czy limahl ma zone

czyli, wiem, że niektórzy tęsknili za tego typu podsumowaniami, a ja dawno nie wstawiałam. Wpis u e.milii przypomniał mi, że czas przedstawić czego tam naród szuka.
Powybierałam smaczki.
I tak oto, oprócz nudnych już poszukiwań tradycyjnego "tekst na oświadczyny", "tekst na zaręczyny", pojawiają się "pakowanie się na wyjazd" (ja mam wam listę napisać? chyba wiecie, co wam na wyjeździe najbardziej potrzebne??), ale i wciąż powracający i widzę, że gnębiący naród pytanie "czy można zajść w ciążę oglądając filmy erotyczne/pornosy/filmy porno?" , już ustaliliśmy, że tak. Zgroza, jak na przykład taki film zatrudni aktorów innej rasy, bo co wtedy?? Afroamerykańska fasolka??

oprócz tego, że widać, że zaczęły się wakacje i dzieci mają wolne i nie mają klasówek:

"nie moge przestac myslec o seksie mam 12 lat"

widać, że mamy całkiem rozerotyzowany naród

 "sex polki w rajstopach", "sex z wielorybem", "sex u eskimosów", "rubinowe gody seks"

są też rozterki matek:

"co moge robic z dzieciakami w deszczowe dni"

do mnie trafili, istnego speca od dzieciaczków;)

rozterki ogólne:

"czy warto martwic sie na zapas"

nie

"czy ufać intuicji"

tak

"jak sprawdzić czy on tęskni? choć nie jesteśmy razem?>"

niestety, nie mam pomysłu:(

"co to ja miałem sprawdzic po powrocie"

no właśnie, co?

rozterki podróżującego:

"czy sprawdzali ci walizke w kanadzie na lotnisku"

nie, nigdy nie byłam w Kanadzie;)

"czy limahl ma zone"

przyznaję, że nie wiem i nic mnie to nie interesuje

typowo kobiece rozterki:

"jak zostać kobieta z klasa"

zostań nauczycielką;)

są tez wpisy, które, nie ukrywam, zaniepokoiły mnie ich głębią i jak się można domyślać, trwałą traumą pozostawioną po czymś takim:

"komunia mialem ubran rajstopy"

biedny chłopczyk;(

"co napisac na pocztowce do wloch"

serdeczne pozdrowienia z …przesyła…

"farba do włosów niszczy wszy"

oj, nie wiem, nigdy nie miałam wszy , to musi być mało przyjemne, brrr…

"wrzucanie monet do fontann daje szczęście"

tak, temu, kto je potem wyjmuje i gromadzi

i problem dnia

"zodiakalne ryby lubią pierścionki"

miałam się nie wypowiadać, ale kiedy przeczytałam to P. on od razu potwierdził "lubią, lubią", no to jak lubią, to lubią;)

pozdrawiam Was Chiara (z jednym pierścionkiem na palcu, bo obrączka, to obrączka;).

Grecji smak…

…leciało w Lecie z Radiem, ale dopiero dzisiaj udało mi się "dopaść" dane piosenkarza, jest nim Panos Kiamos…
Jak słyszę te rytmy, to wiadomo, wracają wspomnienia z greckich cudowności…

literacka mapa świata…

…obecnie blogi książkowe zostały zainfekowane przez nowy gadżet, mapkę literacką. Ja zajrzałam na taką u Prowincjonalnej_nauczycielki i sama chętnie sobie taką wypełniłam. Cały czas zastanawiam się, czy i ile krajów pominęłam, ale przyznam, było to całkiem interesujące wyzwanie, jako, że niezła to gimnastyka dla pamięci i umysłu skojarzyć książki z krajami, z których pochodzą ich autorzy.


visited 46 states (20.4%)
Create your own visited map of The World

krzykacz nakrapiany…

…Ważnym bohaterem "Pod Anodynowym Naszyjnikiem" jest niejaki krzykacz nakrapiany, ptak . Nie mogę znaleźć go w wiki, wydaje mi się, że chodzi o skrzydłoszpona a musiałabym się dowiedzieć od kogoś, kto się naprawdę na tym zna. Myślę, że chodzi o błędne tłumaczenie, bo screamer to właśnie skrzydłoszpon.

W książce występuje miejscowe kółko obserwatorów ptaków (najwyraźniej na Wyspach to popularne hobby) , które ma zamiar wypatrzeć właśnie owego krzykacza , który ponoć pojawił się nad Anglią.
I oto ja przejęta mówię do P.
-W tej książce sporą rolę odgrywa krzykacz nakrapiany…

A P. stoicko, jak zawsze:

-To on jest mordercą?

