Wydawnictwo Znak, 2009.
Ale się uśmiałam nad tą książką. Parę lat temu znakomicie humor poprawiła mi czytana w czasie wakacyjnym trylogia kryminalna z wielkim przymrużeniem oka w stronę samego gatunku kryminalnego, czyli "Sekret hiszpańskiej pensjonarki", "Oliwkowy labirynt" i "Przygoda fryzjera damskiego". Czułam, że "Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa" będzie czymś w tamtym klimacie i stylu , kiedy tylko pojawiły się pierwsze zapowiedzi książki i kiedy czytałam opinie na książkowych blogach i …nie zawiodłam się.
Zauważyłam, że ci, którym się trylogia nie podobała, chyba trochę zbyt serio podeszli do książek. A te jego książki, to naprawdę wielki uśmiech w stronę czytelnika. Eduardo Mendoza bowiem bawi się zarówno gatunkami (wątki kryminalne w jego książkach są przerysowane, często karykaturalne, budzące raczej śmiech, niż grozę), jak i bawi się samym czytelnikiem co i rusz zaskakując go czy to grą słowną , czy zabawnym skojarzeniem. Mnie się to podoba, mnie to pasuje, ja zdecydowanie lubię być zaproszona go takiej literackiej zabawy , która w dodatku budzi u mnie wybuchy śmiechu co miało miejsce zarówno podczas lektury wyżej wspomnianej trylogii jak i właśnie książki, o której piszę w niniejszym wpisie.
W "Niezwykłej podróży Pomponiusza Flatusa" poznajemy rzymskiego patrycjusza, który to uprawiając raczej zdecydowanie hobbystycznie filozofię przemierza wschodnie ziemie w poszukiwaniu źródeł o niezwykłych właściwościach. Jedyne, co go spotyka po zakosztowaniu wody ze źródeł, to nieustanna biegunka i kłopoty gastryczne, niemniej jednak wciąż próbuje. Trafia do Ziemi Świętej, gdzie zbiegiem okoliczności spotyka dwunastoletniego chłopca o imieniu Jezus. To Jezus zwraca się do Pomponiusza Flatusa z prośbą. Oto jego ojciec , Józef, cieśla, zostaje oskarżony o zamordowanie pewnego bogacza. Jezus wierzy w niewinność swego ojca i zamawia u Flatusa ni mniej ni więcej a usługę detektywistyczną. I tak oto Pomponiusz Flatus początkowo niechętny , godzi się dowieść, że Józef jest niewinny.
Co zaowocuje rozmaitymi przygodami i barwnymi zwrotami akcji.
Co mi przeszkadzało podczas lektury, to fakt zmienności czasów, a to opowieść snuta była w czasie teraźniejszym a to w przeszłym, jakoś mi to nie grało.
Niemniej jednak to jedyne, do czego się mogę przyczepić.
Uśmiałam się, ubawiłam, tego mi było trzeba podczas lektury. Polecam.
