dawne książki feministyczne…

Wpis , zapytanie na Forum Książki jakoś mi siedzi w głowie. Już nie dlatego, że w rezultacie nie skończyłam "Biegnącej z wilkami" (muszę to wreszcie zrobić), ale ze względu na to, że na fali zastanawiań nad literaturą , tak zwaną, nazwijmy to feministyczną przyszła mi do głowy nagle taka myśl. Nie wiem, dlaczego, ale nagle przypomniałam sobie jedną z ulubionych książek Lucy Maud Montgomery, ale nie, nie mówię o "Ani z Zielonego Wzgórza" , a o "Błękitnym Zamku". Ta książka powstała w roku jakby nie było 1926 a (według mnie, oczywiście) niesie ze sobą naprawdę wiele takich właśnie feministycznych przesłań. Po pierwsze, na szczęście główna bohaterka nie uzależnia swego osobistego szczęścia od posiadania bądź nie, męża czy narzeczonego. Po drugie, przypomniał mi się wątek Cesi, (jak nazywa się owa pani w oryginale, mógłby mi może ktoś napisać? ), która nie będąc mężatką urodziła dziecko. Co znaczyło dziecko poczęte w takim związku, dobrze wiemy, skoro jeszcze do niedawna w samej Polsce niektóre osoby gorszyły się na dziecko "bez ojca" (jakby sam fakt poczęcia nie wskazywał jednak na fakt udziału owego ojca w procesie zaistnienia).
Główna bohaterka, Joanna,  wyzwala się spod okropnej kurateli obrzydliwej rodziny i zaczyna pracę!! Kolejna zgroza, bowiem przecież ówczesna kobieta powinna realizować się tylko jako żona i matka.
I tak sobie myślę , że chyba ta książka Montgomery niosła to, co działo się wówczas, powstanie wcześniej, oczywiście, ruchu sufrażystek, ale i to, jak kobiety powoli, powoli, ale zaczynały walczyć o swoje prawa (chociażby wyborcze, przypominam, że w Wielkiej Brytanii kobiety zyskały prawo wyborcze dopiero w roku 1928!).
A może gdzieś tam zostały przemycone osobiste odniesienia, opinie samej Montgomery wobec ruchu kobiet? Nie wiem, tak sobie tylko dywaguję, tym bardziej, że czytając jej biografię na wikipedii widzę, że jej życie nie do końca było takie wyzwolone, że na przykład związek małżeński z jej strony raczej opierał się na rozsądku, niż wielkim uczuciu.
Jak sądzicie, są jakieś książki niekoniecznie bardzo nam współczesne, które niosą ze sobą w jakiś sposób pochwałę feminizmu??