Idąc za radami dobrych kobiet wynalazłam sobie dzisiaj w lodówce czekoladę , która, jak owe dobre kobiety twierdziły, powinna wspomóc w nastrojach. Czekolady u mnie w domu nie ma na ogół, bowiem mam na nią uczulenie i raczej nie powinnam się nią objadać, ale znalazłam jeszcze jedną , którą Regina podarowała konkretnie nie mnie a P. Ponieważ P. jest z tych, którzy ze słodkości najbardziej lubią kiełbasę, czekolada czekała sobie najwyraźniej na mnie. Nie byle jaka czekolada, bo ta właśnie . Ja się pytam, jaka armia w kraju, który jest neutralny?:) Ale nazwę wymyśliła sobie firma fajną;)
Na mojej czekoladzie widniało ni mniej ni więcej a obwieszczenie, iż jest to ni mniej ni więcej a "Survival Portion", jednym słowem ta czekolada może uratować życie;)
Może aż w takim celu stosować jej nie musiałam, ale muszę przyznać jedno, nastrój w jakiś sposób się poprawił, bo czekolada pycha.
Obiezy_swiatce dziękuję za pocztówkę a Spacerkowi za płytę Diany Krall, które do mnie dzisiaj doszły.
dziwna aura za oknem…
…na przemian trochę słońca przebijającego przez chmury i właśnie sporo owych chmur, z których ciekawe, czy popada. Wczoraj deszczu nie zapowiadali a padał. Niedługo wprawdzie, ale dość nagle, w dodatku udało mu się zaskoczyć sądząc po tym, jak pędzili w kierunkach domu ludzie, którzy parasoli nie wzięli.
W poniedziałek miałam rozmowę z moją lekarką, poruszyłyśmy przy okazji pewien temat, który za mną chodzi. Nie powiem, że nie przybiła mnie rozmowa. Babka nie chciała mnie na pewno dobijać, ale jakiś mnie taki dopadł czarny nastrój, czarnowidztwo. Za pewne sprawy trzeba się będzie wreszcie wziąć intensywniej a jakoś to czarno widzę. W dodatku wczoraj dowiedzieliśmy się o pewnych kłopotach zdrowotnych naszych bliskich, na razie wszystko jest na etapie badań i mam nadzieję, że te nie wykażą nic bardzo złego, ale oczywiście też mnie to przybiło, biorąc pod uwagę nasze zdrowotne problemy, z którymi wciąż walczymy poczułam, że jakoś za wiele się nam na głowę zwala. Być może to taki chwilowy nastrój, ale obecnie przybita się czuję i oczywiście już układam scenariusze na zapas i co za tym idzie, zamartwiam się na zapas a co mi to da? ja się sama siebie o to pytam, czy coś mi to daje, oprócz zwiększenia się złego nastroju i uczucia przygnębienia. Ale trzyma, niestety.
Nastrój mój więc, jak ta aura za oknem, chmury jakieś , uczucie przybicia, ciężkości, nie wiadomo, czy nie popłynie deszcz łez…
Ratuje mnie perspektywa wyjazdu już w sumie niebawem, biorąc pod uwagę jak czas szybko biegnie, ale też się cykam lotem (ze względu na to, jak straszą tą grypą;/).
