…chińska grafika…
Dzisiaj otrzymałam kartkę z prawdziwym wrzosowiskiem od Ekolozkii ze Szkocji…Prawdziwe wrzosowisko…odkąd pamiętam, pociągało mnie to słowo a to za sprawą lektury "Tajemniczego Ogrodu" , w którym była o wrzosowiskach mowa, a także potem po lekturze książek sióstr Bronte, szczególnie "Wichrowych Wzgórz"…Wyglądają cudownie…….przywodzą co prawda na myśl znacznie bardziej surową przestrzeń , przyrodę, niż na przykład południowa, ale niosą ze sobą jakieś niesamowite wyobrażenia, tajemnicę, coś niedopowiedzianego…
Maga-mara po raz kolejny mnie rozpieściła, wysyłając mi Imieninowe życzenia na kartce ze wschodnim akcentem grafiki chińskiej i pisząc przemiłe życzenia.
Koleżanka zaś przysłała mi pocztówkę z ukochanej Grecji, a konkretnie z Amorgos. Nie byłam tam nigdy, ale musi to byc naprawdę niezwykłe miejsce…i te mnastyry na ścianach skał…Niezwykłe…
Bardzo dziękuję za pamięć;)
Niestety, w każdym słodkim musi zdarzyć się łyżka dziegciu przysłowiowo, jako, że czekam na kilka innych przesyłek, od Obiezy_swiatki, Una-invitada, Matyldy2000 i jeszcze jedną z Australii i…jak na razie nic. O niektóre obawiam się, że zaginęły, no, nic, zobaczę jeszcze…
„W proch się obrócisz”. Yrsa Sigurdardottir.
Wydana w Wydawnictwie MUZA (2009).
Zdążyłam się przez te kilka lat nauczyć pisać nazwisko tej pisarki. Opanowałam zasadę każącą nazywać się kobietom i mężczyznom z Islandii od imion ich ojców. Ciekawe, jak by to brzmiało, jakbyśmy my się tak nazywali;) Anna Kamilacórka. Brzmi zabawnie, ale…to taki koloryt lokalny.
Trzeci kryminał opowiadający o prawniczce o imieniu Thora zaczyna się w roku 2007, ale każe nam się cofnąć o dobre kilkadziesiąt lat, bo w lata siedemdziesiąte.
Oto wtedy miał miejsce wybuch wulkanu w miasteczku o nazwie dla mnie nie do nauczenia się;) a mianowicie Vestmannaeyar.
W latach obecnych archeolodzy chcą zbadać teren, który wówczas został mocno zniszczony, a klient Thory Markus nie chce dopuścić do wizyty we własnej piwnycy z prostego powodu. Chce pierwszy wejść do piwnicy domu, w którym nie był kilkadziesiąt lat, aby coś z niej wynieść. Coś, co przekazała mu do pilnowania droga mu w latach siedemdziesiątych osoba. Niemniej jednak nie tylko Thora się zdziwi w dniu, kiedy Markus zejdzie do piwnicy po powierzony mu przedmiot. Zdziwi się również on sam, kiedy odkryje zwłoki kilku nieznanych mu osób, które ktoś pozostawił w piwnicy jego własnego domu właśnie w czasach wybuchu wulkanu. Co za tym idzie, sam Markus staje się dla policji głównym podejrzanym a Thora musi udowodnić światu, że zaszała wielka pomyłka.
Trzecia część opowieści o Thorze podobała mi się chyba najmniej z dotąd u nas wydanych.
Nie mówię, że była zła, ale ….nie wiem, coś mnie w niej męczyło, wydało mi się zbyt długie. Mimo, że porusza ważne tematy, jednak coś w lekturze nie do końca mi pasowało, zmęczyło mnie prawdę mówiąc. Sama intryga kryminalna dobra, wydaje się, że już już wiemy, co naprawdę się stało, kiedy dosłownie na ostatnich stronach autorka daje nam prztyczka w nos. To plus dla książki, ale jej dwie poprzednie książki, muszę przyznać, podobały mi się nieco bardziej.
Mimo to, myślę,że miłośnicy kryminału skandynawskiego nie będą zawiedzeni.