Kurtyna;)

UPDATE:

Jak zawsze świetnie poinformowana Padma napisała mi w komentarzu, iż w oryginale mowa jest optaku o nazwie Great Speckled Crackle, a więc już zupełnie nie wiem, o jakiego może chodzić. Będę próbowała dociec, ale mam coraz większe przeczucia, że takowy w ogóle nie istnieje. Padmie dziękuję za informacje.

łańcuszek czytelniczy część 2.

Przyznaję, nie odpowiedziałabym już raczej na te pytania, bowiem udział w zabawie już wzięłam, o w tym miejscu. Ale, ostatnie z trzech pytań zadawnych przez naturegirl tak mnie ucieszyło, że …zdecydowałam się pokrótce odpowiedzieć;)

1. Czy macie jakieś zabawne przygody z książkami pożyczonymi z biblioteki albo od znajomych?
-Nie, nie macie. Miałam natomiast dwa razy w życiu taką przygodę z książkami pożyczonymi innym, że byłam u kogoś w gościach i nagle ze zdumieniem odkryłam na półce danej osoby moją książkę. Pożyczoną tej osobie tak dawno, że nie pamiętałam, że ona ją ode mnie pożyczyła. Pewnie, gdyby nie wizyta książka by już do mnie nie wróciła. Tak myślę.

2. Co myślicie o głośnym czytaniu? Czy głośno należy czytać tylko dzieciom czy może dorośli też powinni sobie czasem nawzajem coś głośno poczytać?
-No pewnie, że nie tylko dzieciom. A dlaczego tylko dzieciom? A czemu dzieciom ma być lepiej, niż nam, hę?:)
Uwielbiam czytać głośno.
Tu apel, jeśli ktoś chce mnie zatrudnić jako lektora do czytania audiobooków, zgłaszam się z ochotą. Serio. Uwielbiam czytać głośno. Często czytam jakiś fragment książki mojemu P.

3. Czy miałyście w dzieciństwie czy czasach nastoletnich taką osobę, która pomagała wam wybierać książki, podsuwała to, co sama czytała w waszym wieku itd. Jeśli tak, to kto był tą osobą?
-Miałam. Zapamiętałam jedną. Syna zaprzyjaźnionej z naszą rodziny. Starszego ode mnie o 7 lat, który chyba najpierw trochę na zasadzie eksperymentu podsunął mi książki, które zapewne nie tak dawno czytał on sam. I tak oto w wieku 14 i 15 lat przeczytałam "Na zachodzie bez zmian", "Przeminęło z wiatrem", "Kocią kołyskę","Rok 1984", "Mistrza i Małgorzatę", "Imię Róży" (za te dwie ostatnie polecanki jestem mu osobiście bardzo wdzięczna).

„Pod Anodynowym Naszyjnikiem”. Martha Grimes.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B (2009).

Po raz kolejny spotykamy bohaterów dwóch poprzednich książek z serii angielskich kryminałów Marthy Grimes, czyli (już) nadinspektora Jury i Melrose Planta, arystokratę, który zrzekł się tytułu i w pierwszej części opowieści nawiązał znajomość z Richardem Jury.

Ktoś w moim wpisie o tej książce, kiedy pisałam, że ją zacznę czytać, skomentował, że będzie to mroczniejsza od poprzednich książka. O ile kryminał w ogóle nie ma za zadanie być mrocznym. Tylko, że faktycznie, w tej części, oprócz wsi angielskiej niby to idyllicznej z jej ślicznymi posiadłościami, pubami z wybornym piwem i niby to zaprzyjaźnionymi wzajemnie mieszkańcami  mamy też tę drugą wieś, mającą swoje ciemne strony i grzeszki. Tym razem wyraźnie ukazane jest jak bardzo ludzka chciwość może prowadzić do czynów najbardziej złych.

Akcja książki zaczyna się, kiedy wiejski burek przynosi jednej z kobiet ze wsi ludzki palec, który to palec okazuje się być palcem kobiety, której zwłoki znalezione zostają wkrótce w okolicznym lesie.
Do tego wszystkiego wychodzi na jaw, iż mieszkańcy wsi jakiś czas temu byli nękani przez anonimowe listy mające zdecydowanie popsuć poszczególnym adresatom nastrój i humor.

A jeszcze, jakby tego było mało, okazuje się, że mieszkanka wsi została pobita w Londynie, dokąd uczęszczała na lekcje gry na skrzypcach. Czyżby wszystkie te sprawy, zdające się nie mieć ze sobą nic wspólnego jednak okażą się mieć jakiś punkt styczny?

