raz na jakiś czas polecam a to czyjąś wypowiedź a to blog.
Czas na polecenie twórczości własnego Męża, a co?!;)
Ponieważ często pytacie się o to jakie ptaki sfociliśmy podczas spacerów i jak one wyglądają a mnie niezbyt zręcznie jest wstawiać na swój blog zdjęcia jednak nie swojego autorstwa wpadłam na pomysł, że podam adres na flikrze, zainteresowani będą mogli oglądać zdjęcia i to w miarę na bieżąco, bo P. dodaje nowe zdjęcia w miarę regularnie.
Gdyby ktoś, kto zna się na ptakach (krogulcu, nie ukrywam, że zwracam się między innymi do Ciebie) wątpił w nasze oznaczenie jakiegoś ptaka, serdecznie proszę o korektę, bowiem nie w 100% jesteśmy zawsze pewni, jako totalni amatorzy. Co tu dużo kryć, gdybyśmy byli po ornitologii zapewne trafialibyśmy z typami w 100%.
A oto adres flickrowy zdjęć P.
spacery, spacery…
Znowu się zdenerwowałam, bo na ścieżce rowerowej widzieliśmy dzisiaj karetkę pogotowia i siedzących obok rowerzystów. Wygląda na to, że nastąpiło to, czego aż trudno się nie spodziewać, ktoś komuś wszedł w szkodę i nastąpiło poważne zdarzenie. Musiało zdarzyć się coś niedobrego, że aż przyjechała karetka, która zajmowała się leżącą na chodniku osobą, ponieważ jednak jechaliśmy autem, więc niewiele wiem, czy to rowerzysta potrącił pieszego, czy to pieszy wtargnął na ścieżkę rowerową. Prawdą jest, że na Kabatach ludzie chyba się nie bardzo lubią a już rowerzyści z pieszymi, to kompletnie nie, gdyż rowerzyści często jeżdżą po zwykłych chodnikach i to bardzo szybko a i piesi nie są bez winy, bo często poruszają się po ścieżkach rowerowych. Bezmyślność z obu stron, niestety rządzi i tu musiało to zaowocować, niestety, jakimś wypadkiem. Kiedy mijaliśmy tamto zdarzenie nadciągała Policja, a więc wnioskuję, że faktycznie stało się coś poważniejszego, skoro aż wzywali Policję.
Na pociechę…weekend pod znakiem spacerów do lasu. Wczoraj i dzisiaj
odwiedziliśmy las, po takiej przerwie, nie dziwne, że byliśmy
spragnieni wizyty tam. Wczoraj cudownie, bo po deszczu, który raz po
raz nawiedzał Warszawę, w lesie nie było prawie
nikogusieńko…cudownie. Spokój, cisza i tylko my i ptaki i dosłownie
parę osób, które minęliśmy. Dzisiaj już zupełnie inaczej, ale cóż,
pogoda dopisała to i w lesie tłoczno.
Ale "wystawiłam" dzisiaj P. grubodzioba na ścieżce a to nowy ptak w naszej fotograficznej kolekcji!
Mam nadzieję, że miło spędzacie weekend.
update: ze słowiczych wieści;) Słowik z Alei zniknął, a raczej, uciszył się, co zapewne oznacza, że pani słowikowa powiedziała "tak". Jak to podsumował P. słowik teraz milczy z racji tego, że zbiera plony ciężkiej pracy u podstaw.
W końcu pewnie jak się robi jaja, to się nie śpiewa:)
Za to odkryliśmy aż dwa słowiki w krzakach nieopodal domu. Jeden uaktywnił się parę dni temu, drugiego słyszeliśmy dzisiaj i to, co ciekawe, nie wieczorem a za dnia zupełnego, bo około 13.00, kiedy to wybieraliśmy się do lasu. Zresztą, kiedy słuchaliśmy tego pierwszego tak coś mi się wydawało, że nie tylko on śpiewał, ale ten pierwszy go zagłuszał. Tak więc mamy nieopodal dwóch zdesperowanych panów słowiczych. Zdesperowanych, bowiem zdaje się, że dla slowików to już zaraz będzie ostatni dzwonek na założenie rodziny. Oczywiście kibicujemy obu panom w ich poczynaniach mając egoistycznie nadzieję, że zaowocuje to następnymi pokoleniami koncertującymi nam niemal pod nosem.
