie Kuby, Hawany w książce nie znalazłam. Jak na to, że rzecz działa się w Hawanie lat osiemdziesiątych muszę powiedzieć, że w czasie lektury odnosiłam wrażenie, że równie dobrze dziać się może wszędzie.
Nie, Zosiku;) nie chodzi mi o martyrologię. Mnie po prostu, co uwielbiam w skandynawskich kryminałach, zabrakło prawdziwego obrazu i realizmu, tych szczegółów, które pozwalają mi się cieszyć takim kryminałem jako czymś więcej, niż tylko kryminałem.
Mniej więcej orientujemy się, jak żyło się na Kubie w latach osiemdziesiątych, i właśnie chętnie bym poczytała o tym jak nie wprost, to trochę sugestiami.. Obraz Kuby, Hawany wspaniale uchwyciła Ena Lucia Portela w swoich cudownych (nic nie poradzę na to, że mnie ta książka zachwyciła;) "Stu butelkach na ścianie". I jakoś się dało pokazać, że na Kubie występują wszelakie możliwe braki, od żywnościowych po wyłączanie prądu i dóbr materialnych jednak często ważnych w życiu człowieka. A przy tym nie otarła się ona o chlipanie w rękaw, jak to im na Kubie jest źle i niedobrze. A Padura olał to. Stworzył więc kryminał z kiepską w dodatku intrygą kryminalną, która jest przewidywalna, jak śnieg zimą, ze sztampowym gliniarzem (po rozwodzie, pije, nie ma pomysłu na życie). Jedyne, co ciekawe, to postaci drugoplanowe, jego kumpel Chudy czy matka zaginionego bohatera książki, którego zaginięcie będzie musiał rozwikłać dawny kolega z liceum, właśnie wspomniany przeze mnie gliniarz Mario Conde.
Czytając wciąż i wciąż narzekałam do P. na fakt, że właśnie nie ma prawdziwej Kuby w tej książce a tak na to liczyłam. Bo, jak się okazuje , można.
No nie, do mnie ta książka nie trafiła i pewnie raczej nie sięgnę po dalszą część trylogii.
Ale, jak mówię, widziałam, że na biblionetce ma dobre oceny, po potwierdza, że ludziom się podoba, więc niech każdy przekona się o tym, czy mu się podoba osobiście.
Ciekawa recenzja u Zosika.
Kornwalia tym razem…
…zawitała u mnie na pocztówce od Małej_mi, której bardzo dziękuję.
A na pocztówce niezwykła wyspa, a mianowicie St Michael’s Mount , z wielką przyjemnością coś się o niej dowiem, bo przyznam szczerze, że nie wiedziałam, że w ogóle takie miejsce jest.
Ciekawostką jest fakt, że droga na wyspę suchą stopą, że się tak wyrażę, dostępna jest jedynie podczas odpływu…inaczej pozostają, jak widzę łódki.
Bardzo ciekawe miejsce, naprawdę.
Dziękuję za pamięć i przybliżenie mi takiego niezwykłego miejsca.