W tej części książki odnosiłam wrażenie lekkiego deja vu, jakbym na chwilę przeniosła się do trylogii kryminalnej Grimes z prowincjonalnej Ameryki. A to za sprawą małej bohaterki, Emily, która to zdaje się być nieco zaniedbanym dzieckiem, jak bohaterka tamtej serii , jak również po trochu zdaje się być domorosłym detektywem, który to o wielu osobach we wsi wiele wie.

Jak wspomniałam , Amerykance Grimes udaje się w swoich książkach w cudowny sposób oddać atmosferę angielskiej prowincji. Oczywiście, mogę być nieobiektywna, bo na angielskiej prowincji nie znam się nic a nic, a jednak wydaje mi się,że jej się właśnie udaje odmalować ją interesująco. Do tego jak zawsze świetna intryga kryminalna , dobre tłumaczenie i mamy przepis na udaną kryminalną lekturę. Polecam.

Na koniec cytat, który z kryminałem może nie ma nic wspólnego, ale bardzo mi się spodobał:

"Podróże człowiek odbywa w głowie".

I ja się zgadzam z tym zdaniem;)

zaptaszona 2;)

W związku z naszym hobby zostaję ostatnio jak widzę po raz kolejny obdarzona prezentem związanym z ptakami…Dziękuję więc pięknie Reginie za podesłanie kompletu sześciu kartek wraz z kopertkami, które prezentują sześć ptaków. Są śliczne. Naprawdę, po raz kolejny stwierdzam, że w krajach niemieckojęzycznych i myślę, że na Wyspach Brytyjskich można kupić czy zdobyć naprawdę piękne prezenty a również nie zwalające swoją ceną z nóg. Ciągle wspominam wizytę w Monachium pod tym kątem, kiedy w sklepie myślałam, że mi się oczy rozbiegną, tyle można było nabyć dla innych a to papeterii a to pięknych notesów, a to notesów na adresy a to kartek rozmaitych itd…

A ptaki, które występują na owych karteczkach to : szczygieł (w tym roku widzieliśmy w Alpach! to dla mnie wielka radość, bo marzyłam o zobaczeniu szczygła na własne oczy), gil (to marzenie przeze mnie, jak na razie niezrealizowane;(, sójka, modraszka (bez butelki mleka;), czyż i dzwoniec.

Piękny prezent, naprawdę dziękuję.

A propos, przypominam, że P. dodaje wciąż nowe ptasie foty

o, w tym tu miejscu.

Chuck Norris przy nim to nic…

…Żeby tak nie wisiało na smutno, trochę weselej teraz będzie.
Powiedzmy, że wczorajsza wizyta u wet nastroiła mnie nieco bardziej optymistycznie, czuję po prostu, że Sówka jest pod właściwą opieką a to najważniejsze.
Ale, skąd ten tytuł?
Otóż, wizyta u weterynarz zaczęła się oczywiście od łapania Sówki. Nie myślcie sobie, że on poproszony wchodzi do transportówki. Odkąd na forach o kanarkach wyczytałam, że one nie lubią być łapane (a kto niby lubi??)  i żeby najlepiej prosić o złapanie kanarka sąsiada (tiaaa, niezły pomysł, najlepiej tych z góry hehe;) a w najgorszej sytuacji założyć na przykład czapkę , w której to rzekomo nasz ptaszek nas nie pozna, mój Mąż oczywiście przed łapaniem wdziewa czapkę. Ja się z tego trochę nabijam, bo jestem na 100% , że Sówka doskonale wie, że to nie jest żaden obcy facet, tylko jego pan , tylko założył jakąś starą czapkę, w której w dodatku nietwarzowo wygląda. Odnoszę jednak wrażenie, że oni obaj lubią się bawić w tę grę. To znaczy, P. ma wrażenie, że robi wszystko, żeby ptaszek nie miał mu za złe łapania (nie ma, i tak kocha P. najbardziej i strasznie za nim na przykład tęsknił , jak nas nie było) a kanarkowi pozwala to zachować tak zwaną twarz i wyjść z tej krępującej sytuacji z męskim honorem.
Tak, czy inaczej, kanar został złapany i P. dygał mi go do transportówki, kiedy to podczas wkładania do niej kanar zwiał. Zwiał i zaczął pięknie latać wokół pokoju. Tak pięknie, jak jeszcze nigdy. Wysoko, z szeroko rozłożonymi skrzydłami. No ślicznie. Adrenalina ma jednak moc, nie ma to tamto.
Mój Mąż śledził jego lot, ja się śmiałam (nawet w takiej sytuacji to jednak było naprawdę komiczne) a Sówka wylądował na swojej ulubionej doniczce, na której zawsze sobie siedzi i skacze podczas wizytowania pokoju.
W tym momencie mój Mąż nagle wyciągnął rękę i natychmiast go złapał. Jak mi potem powiedział "zachowałem się jak wąż" (czyli proszę, obudził się jakiś instynkt drapieżnika w mojej Drugiej (lepszej!) Połowie;).
Zawieźliśmy go do wet, oczywiście z transportówki dobiegały mnie odgłosy, które doskonale pokazywały, iż wiozący ma nam całą tę historię za złe.
U Pani Ani kanarek nabrał jeszcze większej mocy,ale ona oczywiście ma wprawę w trzymaniu takich małych zawadiaków. Aby pokazać nam, że faktycznie coś mu tam niekoniecznie pięknie oddycha wsadziła nam po kolei kanarka do ucha (na pewno mu się podobało:) i oczywiście słyszeliśmy. Dostał lek na skórę na ewentualne pajęczaki, które prawdopodobnie ma w gardle, a potem na chwilę miał zostać oddany w ręce nasze. Ja się od razu wymigałam, więc kanara przejął P. I tu się zaczęło, kanar nabrał takiej mocy, że znowu prawie zwiał i nagle gabinet, mój Mąż i Pani Ania pokryli się piórkami (kanar wciąż jest w okresie pierzenia, co nie sprzyja, bo wtedy kanarki są osłabione). Piesek, który czekał w kolejce i wchodził za Sówką na pewno przypadł do nóg swojej pańci i przysiągł, że on już będzie grzeczny;)
Ciągle nie ma o Chucku Norrisie;)
Już już.
Jedząc późny obiad rozmawialiśmy o wizycie i o tym, że ten mały drań, mimo wszystko ma całkiem sporą siłę, jak na takiego ptaka, całej wagi parędziesiąt gramów pewnie. P. powiedział, "Ty wiesz, jakiego on ma kopa z nogi? Chuck Norris przy nim wymięka".

No i jak tu ich nie kochać? (Obu tych moich panów;).

zaptaszona:)

Niedawna kartka z przepiórką od Kwiecienki (Kwiecienko, dzisiaj poszła pocztówka ode mnie do Ciebie:) a dziś nadeszła miła niespodzianka od Chihiro. Która okazała się dodatkiem do The Guardian&Observer o nazwie Nature Spotting, part 2: birds wraz z kartką samodzielnie wykonaną przez Chihiro. Wielkie dzięki;)
Ów przewodnik to niewielka książeczka, ale naprawdę fajna, przejrzeliśmy ją już oczywiście. Podoba mi się, że oprócz krótkiego opisu gatunków, gdzie się je spotyka, co jedzą, są na końcu ciekawostki o nich pisane z typowym dla Anglików poczuciem humoru. Na przykład uśmialiśmy się przy opisie modraszek, o których to sikorkach napisano, że są znane z mądrości i tego, że łatwo się uczą. Podano przykład, że na początku zeszłego wieku mleko dostarczano mieszkańcom domów w butelkach bez nakrętek, co wykorzystywały modraszki i piły sobie owo mleko. Kiedy zaczęto nakładać aluminiowe kapsle , okazało się, że owe mądre ptaszki nauczyły się dziurawić kapselki i dalej cieszyć się smacznym mlekiem. Podsumowano, że teraz, kiedy już nie dostarcza się mleka pod drzwi domu,  modraszkom nie pozostaje nic innego, jak nauczyć się chodzenia do supermarketów i korzystania z kart kredytowych;)
Co do karty, to bardzo mi się podoba. Zazdroszczę ogólnie ludziom, którzy mają talent w łapach. Kuzynka P. robi fantastyczne rzeczy i ma naprawdę szeroki rozrzut owych cudeniek, że się tak wyrażę, bo od kolczyków, przez dekoracje na stół, podkładki pod talerze , zakładki do książek itd. Ja, niestety, jakoś talentu w łapach chyba nie mam.

Dotarła smutna informacja o śmierci Zbigniewa Zapasiewicza…Widziałam go na żywo w dwóch sztukach, pierwsza to "Kubuś Fatalista", druga, to "Apage satana!", w obu był świetny, naprawdę…odchodzą ci świetni aktorzy, a zostają…no, według mnie nie ma już godnych następców.